Justin
Stałem pod domem Rose. Nie wiedziałem co ją tak przestraszyło że napisała do mnie w środku nocy. Mam nadzieję że to nic poważnego.
-Rose jesteś?-zapukałem do drzwi-słyszysz?
Niestety nikt mi nie odpowiedział. Dotknąłem klamki, drzwi były otwarte. To zły znak. Szybko wróciłem do auta by wziąć swoją broń w razie czego. Schowałem ją w tylnej kieszeni spodni i powoli wszedłem do domu. W łazience nie zastałem nikogo , tak samo jak w kuchni i na piętrze. Nagle odwróciłem się a w salonie leżała Rose. Zapiąłem zamek w tylnej kieszeni żeby pistolet nie upadł na podłogę przy Rose. Lepiej żeby nie wiedziała że mam broń, na razie.
-Kochanie? Miałaś na mnie czekać a nie spać-zaśmiałem się.
Nie odpowiedziała tylko leżała sina i zmarznięta. Jej koc zleciał na ziemię więc podniosłem go i okryłem jej ciało.
-Księżniczko-pocałowałem ją w czoło-wstawaj.
-Justin, jestem w niebie? Przecież ty nie żyjesz.-powiedziała dysząc.
-Jestem tu, dotykam cię, żyję!
Jak mogła pomyśleć że umarłem. Czy ktoś jej czegoś nagadał. A może to mój brat? Może był tu w nocy i powiedział jej ze mnie zabił. Ale niby po co? Nagle Rose się we mnie wtuliła.
-Kochanie, co się stało?
Odpowiedziała coś szeptem a potem dodała że mam ją nigdy nie puszczać. Cała się trzęsła.
-Jesteś bezpieczna, nie bój się.
-Ale..w nocy nie byłam bezpieczna. Dlaczego mnie zostawiłeś?
-Musiałem.
Niestety miałem parę spraw do załatwienia.
-On tu był.
ON. Od razu zrozumiałem o kim mówiła. Miałem rację.
-Co ci nagadał-złapałem ją za ramiona-powiedz skarbie.
Próbowała powstrzymać łzy.
-Nie płacz, jestem tu, będę zawszę i nigdy cię już nie zostawię. Widzę że coś się stało i wiem że będzie ci ciężko powiedzieć mi co się tu na prawdę wydarzyło, ale błagam powiedz. Powiedz mi wszystko. Po co ty był, dlaczego, czy ci groził czy rozmawiałaś z nim? A tak w ogóle to kto mu otworzył drzwi! Nie wiesz ze masz go nie wpuszczać, on chcę ci zrobić krzywdę. O i jeszcze jedno-odetchnąłem-dlaczego...dlaczego myślałaś że umarłem?
Wsłuchała się w każde zdanie które jej powiedziałem. Na szczęście już się uspokoiła i przestała się trząść ze strachu.
-Miałam, to tylko sen. Od jakiegoś czasu śnią mi się dziwne, niespotykane rzeczy. Jeden sen, koszmar był o tym że ktoś mnie porwał i zamkną w jakimś wielkim pomieszczeniu, a dzisiejszy był o twojej śmierci. Strasznie się boję.
-To tylko sny-lekko się uśmiechnąłem.
-Ale są tak realistyczne. A jeszcze ta sprawa z Jamesem.. A więc tak był tu w nocy. Zostawił mi telefon na szafce nocnej gdy spałam. Ale nie dotknął mnie, raczej. Wszedł przez moje okno.
-Miałaś otwarte okno na noc?-zdziwiłem się.
-Justin, mieszkam na piętrze. Nie wiedziałam że takie coś może się zdarzyć.
-Już się nie zdarzy bo chyba zaraz go zabiję.
Jej oczy nagle stały się ogromne a usta się otworzyły.
-Justin, że co?
Odsunęła się ode mnie ale przeszkodziła jej szafka dzieląca kuchnię z salonem.
-Nie no żartuję.
Nie, nie żartuję. Od razu pomyślałem o pistolecie w moich spodniach. Jeżeli bym go dzisiaj zobaczył to nie wiem czy bym się powstrzymał. Emocję wzięły by nade mną górę.
-Nie możesz, nie możesz-złapała większy oddech-zabić.
Zabić? A co, niby dlaczego nie?-pomyślałem do siebie.
-O to się nie martw.
Powoli do niej podszedłem i się w nią wtuliłem. Odwzajemniła to.
czwartek, 19 grudnia 2013
sobota, 7 grudnia 2013
Rozdział 18
Rose
To czekanie mnie wykańczało. Każda sekunda przemijała jak minuta, a minuta jak godzina. Dochodziła godzina 7:00 ciocia wyszła właśnie do pracy. Zostałam sama w domu. Bałam się chociaż nie powinnam bo byłam tu bezpieczna. Sprawdziłam kolejny raz czy wszystkie okna są pozamykane. Weszłam do mojego pokoju i zasłoniłam rolety na zewnątrz okna. Potem zeszłam na dół zobaczyć czy Justin nie podjechał na podjazd. Ale niestety nie było go. Nie umiałam stać na korytarzu bez celu więc zrobiłam dwie takie rundki po całym domu. Podeszłam do drzwi i nadal go nie było.
-Rose uspokój się-mówiłam do siebie-Justin zaraz tu będzie.
Mówienie do samej siebie nic nie dawało. Może ktoś go zatrzymał, może musiał załatwić jakąś ważną sprawę? Co ja gadam, spóźnia się już 3 godziny. Powoli zaczynam się martwić. Nie zauważyłam kiedy z moich oczu zaczęły płynąć łzy. Rose ty bekso, przestań. Nie mogę. Łzy wypływały bez mojej woli. Ale czasem są takie dni że po prostu w pewnym momencie nie da się, muszę się kurwa rozpłakać. Mijały kolejne minuty. Moje oczy były wbite w telefon. Nie zadzwonił, nie napisał SMS-a. Nic.
Poczułam senność więc zamiast sterczeć na korytarzu weszłam do salonu. Wyjęłam niewielki koc i poduszkę z szafki obok i zasnęłam.
Śniło mi się to samo pomieszczenie co dzisiaj w nocy. Brudne ściany, pomazane farbą i krwią, tak to chyba była krew, na suficie pajęczyny od pająków a w niektórych oknach powybijane szyby. Smród można było wyczuć na odległość. Ale jedna rzecz się zmieniła, w pokoju, jeżeli można nazwać to pokojem bo wyglądało na jakiś opuszczony magazyn, w pokoju znajdowała się postać. Stała po drugiej stronie pomieszczenia nie ruszając się. Wyglądała bardzo znajomo.
-Słyszysz mnie, halo?
Ale słyszałam tylko echo.
-Przepraszam, co tu robisz?-powiedziałam drżącym głosem.
Osoba nie odezwała się. Próbowałam podejść odrobinę bliżej by zobaczyć twarz i to był niestety mój błąd.
Osoba nie odzywała się bo była zabita. A dokładniej miała nóż wbity w samo serce. Gdy GO zobaczyłam moje serce stanęło.
-Błagam cię... To tylko sen... Słyszysz mnie?
Nie widziałam nic przez taką ilość łez, musiałam usiąść na zmarzniętej podłodze bo nie mogłam ustać.
-Justin-wydukałam-ss...słyszysz mnie?
-Uuciekaj.
-O Jezu, słyszysz mnie. Słyszysz mój głos. Nie zostawiaj mnie! Justin nie zostawiaj.
Nie odpowiedział. Wywalił się na ziemię i wykrwawił na śmierć. Nie mogłam się ruszyć i nie mogłam oddychać. Nagle ktoś złapał mnie od tyłu z całej siły. Nie widziałam twarzy ale sądząc po budowie ciała była to kobieta. Gdybym nie była w tak złym stanie psychicznym co w tym momencie, dałabym rade jej uciec i uwolnić się z uścisku ale teraz nie mogłam nic zrobić. Nie mogłam nawet ruszyć ręką. Strach mnie sparaliżował. Zamknęłam tylko oczy, byłam gotowa na śmierć, wiedziałam że to mnie właśnie czeka.
-Rose?
Usłyszałam głos.
-Rose? Boże co się dzieję? Rose!
-Justin-mówiłam plącząc- jestem w niebie? Przecież nie żyjesz.
-Rose, jestem tu, dotykam cię, ŻYJĘ!
-Nie, przecież-otworzyłam oczy- ty...ty żyjesz? O matko Justin żyjesz.
Wtuliłam się w niego z całych moich sił.
-Kochanie, co się stało? Jesteś taka sina, taka zmarznięta. Księżniczko...
-Nie wiem od czego zacząć, a już wiem. Pod żadnym pozorem nie puszczaj mnie, błagam. O nic więcej nie proszę.
Otarł moje łzy i ponownie przytulił.
-Nigdy cię nie puszczę. Proszę nie bój się, jestem tu. Jesteś już bezpieczna.
-Jestem bezpieczna dopiero teraz. Ale w nocy nie byłam. Dlaczego mnie zostawiłeś?
-Musiałem...
-On tu był.-przerwałam mu-Twój brat tu był.
Zapraszam do czytania i komentowania. Chcę oznajmić że powoli kończę to opowiadanie. Nie mam czytelników więc nie mam po co pisać.
To czekanie mnie wykańczało. Każda sekunda przemijała jak minuta, a minuta jak godzina. Dochodziła godzina 7:00 ciocia wyszła właśnie do pracy. Zostałam sama w domu. Bałam się chociaż nie powinnam bo byłam tu bezpieczna. Sprawdziłam kolejny raz czy wszystkie okna są pozamykane. Weszłam do mojego pokoju i zasłoniłam rolety na zewnątrz okna. Potem zeszłam na dół zobaczyć czy Justin nie podjechał na podjazd. Ale niestety nie było go. Nie umiałam stać na korytarzu bez celu więc zrobiłam dwie takie rundki po całym domu. Podeszłam do drzwi i nadal go nie było.
-Rose uspokój się-mówiłam do siebie-Justin zaraz tu będzie.
Mówienie do samej siebie nic nie dawało. Może ktoś go zatrzymał, może musiał załatwić jakąś ważną sprawę? Co ja gadam, spóźnia się już 3 godziny. Powoli zaczynam się martwić. Nie zauważyłam kiedy z moich oczu zaczęły płynąć łzy. Rose ty bekso, przestań. Nie mogę. Łzy wypływały bez mojej woli. Ale czasem są takie dni że po prostu w pewnym momencie nie da się, muszę się kurwa rozpłakać. Mijały kolejne minuty. Moje oczy były wbite w telefon. Nie zadzwonił, nie napisał SMS-a. Nic.
Poczułam senność więc zamiast sterczeć na korytarzu weszłam do salonu. Wyjęłam niewielki koc i poduszkę z szafki obok i zasnęłam.
Śniło mi się to samo pomieszczenie co dzisiaj w nocy. Brudne ściany, pomazane farbą i krwią, tak to chyba była krew, na suficie pajęczyny od pająków a w niektórych oknach powybijane szyby. Smród można było wyczuć na odległość. Ale jedna rzecz się zmieniła, w pokoju, jeżeli można nazwać to pokojem bo wyglądało na jakiś opuszczony magazyn, w pokoju znajdowała się postać. Stała po drugiej stronie pomieszczenia nie ruszając się. Wyglądała bardzo znajomo.
-Słyszysz mnie, halo?
Ale słyszałam tylko echo.
-Przepraszam, co tu robisz?-powiedziałam drżącym głosem.
Osoba nie odezwała się. Próbowałam podejść odrobinę bliżej by zobaczyć twarz i to był niestety mój błąd.
Osoba nie odzywała się bo była zabita. A dokładniej miała nóż wbity w samo serce. Gdy GO zobaczyłam moje serce stanęło.
-Błagam cię... To tylko sen... Słyszysz mnie?
Nie widziałam nic przez taką ilość łez, musiałam usiąść na zmarzniętej podłodze bo nie mogłam ustać.
-Justin-wydukałam-ss...słyszysz mnie?
-Uuciekaj.
-O Jezu, słyszysz mnie. Słyszysz mój głos. Nie zostawiaj mnie! Justin nie zostawiaj.
Nie odpowiedział. Wywalił się na ziemię i wykrwawił na śmierć. Nie mogłam się ruszyć i nie mogłam oddychać. Nagle ktoś złapał mnie od tyłu z całej siły. Nie widziałam twarzy ale sądząc po budowie ciała była to kobieta. Gdybym nie była w tak złym stanie psychicznym co w tym momencie, dałabym rade jej uciec i uwolnić się z uścisku ale teraz nie mogłam nic zrobić. Nie mogłam nawet ruszyć ręką. Strach mnie sparaliżował. Zamknęłam tylko oczy, byłam gotowa na śmierć, wiedziałam że to mnie właśnie czeka.
-Rose?
Usłyszałam głos.
-Rose? Boże co się dzieję? Rose!
-Justin-mówiłam plącząc- jestem w niebie? Przecież nie żyjesz.
-Rose, jestem tu, dotykam cię, ŻYJĘ!
-Nie, przecież-otworzyłam oczy- ty...ty żyjesz? O matko Justin żyjesz.
Wtuliłam się w niego z całych moich sił.
-Kochanie, co się stało? Jesteś taka sina, taka zmarznięta. Księżniczko...
-Nie wiem od czego zacząć, a już wiem. Pod żadnym pozorem nie puszczaj mnie, błagam. O nic więcej nie proszę.
Otarł moje łzy i ponownie przytulił.
-Nigdy cię nie puszczę. Proszę nie bój się, jestem tu. Jesteś już bezpieczna.
-Jestem bezpieczna dopiero teraz. Ale w nocy nie byłam. Dlaczego mnie zostawiłeś?
-Musiałem...
-On tu był.-przerwałam mu-Twój brat tu był.
Zapraszam do czytania i komentowania. Chcę oznajmić że powoli kończę to opowiadanie. Nie mam czytelników więc nie mam po co pisać.
wtorek, 3 grudnia 2013
Rozdział 17
Justin
Gdy wyszedłem z domu Rose na dworze było już widno.
-No cześć.
Odwróciłem się a za mną stała dziewczyna. Miała ciemne, brązowe włosy, duże piwne oczy, była dość niska i wyglądała na góra 18 lat.
-Czego chcesz słonko?-spytałem nawet na nią nie patrząc.
-Co tu robisz?
W jej ogromnych źrenicach odbijało się wschodzące słońce. Ledwo utrzymywała się na własnych nogach. Zauważyłem od razu że była opita i że brała narkotyki lub jakieś prochy.
-Nie mam czasu. Powiedziałem obojętnym tonem.
Odepchnąłem ją i poszedłem dalej.
-Ej, zaczekaj-złapała mnie za ramię-co robiłeś u tej dziwki-wskazała na dom Rose.
Gdy usłyszałem słowo ,,dziwka" z jej ust, złapałem ją za nadgarstki i mocno przybiłem do maski auta.
-Dziwki!-krzyknąłem-spójrz na siebie.
Widziałem strach w jej ogromnych oczach więc postanowiłem się uspokoić. Zacząłem głośno oddychać. Ona też próbowała ustatkować swój oddech.
-Jezu, uspokój się nic ci nie zrobię.
-Wiem to-spojrzała na mnie z dołu-wcale się nie boję. Sądzę że jesteś cholernie seksowny, a nie niebezpieczny. Jestem Selena.
-No.. Mogę powiedzieć to samo o tobie-oblizałem wargi.
-Więc na co czekasz Justin?
Zaczęła mnie obejmować i dotykać pod bluzką. Czułem jej nierówny oddech na policzku.
-Niee, nie mogę.
-Ci-zakryła mi usta palcem-zabawmy się-objęła moją twarz-nikt się nie dowie.
Czułem jak moje pragnienie wzrasta. Byłem gotowy wrzucić ją na tylne siedzenie wozu i przerznąć ją.
-Nie mogę.
-No, tak jak myślałam. Jesteście podobni.
-Jak to podobni? Z kim? A tak wo gulę to skąd znasz moje imię?
-Każdy je zna idioto, jesteś w mieście bardzo znany. Hm, jesteś też postrzegany za groźnego gwałciciela.-splotła nasze dłonie-Justin, wiesz... lubię takich.
-Sel-zadrwiłem- odwal się, jestem zajęty.
-Czy chodzi ci o Rose? Weź przestań ona cię nawet nie kocha.
Skąd ona o wszystkim wie. O mnie, o Rose i o tym że akurat w tym momencie wychodziłem z jej domu. To na pewno nie jest żaden przypadek. Musiałą nas obserwować. ,,ona cię nawet nie kocha" czy to może być prawda? Czy Sel ma rację w sprawie jej uczuć?
-Justin! Żyjesz?
Zostawiłem ją na środku chodnika, wsiadłem do auta i odjechałem bez słowa.
Selena
-Odjechał, możesz wyjść.
Zza krzaków ujawniła się postać.
-Ale to było zajebiste Sel, byłaś taka czuła. Mmm.-przytuliła mnie.
-Uspokój się i pokarz jak ci wyszły.
-Aale, ale co?-zapytała śmiejąc się do siebie.
-Kurwa-krzyknęłam-no te zdjęcia.
Aa-ocknęła się-masz.
Podała mi aparat. Na ekranie widniały moje zdjęcia i Justina. Obejmowałam go, całowałam, dotykałam wszędzie.
-Idealnie-uśmiechnęłam się.
-Po co ci one?
-Obudź się głupia-walnęłam ją w ramię-wszystko idzie według planu.
-Ale jakiego kurwa planu, co ty pierdolisz?
Nie mogę z nią dłużej wytrzymać.
-Ash, za dużo wódki. Mój plan to wysłanie tych zdjęć Rose. Nie pamiętasz?
-No pamiętam już. Ej wracajmy do domu bo... muszę być przed 2:00 w domu.
-Ale jest po 4:00.
-Ups hahha.
-Nie ważne. Powiemy że spałaś u mnie. Najważniejszą rzecz trzymam w ręce.
Zapraszam do komentowania :)
Gdy wyszedłem z domu Rose na dworze było już widno.
-No cześć.
Odwróciłem się a za mną stała dziewczyna. Miała ciemne, brązowe włosy, duże piwne oczy, była dość niska i wyglądała na góra 18 lat.
-Czego chcesz słonko?-spytałem nawet na nią nie patrząc.
-Co tu robisz?
W jej ogromnych źrenicach odbijało się wschodzące słońce. Ledwo utrzymywała się na własnych nogach. Zauważyłem od razu że była opita i że brała narkotyki lub jakieś prochy.
-Nie mam czasu. Powiedziałem obojętnym tonem.
Odepchnąłem ją i poszedłem dalej.
-Ej, zaczekaj-złapała mnie za ramię-co robiłeś u tej dziwki-wskazała na dom Rose.
Gdy usłyszałem słowo ,,dziwka" z jej ust, złapałem ją za nadgarstki i mocno przybiłem do maski auta.
-Dziwki!-krzyknąłem-spójrz na siebie.
Widziałem strach w jej ogromnych oczach więc postanowiłem się uspokoić. Zacząłem głośno oddychać. Ona też próbowała ustatkować swój oddech.
-Jezu, uspokój się nic ci nie zrobię.
-Wiem to-spojrzała na mnie z dołu-wcale się nie boję. Sądzę że jesteś cholernie seksowny, a nie niebezpieczny. Jestem Selena.
-No.. Mogę powiedzieć to samo o tobie-oblizałem wargi.
-Więc na co czekasz Justin?
Zaczęła mnie obejmować i dotykać pod bluzką. Czułem jej nierówny oddech na policzku.
-Niee, nie mogę.
-Ci-zakryła mi usta palcem-zabawmy się-objęła moją twarz-nikt się nie dowie.
Czułem jak moje pragnienie wzrasta. Byłem gotowy wrzucić ją na tylne siedzenie wozu i przerznąć ją.
-Nie mogę.
-No, tak jak myślałam. Jesteście podobni.
-Jak to podobni? Z kim? A tak wo gulę to skąd znasz moje imię?
-Każdy je zna idioto, jesteś w mieście bardzo znany. Hm, jesteś też postrzegany za groźnego gwałciciela.-splotła nasze dłonie-Justin, wiesz... lubię takich.
-Sel-zadrwiłem- odwal się, jestem zajęty.
-Czy chodzi ci o Rose? Weź przestań ona cię nawet nie kocha.
Skąd ona o wszystkim wie. O mnie, o Rose i o tym że akurat w tym momencie wychodziłem z jej domu. To na pewno nie jest żaden przypadek. Musiałą nas obserwować. ,,ona cię nawet nie kocha" czy to może być prawda? Czy Sel ma rację w sprawie jej uczuć?
-Justin! Żyjesz?
Zostawiłem ją na środku chodnika, wsiadłem do auta i odjechałem bez słowa.
Selena
-Odjechał, możesz wyjść.
Zza krzaków ujawniła się postać.
-Ale to było zajebiste Sel, byłaś taka czuła. Mmm.-przytuliła mnie.
-Uspokój się i pokarz jak ci wyszły.
-Aale, ale co?-zapytała śmiejąc się do siebie.
-Kurwa-krzyknęłam-no te zdjęcia.
Aa-ocknęła się-masz.
Podała mi aparat. Na ekranie widniały moje zdjęcia i Justina. Obejmowałam go, całowałam, dotykałam wszędzie.
-Idealnie-uśmiechnęłam się.
-Po co ci one?
-Obudź się głupia-walnęłam ją w ramię-wszystko idzie według planu.
-Ale jakiego kurwa planu, co ty pierdolisz?
Nie mogę z nią dłużej wytrzymać.
-Ash, za dużo wódki. Mój plan to wysłanie tych zdjęć Rose. Nie pamiętasz?
-No pamiętam już. Ej wracajmy do domu bo... muszę być przed 2:00 w domu.
-Ale jest po 4:00.
-Ups hahha.
-Nie ważne. Powiemy że spałaś u mnie. Najważniejszą rzecz trzymam w ręce.
Zapraszam do komentowania :)
sobota, 23 listopada 2013
Rozdział 16
Rose
Obudziłam się w moim pokoju, no cóż na początek tak tylko myślałam. Gdy otworzyłam szerzej oczy ujrzałam przed sobą ogromne lustro a w nim odbicie dziewczyny. Była przykuta do łózka czymś co wyglądało na grube sznury, na twarzy miała blizny od pobicia, a na reszcie ciała znajdowały się chude zakrwawione linie. Jej nogi były pocięte, jej ręce i cały dekolt. Próbowała się uwolnić, ale sznury były tak grube że tylko pocierały jej liche nadgarstki i tworzyły ogromny ból. Rozejrzała się dookoła szukając pomocy. Ale nikogo nie udało jej się odnaleźć. Znajdowała się w ogromnym pomieszczeniu, pokój wyglądał jak z horroru. Była zmarznięta, przemęczona, pobita a ból tylko narastał.
-O boże-krzyknęłam z całych sił.
To tylko sen, Rose to nie była prawda-mówiłam sobie w myślach-nic takiego się nie wydarzyło i nigdy nie wydarzy. Ale-zawahałam się-ale to było tak realistyczne. Szybko sprawdziłam czy moje ręce są wolne. Na szczęście były. Na nogach znajdowały się rany, ale nie tak mocne jak we śnie, a na twarzy... Od razu wstałam by to sprawdzić. Podeszłam po cichu do lustra i oglądałam każdy jej kawałek . Była sina, ale nie była pobita.
-Na szczęście to był sen.
Ale, gdzie jest Justin? Przecież o ile pamiętam wczoraj z nim zasypiałam. Moje ciało drgało ale powoli się uspokajałam. Musiałam szybko sprawdzić czy drzwi i okna są pozamykane. Wszystko niby było zamknięte ale oprócz mojego okna. Szybko poszłam sprawdzić czy cioci nic nie jest, zrobiłam to po cichu by jej nie obudzić bo byłą czwarta nad ranem.
-Rose, co ty wyprawiasz, wiesz która jest godzina?
Tak, obudziłam ją.
-Hm, chciałam się upewnić czy wszystko...
-Chciałaś się zapytać o której Justin od ciebie poszedł, tak?
Zdziwiła mnie, skoro poszedł i Kath go zauważyła to nie mógł zrobić tego przez okno.
-A widziałaś go wczoraj?-powiedziałam przestraszona
-Tak, nawet z nim rozmawiałam, a potem odprowadziłam go do wyjścia.
-Oookej... Dobranoc.
O Boże, ktoś musiał tu być w nocy i to nie był Justin. Na początku myślałam że to on wyszedł w nocy przez okno, ale myliłam się. Weszłam do mojego pokoju szukając czegoś co pozwoli mi udowodnić że ktoś tu był, niestety na próżno. Ale gdy miałam się poddać to znalazłam. Znalazłam to. To był mój telefon, odebrało mi mowy. James tu był. Nagle moje ciało przestało mnie słuchać i upadłam. W oczach zaczęły pojawiać się wspomnienia z tamtej nocy. ,, ZABAWIMY SIĘ SUKO" ,,BĘDZIESZ TYLKO MOJA" .
-W co ja się wpakowałam. Przecież, jak on mógł tak po prostu wejść sobie do mojego domu. Zaczynam powoli bać się o swoje życie. Przecież on jest mordercą.
Gdy zaczynam mówić sama do siebie to już jest coś nie tak. Mój stan psychiczny jest w tragicznym stanie. Potrzebuje Justina, on by wiedział co zrobić.
,,Justin, błagam przyjedź."
Co ja sobie myślę, jest czwarta nad ranem, nawet nie odczyta tego SMS`a.
,,Co się dzieje?"
Moje serce zabiło szybciej.
,,Proszę o nic nie pytaj, błagam przyjedź"
Moje palce nie trafiały w literki. Każde słowo było pisane przez kilka sekund i chyba z pięć razy poprawiane.
,,Zaraz będę księżniczko"
Pojawił się 16 rozdział. Zapraszam do komentowania i czytania.
Obudziłam się w moim pokoju, no cóż na początek tak tylko myślałam. Gdy otworzyłam szerzej oczy ujrzałam przed sobą ogromne lustro a w nim odbicie dziewczyny. Była przykuta do łózka czymś co wyglądało na grube sznury, na twarzy miała blizny od pobicia, a na reszcie ciała znajdowały się chude zakrwawione linie. Jej nogi były pocięte, jej ręce i cały dekolt. Próbowała się uwolnić, ale sznury były tak grube że tylko pocierały jej liche nadgarstki i tworzyły ogromny ból. Rozejrzała się dookoła szukając pomocy. Ale nikogo nie udało jej się odnaleźć. Znajdowała się w ogromnym pomieszczeniu, pokój wyglądał jak z horroru. Była zmarznięta, przemęczona, pobita a ból tylko narastał.
-O boże-krzyknęłam z całych sił.
To tylko sen, Rose to nie była prawda-mówiłam sobie w myślach-nic takiego się nie wydarzyło i nigdy nie wydarzy. Ale-zawahałam się-ale to było tak realistyczne. Szybko sprawdziłam czy moje ręce są wolne. Na szczęście były. Na nogach znajdowały się rany, ale nie tak mocne jak we śnie, a na twarzy... Od razu wstałam by to sprawdzić. Podeszłam po cichu do lustra i oglądałam każdy jej kawałek . Była sina, ale nie była pobita.
-Na szczęście to był sen.
Ale, gdzie jest Justin? Przecież o ile pamiętam wczoraj z nim zasypiałam. Moje ciało drgało ale powoli się uspokajałam. Musiałam szybko sprawdzić czy drzwi i okna są pozamykane. Wszystko niby było zamknięte ale oprócz mojego okna. Szybko poszłam sprawdzić czy cioci nic nie jest, zrobiłam to po cichu by jej nie obudzić bo byłą czwarta nad ranem.
-Rose, co ty wyprawiasz, wiesz która jest godzina?
Tak, obudziłam ją.
-Hm, chciałam się upewnić czy wszystko...
-Chciałaś się zapytać o której Justin od ciebie poszedł, tak?
Zdziwiła mnie, skoro poszedł i Kath go zauważyła to nie mógł zrobić tego przez okno.
-A widziałaś go wczoraj?-powiedziałam przestraszona
-Tak, nawet z nim rozmawiałam, a potem odprowadziłam go do wyjścia.
-Oookej... Dobranoc.
O Boże, ktoś musiał tu być w nocy i to nie był Justin. Na początku myślałam że to on wyszedł w nocy przez okno, ale myliłam się. Weszłam do mojego pokoju szukając czegoś co pozwoli mi udowodnić że ktoś tu był, niestety na próżno. Ale gdy miałam się poddać to znalazłam. Znalazłam to. To był mój telefon, odebrało mi mowy. James tu był. Nagle moje ciało przestało mnie słuchać i upadłam. W oczach zaczęły pojawiać się wspomnienia z tamtej nocy. ,, ZABAWIMY SIĘ SUKO" ,,BĘDZIESZ TYLKO MOJA" .
-W co ja się wpakowałam. Przecież, jak on mógł tak po prostu wejść sobie do mojego domu. Zaczynam powoli bać się o swoje życie. Przecież on jest mordercą.
Gdy zaczynam mówić sama do siebie to już jest coś nie tak. Mój stan psychiczny jest w tragicznym stanie. Potrzebuje Justina, on by wiedział co zrobić.
,,Justin, błagam przyjedź."
Co ja sobie myślę, jest czwarta nad ranem, nawet nie odczyta tego SMS`a.
,,Co się dzieje?"
Moje serce zabiło szybciej.
,,Proszę o nic nie pytaj, błagam przyjedź"
Moje palce nie trafiały w literki. Każde słowo było pisane przez kilka sekund i chyba z pięć razy poprawiane.
,,Zaraz będę księżniczko"
Pojawił się 16 rozdział. Zapraszam do komentowania i czytania.
czwartek, 7 listopada 2013
Rozdział 15
Justin
-Masz ładny dom. Taki przytulny.
-Chciałeś powiedzieć ,,taki mały"
Oglądałem po kolei każdy pokój, byłem ciekawy jej trybu życia, tego jak mieszka i co codziennie robi.
Na początek Rose zaprowadziła mnie do kuchni. Kuchnia była dość mała z porównaniem do salonu który był dwa razy większy.
-To rozumiem że tu gotujesz i pieczesz.-zaśmiałem się
-A coś w tym śmiesznego? Nie, ja nie gotuje.
-Dlaczego?
-Bo nie umiem. Zawsze jak robię jakieś placki czy babeczki to albo je spalam, albo wychodzą takie gorzkie że nie da się ich zjeść.A o gotowaniu już nie wspomnę.
Nic nie odpowiedziałem, ale Rose chyba zauważyła mój pełny uśmiech na twarzy.
Następnym pokojem był salon. Bardzo różnił się od mojego. W tym ściany były kolorowe i krzykliwe, a u mnie wszystko było spokojniejsze.
Nie gustowałem w wielkich wzorach i w takiej kolorystyce.
-Widzę twoją minę, nie podoba ci się. Ale rozumiem, mi też nie. Jak się wyprowadzę to będę miała cały dom zrobiony po swojemu.
Rose zaczęła krążyć po pokoju i marzyć.
-Po swojemu czyli?-byłem ciekawy
-No wiesz... Hm, tak nowocześniej.
-Tak jak ja?-uśmiechnąłem się znów.
-Tak mniej więcej. No dokładnie więcej.-zarumieniła się.
-Zapraszam, mam wolne łóżko.
-Justin, przestań.-powiedziała szturchając mnie w ramię.
Kochałem jak jej policzki nabierały odcień różu. To było takie urocze.
-Justin?
-Hm?
-Jak to się stało że ludzie sądzą że zgwałciłeś tamtą dziewczynę?-zapytała skrępowana.
Nie wiedziałem czy mogłem jej wszystko powiedzieć. Moja twarz od razu spoważniała.
-Czy-zachwiałem się-czy możemy porozmawiać o tym kiedyś, ale nie dziś?
-Dobrze.-powiedziała zirytowanym tonem.
Oczywiste jest to że chciałem jej powiedzieć, ale jeszcze nie byłem gotowy. Myślę że Rose domyśla się jak wyglądało może życie przed naszym spotkaniem, ale nie wie wszystkiego.
W sumie wie tylko tyle że byłem w gangu własnego brata i że zabawiałem się z dziwkami za kasę. Nigdy nie wspominałem jej o gwałcie, nie mogłem ponieważ to co się stało było związane z bratem jej przyjaciółki.
Gdy by się teraz dowiedziała co się wtedy wydarzyło, to znienawidziła by mnie, no i Jacoba. Z tym drugim nie miał bym problemu, bo ten dzieciak działa mi na nerwy tym jak na nią patrzy.
Pod koniec zaprowadziła mnie do swojego pokoju na piętrze. Pomieszczenie był w barwie fioletu połączonym z czerwienią. Uważam że było trochę za słodko, ale to damski pokój.
Na ścianie wisiały zdjęcia. Jedno bardzo przykuło moją uwagę.
-Tak-powiedziała lekko zasmucona-to moja mama.
Stałem jeszcze przez moment wpatrując się w ścianę pełną fotografii. Na zdjęciu była matka Rose trzymającą małą dziewczynkę na kolanach. Obie były uśmiechnięte i można też powiedzieć że szczęśliwe. Obie bardzo się kochały.
Nagle Rose usiadła na łóżku i zaczęła pakować książki do torby.
-Rose, byłaś podobna do swojej matki.
-Wiem, wszyscy mi to mówią. Brakuje mi jej.
Wstała i przytuliła się do mnie. Objąłem ją swoim ramieniem i pocałowałem w czoło. Nie wiedziałem co mogłem jej powiedzieć w tej sytuacji. Nie jestem człowiekiem który wyraża wiele uczuć.
-Hm-spojrzałem na jej twarz-jest już późno a ty jeszcze jutro idziesz do szkoły, może już pójdę.
-A co z Jamesem, nie przyjdzie tu?-powiedziała wystraszonym tonem głosu.
-A mam zostać?-uśmiechnąłem się lekko.
-Jeżeli chcesz, Kath wróci później.
Nasz wieczór skończył się na tym że Rose zasnęła na moim ramieniu gdy oglądaliśmy film ,,Pamiętnik".
Powoli przesunąłem jej głowę na poduszkę, okryłem ją kocem, wyłączyłem telewizor i wyszedłem.
-Rose już śpi?-zapytała nagle Kathreen.
-Tak, własnie zasnęła. Do widzenia.
-Justin, nie chce żeby ktoś ją skrzywdził, pamiętaj to. Jeżeli ci ufa, to powiedziała ci wszystko.
-Tak, powiedziała-przerwałem jej.
-Dobranoc.
Otwarłem drzwi, ale nagle z za moich pleców odezwał się głos.
-Uważaj na siebie, jest późno a w okolicy jest niebezpiecznie.
Nie odwróciłem się. Wyszłem a na mojej twarzy stworzył się ogromny uśmiech.
Gdyby ona wiedziała-zadrwiłem-że to mój własny brat sprawia to Niebezpieczeństwo.
Przepraszam,przepraszam ale nie miałam czasu napisać dłuższego rozdziału. Ogólnie, nic mnie już nie motywuje do pisania kolejnych rozdziałów. Przy ostatnim nie było ani jednego komentarza.
-Masz ładny dom. Taki przytulny.
-Chciałeś powiedzieć ,,taki mały"
Oglądałem po kolei każdy pokój, byłem ciekawy jej trybu życia, tego jak mieszka i co codziennie robi.
Na początek Rose zaprowadziła mnie do kuchni. Kuchnia była dość mała z porównaniem do salonu który był dwa razy większy.
-To rozumiem że tu gotujesz i pieczesz.-zaśmiałem się
-A coś w tym śmiesznego? Nie, ja nie gotuje.
-Dlaczego?
-Bo nie umiem. Zawsze jak robię jakieś placki czy babeczki to albo je spalam, albo wychodzą takie gorzkie że nie da się ich zjeść.A o gotowaniu już nie wspomnę.
Nic nie odpowiedziałem, ale Rose chyba zauważyła mój pełny uśmiech na twarzy.
Następnym pokojem był salon. Bardzo różnił się od mojego. W tym ściany były kolorowe i krzykliwe, a u mnie wszystko było spokojniejsze.
Nie gustowałem w wielkich wzorach i w takiej kolorystyce.
-Widzę twoją minę, nie podoba ci się. Ale rozumiem, mi też nie. Jak się wyprowadzę to będę miała cały dom zrobiony po swojemu.
Rose zaczęła krążyć po pokoju i marzyć.
-Po swojemu czyli?-byłem ciekawy
-No wiesz... Hm, tak nowocześniej.
-Tak jak ja?-uśmiechnąłem się znów.
-Tak mniej więcej. No dokładnie więcej.-zarumieniła się.
-Zapraszam, mam wolne łóżko.
-Justin, przestań.-powiedziała szturchając mnie w ramię.
Kochałem jak jej policzki nabierały odcień różu. To było takie urocze.
-Justin?
-Hm?
-Jak to się stało że ludzie sądzą że zgwałciłeś tamtą dziewczynę?-zapytała skrępowana.
Nie wiedziałem czy mogłem jej wszystko powiedzieć. Moja twarz od razu spoważniała.
-Czy-zachwiałem się-czy możemy porozmawiać o tym kiedyś, ale nie dziś?
-Dobrze.-powiedziała zirytowanym tonem.
Oczywiste jest to że chciałem jej powiedzieć, ale jeszcze nie byłem gotowy. Myślę że Rose domyśla się jak wyglądało może życie przed naszym spotkaniem, ale nie wie wszystkiego.
W sumie wie tylko tyle że byłem w gangu własnego brata i że zabawiałem się z dziwkami za kasę. Nigdy nie wspominałem jej o gwałcie, nie mogłem ponieważ to co się stało było związane z bratem jej przyjaciółki.
Gdy by się teraz dowiedziała co się wtedy wydarzyło, to znienawidziła by mnie, no i Jacoba. Z tym drugim nie miał bym problemu, bo ten dzieciak działa mi na nerwy tym jak na nią patrzy.
Pod koniec zaprowadziła mnie do swojego pokoju na piętrze. Pomieszczenie był w barwie fioletu połączonym z czerwienią. Uważam że było trochę za słodko, ale to damski pokój.
Na ścianie wisiały zdjęcia. Jedno bardzo przykuło moją uwagę.
-Tak-powiedziała lekko zasmucona-to moja mama.
Stałem jeszcze przez moment wpatrując się w ścianę pełną fotografii. Na zdjęciu była matka Rose trzymającą małą dziewczynkę na kolanach. Obie były uśmiechnięte i można też powiedzieć że szczęśliwe. Obie bardzo się kochały.
Nagle Rose usiadła na łóżku i zaczęła pakować książki do torby.
-Rose, byłaś podobna do swojej matki.
-Wiem, wszyscy mi to mówią. Brakuje mi jej.
Wstała i przytuliła się do mnie. Objąłem ją swoim ramieniem i pocałowałem w czoło. Nie wiedziałem co mogłem jej powiedzieć w tej sytuacji. Nie jestem człowiekiem który wyraża wiele uczuć.
-Hm-spojrzałem na jej twarz-jest już późno a ty jeszcze jutro idziesz do szkoły, może już pójdę.
-A co z Jamesem, nie przyjdzie tu?-powiedziała wystraszonym tonem głosu.
-A mam zostać?-uśmiechnąłem się lekko.
-Jeżeli chcesz, Kath wróci później.
Nasz wieczór skończył się na tym że Rose zasnęła na moim ramieniu gdy oglądaliśmy film ,,Pamiętnik".
Powoli przesunąłem jej głowę na poduszkę, okryłem ją kocem, wyłączyłem telewizor i wyszedłem.
-Rose już śpi?-zapytała nagle Kathreen.
-Tak, własnie zasnęła. Do widzenia.
-Justin, nie chce żeby ktoś ją skrzywdził, pamiętaj to. Jeżeli ci ufa, to powiedziała ci wszystko.
-Tak, powiedziała-przerwałem jej.
-Dobranoc.
Otwarłem drzwi, ale nagle z za moich pleców odezwał się głos.
-Uważaj na siebie, jest późno a w okolicy jest niebezpiecznie.
Nie odwróciłem się. Wyszłem a na mojej twarzy stworzył się ogromny uśmiech.
Gdyby ona wiedziała-zadrwiłem-że to mój własny brat sprawia to Niebezpieczeństwo.
Przepraszam,przepraszam ale nie miałam czasu napisać dłuższego rozdziału. Ogólnie, nic mnie już nie motywuje do pisania kolejnych rozdziałów. Przy ostatnim nie było ani jednego komentarza.
niedziela, 27 października 2013
Rozdział 14
Rose
-Jestem szczęśliwa-szepnęłam do siebie.
Justin spojrzał na mnie i złączył nasze ręce razem. Gdy to zrobił moje ciało zadrżało. Nie wiem do końca czy z zimna czy z tylu emocji.
-Ja też-chwilę przerwał-kochanie.
Po raz pierwszy powiedział słowo kochanie z taką czułością. Resztę czasu jechaliśmy w ciszy trzymając się za ręce.
-Justin muszę odzyskać telefon. Wiesz, ciocia nabierze się na to że zostawiłam go u Violi. Ale co potem? Po tych ostatnich sytuacjach, chodzi mi o te co znikałam w nocy , bez telefonu nie wypuści mnie z domu.
-Masz rację-zamyślił się.-jakoś to załatwię.
Od razu domyśliłam się, że Justin musi się zobaczyć z Jamesem. Brat Justina był groźny, bałam się że może zrobić mu krzywdę. Że może zrobić krzywdę nam. Był człowiekiem psychicznym i chorym na umyśle. Jak można próbować zgwałcić bezbronną dziewczynę. Dobrze że do niczego więcej nie doszło, bo chyba musiałabym trafić do szpitala psychiatrycznego, a tego bym nie zniosła. Pewnie siedziałabym w swoim pokoju z kratami za oknem, kołysząc swoim ciałem bez końca. Ludzie mówią że to pomaga, gdy nasze ciało kołysze się to myśli które są w nas, również idą do przodu. Widziałam różne filmy na ten temat. Gdy się tak wgłębiłam w moje myśli, nie zauważyłam kiedy dojechaliśmy do mojego domu.
-Rose-zawołał Justin.
-Hm?
-Sądzę że twoja ciocia chce wiedzieć dlaczego nie wróciłaś znów do domu.
Podkreślił słowo ,,znów"
-Tak, przepraszam zamyśliłam się.
Siedzieliśmy bez celu, ja patrząca się przed siebie, a Justin zerkający na mnie. Nagle nasze ręce się rozplotły a Justin wysiadł z auta. Podszedł od mojej strony by otworzyć mi drzwi.
-Dziękuję-wciągnęłam powietrze do płuc-chodźmy.
-O Jezu Rose.
-Co się stało?-szybko spytałam.
-Twoje nogi. Ale jestem głupi, mogłem ci kupić spodnie a nie sukienkę.
-O kurde, zupełnie zapomniałam, bardzo widać że są pocięte?
-W tym świetle za dużo nie widzę, ale sądzę że zauważy. Jakim jestem idiotą.
-Nie-szybko mu przerwałam-nie jesteś!
-Jestem.
-Justin-złapałam go za obie dłonie i przez moment oglądałam jego oczy-nie jesteś idiotą, nigdy nie byłeś. Nawet nie waż się tak myśleć. Uratowałeś mnie, pomogłeś nie raz, jesteś moim bohaterem. Nie wiem co zrobić żeby ci podziękować, ale zrobię wszystko żebyś nie mówił o sobie ,,idiota". Jesteś idealny! Zapamiętaj.
-Nawet nie wiesz jak długo czekałem na te słowa Rose.
Nasze twarze były dosłownie parę centymetrów od siebie. Próbowałam trzymać łzy szczęścia, ale wypłynęły mimo mojej woli.
-Dlaczego płaczesz?-zapytał
Oczy Justina zaszkliły się.
Oczy Justina zaszkliły się.
-Myślę, że to co się dzieje, zaraz zniknie. Czuje się, jak by to nie była rzeczywistość. Justin, nie wiesz jak to jest być wrakiem człowieka przez tyle lat, nie dostawać tyle miłości ile potrzeba. Moje życie nie jest bajką. Gdy cię nie było wszystko było monotonne,smutne, wszystko było niczym. Szczerze, miałam momenty by popełnić samobójstwo. Samobójstwo z samotności.
-Już nigdy nie będziesz sama księżniczko-otarł moją łzę-nigdy. Rose, zostanę z tobą, nie odejdę. To nie sen, to rzeczywistość. Jestem tu, właśnie z tobą rozmawiam, teraz cię przytulam.Jestem widzisz? Czujesz?
Justin objął mnie z całych swoich sił.Czułam się niesamowicie w jego ramionach. Uniosłam głowę i spojrzałam w jego czekoladowe oczy a on lekko się uśmiechnął.
-Tak, teraz to czuje.Nie zasłużyłam na to.
-Tak, teraz to czuje.Nie zasłużyłam na to.
-Zasłużyłaś na jeszcze więcej. Nie jestem ciebie wart. Jestem człowiekiem groźnym, wybuchowym. Teraz dbam o twoje bezpieczeństwo, ale co się stanie gdy się wkurzę, mógłbym nawet ci coś zrobić. Może tego nie wiesz, ale kiedyś byłem oskarżony o gwałt. To było już po śmierci moich rodziców oczywiście.
- Jesteś wart wszystkiego. Wiem że nikogo nie zgwałciłeś, znam cię krótko, ale widzę że jest w tobie dobry człowiek, głęboko w sercu.Justin, jesteś cudownym człowiekiem.
-A ty cudowną dziewczyną-znów się wtuliłam i położyłam szyje na jego ramieniu-którą bardzo...
-Ja-przerwałam mu-muszę, o nie.
-Rose, co się dzieje?
-Kath zobaczyła nas przez okno w tym momencie, właśnie tu idzie.
-Chyba uważa że jesteśmy w związku więc nic się nie stało że nas tak zobaczyła?
-Ale moje nogi,ramiona są całe pocięte. Co mam jej powiedzieć?-byłam przestraszona.
-Może nie zauważy, jest ciemno. Wejdziemy szybko do góry, oczywiście jeżeli mogę.
-Justin, oczywiście że możesz.-pocałowałam go szybko w policzek i otarłam łzy z twarzy.
W tym momencie Kathren otworzyła drzwi wejściowe. Światło z pokoju padało na nas, ale nie było aż takie duże więc nie mogła zobaczyć moich wszystkich ran.
-Rose, powiedziałaś mi że pójdziesz zanieść kurtkę Justinowi i od razu wrócisz.
-Wiem Kath, ale...-zamyśliłam się.
Ale miałam ważniejsze sprawy jak uciekanie przed zabójcą własnych rodziców. Świetnie znów muszę ją okłamywać.
-Możemy porozmawiać później-zapytała ze złością w oczach.-zaproś teraz Justina, nie będę wam przeszkadzać.
-Nie, to może ja już lepiej pójdę.
Tak, Justin pewnie czół się dość niezręcznie.
-Nie, ja właśnie wychodzę.
Powiedziała to takim tonem że nigdy bym się po niej tego nie spodziewała.Wyszła nie obracając się w naszą stronę.
-Justin przepraszam za nią, czasem, ostatnio hmm. No wiesz jest na mnie zła za to wszystko.
-Namieszałem ci w życiu. Przepraszam.
-Nie! Nie masz za co, chodź wejdźmy bo zaraz zamarzniemy.
-Rose, no to może oprowadź mnie.-powiedział z uśmiechem-powinienem znać dom swojej ,,dziewczyny".
-Dziwne że się nabrała. Taka osoba jak ja i ,,chłopak". To do mnie nie podobne. Najwyraźniej nie zna mnie za dobrze.
-Dlaczego tak uważasz? Myślisz że nie pociągasz chłopaków?
-Oczywiście że nie!-zaśmiałam się.-Nawet nie mam czym ich przyciągać-spojrzałam w dół na moje ciało.
Justin nie odezwał się, tylko zaśmiał się tak głośno że chyba było go słychać na dworze.
Jeju jakie wyznania. Justin prawie powiedział co czuje! Jak myślicie, czy uda im się wyznać uczucie miłości w następnym rozdziale? Liczę na liczne komentarze. Dziękuję że czytacie <3
Ale miałam ważniejsze sprawy jak uciekanie przed zabójcą własnych rodziców. Świetnie znów muszę ją okłamywać.
-Możemy porozmawiać później-zapytała ze złością w oczach.-zaproś teraz Justina, nie będę wam przeszkadzać.
-Nie, to może ja już lepiej pójdę.
Tak, Justin pewnie czół się dość niezręcznie.
-Nie, ja właśnie wychodzę.
Powiedziała to takim tonem że nigdy bym się po niej tego nie spodziewała.Wyszła nie obracając się w naszą stronę.
-Justin przepraszam za nią, czasem, ostatnio hmm. No wiesz jest na mnie zła za to wszystko.
-Namieszałem ci w życiu. Przepraszam.
-Nie! Nie masz za co, chodź wejdźmy bo zaraz zamarzniemy.
-Rose, no to może oprowadź mnie.-powiedział z uśmiechem-powinienem znać dom swojej ,,dziewczyny".
-Dziwne że się nabrała. Taka osoba jak ja i ,,chłopak". To do mnie nie podobne. Najwyraźniej nie zna mnie za dobrze.
-Dlaczego tak uważasz? Myślisz że nie pociągasz chłopaków?
-Oczywiście że nie!-zaśmiałam się.-Nawet nie mam czym ich przyciągać-spojrzałam w dół na moje ciało.
Justin nie odezwał się, tylko zaśmiał się tak głośno że chyba było go słychać na dworze.
Jeju jakie wyznania. Justin prawie powiedział co czuje! Jak myślicie, czy uda im się wyznać uczucie miłości w następnym rozdziale? Liczę na liczne komentarze. Dziękuję że czytacie <3
poniedziałek, 21 października 2013
Rozdział 13
Justin
Czułem się wspaniale. Miałem nadzieję że Rose spodoba się to co dzisiaj przygotowałem i miałem rację. Była szczęśliwa. Kocham patrzeć na te jej dołeczki gdy się uśmiecha i na te mini zmarszczki pojawiające się gdy przymruża oczy. Są bardzo słodkie i urocze. Z miesiąc temu nie powiedział bym o żadnej dziewczynie tyle miłych słów, w ogóle o żadnym człowieku. Rose zmienia mnie na lepsze, myślę że przy niej łagodnieje. Nie jestem tak niebezpieczny, chciwy i agresywny jak wcześniej. Rose odmieniła mnie. Jest wspaniała,przez około 3 dni zmieniła moje nastawienie.
-Justin, myślę że muszę już wrócić do domu-powiedziała zmartwiona-sądzę że ciocia się martwi i jeszcze Viola nic nie wie...
-Dobrze, zawiozę cie.
Wstaliśmy z koca i złożyliśmy go razem. Rose podała mi z ziemi pusty koszyk ponieważ wszystko zjedliśmy.
W tym czasie gdy sprzątałem świeczki, Rose ciągle na mnie zerkała.
-Mam coś na plecach?
-Nie, po prostu się przyglądam.
-Przyglądasz się tak?-wstałem,zrzuciłem świeczki na zmarznięta trawę i złapałem ją za biodra-i co widzisz?
Zarumieniła się oczywiście jak zawsze zresztą.
-Widzę-chwilę się zamyśliła-wysokiego,przystojnego i dobrze zbudowanego...
-Umięśnionego-przerwałem jej.
-Tak, też. A ty co widzisz?
Co ja widzę, widzę mój ideał. Ale nie mogę jej tego teraz powiedzieć.
-Widzę uśmiechniętą, niską-zaśmiałem się-piękną i silną dziewczynę.
Gdy to powiedziałem to na jej twarzy znów zagościł uśmiech. Widać dopełniamy się ponieważ ona również stwarza mój uśmiech.
-O jak miło. Dzięki. To zawieziesz mnie tak?-zmieniła temat.
Chyba poczuła się niezręcznie.
-Już, Rose a co znów wymyślisz?
-Będę kłamać. Jest mi z tym ciężko, bo nigdy jej nie oszukiwałam.
-Nigdy to duże słowo.
-Tak wiem o tym, dalej chodź.
-Idę, idę.
Weszliśmy do samochodu i ruszyłem. Rose puściła swoje radio nie pytając mnie o zgodę co było dziwne bo zawsze byłą taka grzeczna. Spojrzałem na nią zabijającym spojrzeniem i szybko przełączyła na inną stację, na muzykę bardziej w moim stylu. Sądzę że różniliśmy się wieloma rzeczami, ona byłą wrażliwa i skryta a ja otwarty, miała zasady i je przestrzegała a ja wszystkie dookoła łamałem, była spokojną dziewczyną bez żadnych problemów związanych z prawem a ja jeszcze niedawno byłem w gangu i przewoziłem narkotyki. Wiele nas różniło, ale dogadywaliśmy się prawie bez kłótni.Tylko wczoraj gdy się obudziła i zauważyła że byłem w jej łózko to się przestraszyła i uciekła, ale tak to nasze stosunki były dobre no można nawet powiedzieć że bardzo dobre, a z dnia na dzień jeszcze lepsze.
-Nazmyślaj jej że Violett potrzebowała twojej pomocy czy coś takiego.
-Justin to nie jest takie łatwe bo ja nie umiem kłamać. Bardzo ciężko mi to idzie, sam widziałeś ostatnio.
-Masz rację nie umiesz, za to ja umiem doskonale, więc co jej powiedzieć?
-Hmm... Myślę że może powiedz jej że spałam u Violett a potem ja jej dodam że zostawiłam u niej telefon a ty po mnie przyjechałeś żeby się spotkać i porozmawiać na jakiś poważny temat. Może zrozumie.-zastanawiała się.
-No dobra. Rose ale jesteś niegrzeczna, uciekasz z domu, haha ale to zabawne.
-Nie uciekam, po prostu chciałam się spotkać z tobą by ci oddać kurtkę, a to nie moja wina że James był w pobliżu i że to wszystko się stało.
-Oczywiście, tłumacz się.
Przepraszam, przepraszam że miną już tydzień a ja nic nie dodałam. Niestety szkoła i nauka mi nie pozwala. Myślę że nadrobię ten krótki rozdział jakimś następnym DŁUŻSZYM. Licze na miłe komentarze, dziękuję że czytasz :*
Czułem się wspaniale. Miałem nadzieję że Rose spodoba się to co dzisiaj przygotowałem i miałem rację. Była szczęśliwa. Kocham patrzeć na te jej dołeczki gdy się uśmiecha i na te mini zmarszczki pojawiające się gdy przymruża oczy. Są bardzo słodkie i urocze. Z miesiąc temu nie powiedział bym o żadnej dziewczynie tyle miłych słów, w ogóle o żadnym człowieku. Rose zmienia mnie na lepsze, myślę że przy niej łagodnieje. Nie jestem tak niebezpieczny, chciwy i agresywny jak wcześniej. Rose odmieniła mnie. Jest wspaniała,przez około 3 dni zmieniła moje nastawienie.
-Justin, myślę że muszę już wrócić do domu-powiedziała zmartwiona-sądzę że ciocia się martwi i jeszcze Viola nic nie wie...
-Dobrze, zawiozę cie.
Wstaliśmy z koca i złożyliśmy go razem. Rose podała mi z ziemi pusty koszyk ponieważ wszystko zjedliśmy.
W tym czasie gdy sprzątałem świeczki, Rose ciągle na mnie zerkała.
-Mam coś na plecach?
-Nie, po prostu się przyglądam.
-Przyglądasz się tak?-wstałem,zrzuciłem świeczki na zmarznięta trawę i złapałem ją za biodra-i co widzisz?
Zarumieniła się oczywiście jak zawsze zresztą.
-Widzę-chwilę się zamyśliła-wysokiego,przystojnego i dobrze zbudowanego...
-Umięśnionego-przerwałem jej.
-Tak, też. A ty co widzisz?
Co ja widzę, widzę mój ideał. Ale nie mogę jej tego teraz powiedzieć.
-Widzę uśmiechniętą, niską-zaśmiałem się-piękną i silną dziewczynę.
Gdy to powiedziałem to na jej twarzy znów zagościł uśmiech. Widać dopełniamy się ponieważ ona również stwarza mój uśmiech.
-O jak miło. Dzięki. To zawieziesz mnie tak?-zmieniła temat.
Chyba poczuła się niezręcznie.
-Już, Rose a co znów wymyślisz?
-Będę kłamać. Jest mi z tym ciężko, bo nigdy jej nie oszukiwałam.
-Nigdy to duże słowo.
-Tak wiem o tym, dalej chodź.
-Idę, idę.
Weszliśmy do samochodu i ruszyłem. Rose puściła swoje radio nie pytając mnie o zgodę co było dziwne bo zawsze byłą taka grzeczna. Spojrzałem na nią zabijającym spojrzeniem i szybko przełączyła na inną stację, na muzykę bardziej w moim stylu. Sądzę że różniliśmy się wieloma rzeczami, ona byłą wrażliwa i skryta a ja otwarty, miała zasady i je przestrzegała a ja wszystkie dookoła łamałem, była spokojną dziewczyną bez żadnych problemów związanych z prawem a ja jeszcze niedawno byłem w gangu i przewoziłem narkotyki. Wiele nas różniło, ale dogadywaliśmy się prawie bez kłótni.Tylko wczoraj gdy się obudziła i zauważyła że byłem w jej łózko to się przestraszyła i uciekła, ale tak to nasze stosunki były dobre no można nawet powiedzieć że bardzo dobre, a z dnia na dzień jeszcze lepsze.
-Nazmyślaj jej że Violett potrzebowała twojej pomocy czy coś takiego.
-Justin to nie jest takie łatwe bo ja nie umiem kłamać. Bardzo ciężko mi to idzie, sam widziałeś ostatnio.
-Masz rację nie umiesz, za to ja umiem doskonale, więc co jej powiedzieć?
-Hmm... Myślę że może powiedz jej że spałam u Violett a potem ja jej dodam że zostawiłam u niej telefon a ty po mnie przyjechałeś żeby się spotkać i porozmawiać na jakiś poważny temat. Może zrozumie.-zastanawiała się.
-No dobra. Rose ale jesteś niegrzeczna, uciekasz z domu, haha ale to zabawne.
-Nie uciekam, po prostu chciałam się spotkać z tobą by ci oddać kurtkę, a to nie moja wina że James był w pobliżu i że to wszystko się stało.
-Oczywiście, tłumacz się.
Przepraszam, przepraszam że miną już tydzień a ja nic nie dodałam. Niestety szkoła i nauka mi nie pozwala. Myślę że nadrobię ten krótki rozdział jakimś następnym DŁUŻSZYM. Licze na miłe komentarze, dziękuję że czytasz :*
niedziela, 13 października 2013
Rozdział 12
Rose
Zostaliśmy w McDonaldzie do 20:00. Myślę że ta długa rozmowa z Justinem pomogła mi. Dodała mi odwagi i sprawiła że czuje się silniejsza. Potem gdy skończyliśmy zwierzanie się sobie z całego życia, Justin zaproponował mi spacer.
Oglądaliśmy lampki świąteczne na obsypanych śniegiem choinkach. Kocham taki świąteczny nastrój. Wszystko dookoła było idealne ja, Justin trzymający mnie za rękę i te świąteczne piosenki, kolędy, poprzebierane Mikołaje. Czułam się jak w jakimś śnie.
Gdy usiedliśmy na ławce, by odpocząć po długim spacerze ktoś zaczął mi kiwać z dala. To był Jacob. Na początku go nie poznałam. Miał na sobie czapkę która zakrywała jego grzywkę, i jakąś firmową kurtkę. Wyglądał inaczej niż zawsze, był po prostu smutny. Zauważyłam to w jego oczach.
-Witaj Rose i...-zatrzymał się i spojrzał się na rękę Justina która trzymała moją.
-Jestem Justin-powiedział do niego oschle.
Tak-pomyślałam-ta sytuacja nie powinna się zdarzyć. Jacobowi podobam się od jakiegoś roku, tak właściwie to od pierwszego września gdy zaczęliśmy liceum. Wcześniej gdy przyjaźniłam się z Violett nie zwracał na mnie uwagi. Ale po paru spotkaniach w ich domu zbliżyliśmy się do siebie. To znaczy, on tak uważał. Ja uznawałam nasze koleżeństwo, nic więcej. Czasem trochę przesadzał i za dużo sobie myślał.
-Co tu robisz?-spytałam jak najmilej mogłam
-Chciałem coś kupić w końcu wigilia za parę dni.
Chwilowo zerkał na mnie i na Justina. Myślał że tego nie widzę. Smutno mi było ponieważ nie znoszę gdy ludzie przeze mnie cierpią.
-Skoro masz kupić prezenty to idź.
-Justin przestań.-spojrzałam na niego ze zdziwieniem-jak możesz?
-Wiesz Rose, lepiej pójdę. Chyba komuś przeszkadzam. A i jeszcze jedno Viola się o ciebie martwi, może warto do niej zadzwonić?
I poszedł. Czułam się głupio.
-Justin dlaczego tak się zachowałeś?
-Jak? Nie widzisz jak ten facet się ślini na ciebie?
-Przestań. Jest bratem mojej przyjaciółki. Nic dla mnie nie znaczy.
Justin spojrzał na mnie z lekkim niedowierzaniem.
-Nieważne, nikt nie będzie psuł nam dnia. Chodź-pociągną mnie za rękę.
-A więc gdzie idziemy teraz?
-Przed siebie.
Kolejny spacer obok tych wszystkich oświetlonych na domach balkonów, płotów był miły zwłaszcza dlatego że obok był Justin. Bolało mnie jednak to że nie rozmawiałam jeszcze z ciocią od wczoraj, zupełnie o tym zapomniałam żeby do niej zadzwonić. W głowie miałam coś innego, raczej kogoś.
Doszliśmy do miejsca które było hm jednym słowem idealne. Nad nami był wielki księżyc, na przeciwko mnie stał koszyk z jakimiś słodkościami a obok leżał koc. Zdziwiło mnie to ponieważ był to piknik. Piknik na początek zimy. Niespodzianka prawdziwa bo na prawdę bym się tego nie spodziewała.
-Zapraszam księżniczko-zarumienił się.
-Justin ale jest śnieg i zima i w ogóle..
-Ci-zakrył mi usta palcem-usiądź.
Faktycznie, nie było aż tak zimno, a koc był na odśnieżonej części więc nie był mokry. Dookoła były zapalone świeczki, wszystkie czerwone w najróżniejszych kształtach. Koc był we wzory reniferów i mikołajów. Szczerze to pierwszy raz widzę taki piknik. Był magiczny, tak jak ta noc.
-Jest pięknie.
Justin stał na przeciwko mnie spoglądając w moje oczy.
-Dlaczego mi się tak przyglądasz?-zapytałam uśmiechnięta.
-Twoje oczy odbijają się o księżyc. Są takie piękne.
Poczułam w brzuchu motyle. Przez parę sekund nie ruszając się spoglądaliśmy na siebie. Nagle Justin usiadł i wyjął z koszyka babeczki czekoladowe. Moje ulubione-pomyślałam.
-Rose-odwróciłam się gdy mnie zawołał i włożył mi do buzi kawałek czekolady z babeczki.-i jak?
-Przepyszna. Sam piekłeś?
-A wyglądam na takiego ci siedzi w kuchni 24/h ?-zaśmiał się.
-Tak myślałam. Słodka ta twoja niespodzianka.
-Najważniejsze że ci się podoba.
-Justin dziękuję za wszystko, naprawdę. Po dzisiejszej rozmowie czuje się silniejsza.-przytuliłam go.
-Dla ciebie wszystko-powiedział i przytulił mnie mocniej.
Rozdział 12 miał wyjść troszkę romantyczny. Jeżeli się podoba zostaw komentarz. Bardzo mnie motywują. Dziękuję że czytasz.
Zostaliśmy w McDonaldzie do 20:00. Myślę że ta długa rozmowa z Justinem pomogła mi. Dodała mi odwagi i sprawiła że czuje się silniejsza. Potem gdy skończyliśmy zwierzanie się sobie z całego życia, Justin zaproponował mi spacer.
Oglądaliśmy lampki świąteczne na obsypanych śniegiem choinkach. Kocham taki świąteczny nastrój. Wszystko dookoła było idealne ja, Justin trzymający mnie za rękę i te świąteczne piosenki, kolędy, poprzebierane Mikołaje. Czułam się jak w jakimś śnie.
Gdy usiedliśmy na ławce, by odpocząć po długim spacerze ktoś zaczął mi kiwać z dala. To był Jacob. Na początku go nie poznałam. Miał na sobie czapkę która zakrywała jego grzywkę, i jakąś firmową kurtkę. Wyglądał inaczej niż zawsze, był po prostu smutny. Zauważyłam to w jego oczach.
-Witaj Rose i...-zatrzymał się i spojrzał się na rękę Justina która trzymała moją.
-Jestem Justin-powiedział do niego oschle.
Tak-pomyślałam-ta sytuacja nie powinna się zdarzyć. Jacobowi podobam się od jakiegoś roku, tak właściwie to od pierwszego września gdy zaczęliśmy liceum. Wcześniej gdy przyjaźniłam się z Violett nie zwracał na mnie uwagi. Ale po paru spotkaniach w ich domu zbliżyliśmy się do siebie. To znaczy, on tak uważał. Ja uznawałam nasze koleżeństwo, nic więcej. Czasem trochę przesadzał i za dużo sobie myślał.
-Co tu robisz?-spytałam jak najmilej mogłam
-Chciałem coś kupić w końcu wigilia za parę dni.
Chwilowo zerkał na mnie i na Justina. Myślał że tego nie widzę. Smutno mi było ponieważ nie znoszę gdy ludzie przeze mnie cierpią.
-Skoro masz kupić prezenty to idź.
-Justin przestań.-spojrzałam na niego ze zdziwieniem-jak możesz?
-Wiesz Rose, lepiej pójdę. Chyba komuś przeszkadzam. A i jeszcze jedno Viola się o ciebie martwi, może warto do niej zadzwonić?
I poszedł. Czułam się głupio.
-Justin dlaczego tak się zachowałeś?
-Jak? Nie widzisz jak ten facet się ślini na ciebie?
-Przestań. Jest bratem mojej przyjaciółki. Nic dla mnie nie znaczy.
Justin spojrzał na mnie z lekkim niedowierzaniem.
-Nieważne, nikt nie będzie psuł nam dnia. Chodź-pociągną mnie za rękę.
-A więc gdzie idziemy teraz?
-Przed siebie.
Kolejny spacer obok tych wszystkich oświetlonych na domach balkonów, płotów był miły zwłaszcza dlatego że obok był Justin. Bolało mnie jednak to że nie rozmawiałam jeszcze z ciocią od wczoraj, zupełnie o tym zapomniałam żeby do niej zadzwonić. W głowie miałam coś innego, raczej kogoś.
Doszliśmy do miejsca które było hm jednym słowem idealne. Nad nami był wielki księżyc, na przeciwko mnie stał koszyk z jakimiś słodkościami a obok leżał koc. Zdziwiło mnie to ponieważ był to piknik. Piknik na początek zimy. Niespodzianka prawdziwa bo na prawdę bym się tego nie spodziewała.
-Zapraszam księżniczko-zarumienił się.
-Justin ale jest śnieg i zima i w ogóle..
-Ci-zakrył mi usta palcem-usiądź.
Faktycznie, nie było aż tak zimno, a koc był na odśnieżonej części więc nie był mokry. Dookoła były zapalone świeczki, wszystkie czerwone w najróżniejszych kształtach. Koc był we wzory reniferów i mikołajów. Szczerze to pierwszy raz widzę taki piknik. Był magiczny, tak jak ta noc.
-Jest pięknie.
Justin stał na przeciwko mnie spoglądając w moje oczy.
-Dlaczego mi się tak przyglądasz?-zapytałam uśmiechnięta.
-Twoje oczy odbijają się o księżyc. Są takie piękne.
Poczułam w brzuchu motyle. Przez parę sekund nie ruszając się spoglądaliśmy na siebie. Nagle Justin usiadł i wyjął z koszyka babeczki czekoladowe. Moje ulubione-pomyślałam.
-Rose-odwróciłam się gdy mnie zawołał i włożył mi do buzi kawałek czekolady z babeczki.-i jak?
-Przepyszna. Sam piekłeś?
-A wyglądam na takiego ci siedzi w kuchni 24/h ?-zaśmiał się.
-Tak myślałam. Słodka ta twoja niespodzianka.
-Najważniejsze że ci się podoba.
-Justin dziękuję za wszystko, naprawdę. Po dzisiejszej rozmowie czuje się silniejsza.-przytuliłam go.
-Dla ciebie wszystko-powiedział i przytulił mnie mocniej.
Rozdział 12 miał wyjść troszkę romantyczny. Jeżeli się podoba zostaw komentarz. Bardzo mnie motywują. Dziękuję że czytasz.
poniedziałek, 7 października 2013
Rozdział 11
Justin
Obudziłem się obok Rose po tej porannej kłótni. Jeżeli w ogóle można to nazwać kłótnia. Bolało mnie to że osądzała że jestem podobny do mojego brata. Myślała że chce ją wykorzystać.
Gdy przyglądałem się jej twarzy, oczom, ustom to od razu szybciej biło mi serce. Nie wiem dlaczego, może dlatego że była idealna. Tak, była idealna dla mnie. Zawsze gdy przyprowadzałem dziewczyny do łózka na jedną noc, to nie czułem żadnych uczuć. No poza radością i podnieceniem. Ale nie czułem czułości czy miłości, zwłaszcza od nich. Dobrze że z tym skończyłem. Wpadłem na pewien pomysł. Chciałbym bardziej poznać Rose, bo w końcu nic o niej nie wiem. No może prawie nic, bo wiem tylko że mieszka z ciotką bo jej rodzice zginęli. Mieliśmy wczoraj noc wyznań...
-Skarbie mam pomysł.-powiedziałem.
Na początku nie wiedziałem czy mogę ją nazwać ,,skarbie". Samo wyszło z moich ust.
-Jaki?-zapytała z uśmiechem
Wpadłem na pomysł aby spędzić z nią cały dzień. Oczywiście ten dzień musi być niezwykły.
-Przejdźmy się.
Z lekka się zdziwiła. Ale gdy powiedziałem jej że to będzie niespodzianka, ucieszyła się.
Wyszedłem z pokoju żeby wszystko naszykować.
-Może piknik pod gwiazdami, kino, spacer po parku-powiedziałem do siebie.
Pomysłów było dużo, ale najgorsze było to że musieliśmy się ukrywać przez Jamesa. Pewnie gdy by nas zobaczył zrobiłby awanturę. A nie chcę skończyć na komisariacie policji za pobicie brata.
Rose-zawołałem z kuchni-dalej chodź, wychodzimy.
-Już, Justin a może najpierw pojadę do domu się przebrać?-zapytała
-O to się nie martw. Kierunek pierwszy, galeria.
Uśmiechnęła się a ja złapałem ją za rękę i zaprowadziłem do auta.
-A więc jakie lubisz sklepy?-zapytałem z zakłopotaniem
-Najróżniejsze.-uśmiechnęła się
-Nie wiem. Nie znam się na tych damskich sklepach, ale mam pomysł. Pójdziemy do-szybko zerkałem na sklepy wokół mnie- ZARY.
-Okej? Nigdy tam nie byłam, możemy wejść.
Gdy weszliśmy to zdawało mi się że Rose oglądała wszystkie ciuchy i wpatrywała się w nie jak w jakiś piękny obrazek. Od sweterków bluzek i sukienek, spódniczek butów, do perfum itp.
Było tego od groma. To trochę niezręczna sytuacja, ponieważ ja zawsze chodzę do droższych sklepów, a ona mi powiedziała że nie za bardzo jej się układa jeżeli chodzi o pieniądze bo tylko ciocia zarabia.
-To jest piękne-zawołała mnie i pokazała mi sukienkę, mogę powiedzieć że dość krótka jak na jej gust.-Jak uważasz?
-Mhm, ładna. Ale będzie pewnie ładniejsza jak ją założysz. Jaki rozmiar pani podać-zaśmiałem się mówiąc to zdanie.
-Pani? Pani ma rozmiar S.
Wzięła sukienkę i weszła do przebieralni. Poszedłem za nią.
-Justin, pomożesz mi?-rozsunęła zasłonę jedną ręką bo druga trzymała sukienkę-zapniesz zamek?
-Oczywiście-od razu zareagowałem.
Gdy przeglądała się w lustrze w tej sukience, wyglądała idealnie. Jej szczupłe nogi, brzuch i biust idealnie pasowały. Można było by powiedzieć że ten ciuch był szyty właśnie na nią.
-I jak?
-Wyglądasz-przerwałem z zachwytu-wyglądasz idealnie.
Zarumieniła się.
-Idealnie to by było jak by nie kosztowała 250 zł-spojrzała na cenę.
-Pieniądze to nie problem, przecież zapłacę.
-Nie Justin, nie będziesz za mnie płacić.-mówiła to stanowczo ale widziałem smutek w jej oczach bo nie mogła jej kupić za swoje pieniądze.
-Rose, przestań. Wziąłem cię na zakupy po to żebyś kupiła coś odpowiedniego na dzisiejszy dzień. Na dzisiejszą niespodziankę. Jeżeli jej teraz nie założysz to włożę ją na ciebie siłą, a tego byś nie chciała.
-Ale, jest mi głupio.
-Głupio będzie jak będę musiał ubierać ją ci na siłę przy tych wszystkich ludziach-pokazałem na parę osób w sklepie-jasne?
-Jesteś przekonujący i straszny.-zaśmiała się
Wyszliśmy ze sklepu z nowym zakupem, z sukienką w której Rose wyglądała cudownie. Gdy poszła do toalety to zamówiłem nam shake w McDonald. Sobie czekoladowy a jej truskawkowy.
-No jestem, to co robimy teraz?-zapytała
-Chodź usiądziemy i pogadamy-podałem jej shake-okej?
-Dziękuję Justin.
Usiedliśmy w zacisznym miejscu. W radiu leciała piosenka ,,Mistletoe" co za zbieg okoliczności. Od razu przypomniało mi się to gdy zawoziłem ją do domu a ona zaczęła śpiewać. Nagle Rose uśmiechnęła się i pokazała palcem na głośnik nad nami.
-No śpiewaj Justin.-głośno się śmiała.
-Nie śmiej się ze mnie, jak możesz?-zapytał
-Przepraszam ale śpiewałeś to tak słodko że chcę to usłyszeć jeszcze raz.
Gdy spojrzała na mnie swoimi dużymi oczami nie mogłem jej odmówić.
But I can’t stop staring at your face,
I should be playing in the winter snow,
But I’mma be under the mistletoe.
-Pięknie.
Wielki uśmiech znów pojawił się na jej twarzy. Powoli dopijaliśmy shake, więc musiałem wymyślić co dalej. Spojrzałem na godzinę w komórce. 17:00
-Już 17 Rose, a ja jeszcze o tobie nic nie wiem.-próbowałem zacząć rozmowę i podać jakiś temat.
-A więc-odłożyła picie na stolik-mam przyjaciółkę Violett. Ciocie Kath. Mam 17 lat. A urodziny mam 30 grudnia. Jestem osobą nieśmiałą-zamyśliła się-strasznie wrażliwą.
-No to coś już wiem.-przerwałem jej- I jeszcze jesteś też osobą silną.
-Nie powiedziała bym...
Uniosłem jej twarz.
-Jesteś silna, bardzo silna.
Proszę, już jedenasty rozdział. Dziękuję za komentarze. Jeżeli ktoś chcę być informowany o nowych rozdziałach to proszę pisać mi na Twitterze lub w komentarzach. Dziękuję że czytasz <3
https://twitter.com/juliaforjulia
Obudziłem się obok Rose po tej porannej kłótni. Jeżeli w ogóle można to nazwać kłótnia. Bolało mnie to że osądzała że jestem podobny do mojego brata. Myślała że chce ją wykorzystać.
Gdy przyglądałem się jej twarzy, oczom, ustom to od razu szybciej biło mi serce. Nie wiem dlaczego, może dlatego że była idealna. Tak, była idealna dla mnie. Zawsze gdy przyprowadzałem dziewczyny do łózka na jedną noc, to nie czułem żadnych uczuć. No poza radością i podnieceniem. Ale nie czułem czułości czy miłości, zwłaszcza od nich. Dobrze że z tym skończyłem. Wpadłem na pewien pomysł. Chciałbym bardziej poznać Rose, bo w końcu nic o niej nie wiem. No może prawie nic, bo wiem tylko że mieszka z ciotką bo jej rodzice zginęli. Mieliśmy wczoraj noc wyznań...
-Skarbie mam pomysł.-powiedziałem.
Na początku nie wiedziałem czy mogę ją nazwać ,,skarbie". Samo wyszło z moich ust.
-Jaki?-zapytała z uśmiechem
Wpadłem na pomysł aby spędzić z nią cały dzień. Oczywiście ten dzień musi być niezwykły.
-Przejdźmy się.
Z lekka się zdziwiła. Ale gdy powiedziałem jej że to będzie niespodzianka, ucieszyła się.
Wyszedłem z pokoju żeby wszystko naszykować.
-Może piknik pod gwiazdami, kino, spacer po parku-powiedziałem do siebie.
Pomysłów było dużo, ale najgorsze było to że musieliśmy się ukrywać przez Jamesa. Pewnie gdy by nas zobaczył zrobiłby awanturę. A nie chcę skończyć na komisariacie policji za pobicie brata.
Rose-zawołałem z kuchni-dalej chodź, wychodzimy.
-Już, Justin a może najpierw pojadę do domu się przebrać?-zapytała
-O to się nie martw. Kierunek pierwszy, galeria.
Uśmiechnęła się a ja złapałem ją za rękę i zaprowadziłem do auta.
-A więc jakie lubisz sklepy?-zapytałem z zakłopotaniem
-Najróżniejsze.-uśmiechnęła się
-Nie wiem. Nie znam się na tych damskich sklepach, ale mam pomysł. Pójdziemy do-szybko zerkałem na sklepy wokół mnie- ZARY.
-Okej? Nigdy tam nie byłam, możemy wejść.
Gdy weszliśmy to zdawało mi się że Rose oglądała wszystkie ciuchy i wpatrywała się w nie jak w jakiś piękny obrazek. Od sweterków bluzek i sukienek, spódniczek butów, do perfum itp.
Było tego od groma. To trochę niezręczna sytuacja, ponieważ ja zawsze chodzę do droższych sklepów, a ona mi powiedziała że nie za bardzo jej się układa jeżeli chodzi o pieniądze bo tylko ciocia zarabia.
-To jest piękne-zawołała mnie i pokazała mi sukienkę, mogę powiedzieć że dość krótka jak na jej gust.-Jak uważasz?
-Mhm, ładna. Ale będzie pewnie ładniejsza jak ją założysz. Jaki rozmiar pani podać-zaśmiałem się mówiąc to zdanie.
-Pani? Pani ma rozmiar S.
Wzięła sukienkę i weszła do przebieralni. Poszedłem za nią.
-Justin, pomożesz mi?-rozsunęła zasłonę jedną ręką bo druga trzymała sukienkę-zapniesz zamek?
-Oczywiście-od razu zareagowałem.
Gdy przeglądała się w lustrze w tej sukience, wyglądała idealnie. Jej szczupłe nogi, brzuch i biust idealnie pasowały. Można było by powiedzieć że ten ciuch był szyty właśnie na nią.
-I jak?
-Wyglądasz-przerwałem z zachwytu-wyglądasz idealnie.
Zarumieniła się.
-Idealnie to by było jak by nie kosztowała 250 zł-spojrzała na cenę.
-Pieniądze to nie problem, przecież zapłacę.
-Nie Justin, nie będziesz za mnie płacić.-mówiła to stanowczo ale widziałem smutek w jej oczach bo nie mogła jej kupić za swoje pieniądze.
-Rose, przestań. Wziąłem cię na zakupy po to żebyś kupiła coś odpowiedniego na dzisiejszy dzień. Na dzisiejszą niespodziankę. Jeżeli jej teraz nie założysz to włożę ją na ciebie siłą, a tego byś nie chciała.
-Ale, jest mi głupio.
-Głupio będzie jak będę musiał ubierać ją ci na siłę przy tych wszystkich ludziach-pokazałem na parę osób w sklepie-jasne?
-Jesteś przekonujący i straszny.-zaśmiała się
Wyszliśmy ze sklepu z nowym zakupem, z sukienką w której Rose wyglądała cudownie. Gdy poszła do toalety to zamówiłem nam shake w McDonald. Sobie czekoladowy a jej truskawkowy.
-No jestem, to co robimy teraz?-zapytała
-Chodź usiądziemy i pogadamy-podałem jej shake-okej?
-Dziękuję Justin.
Usiedliśmy w zacisznym miejscu. W radiu leciała piosenka ,,Mistletoe" co za zbieg okoliczności. Od razu przypomniało mi się to gdy zawoziłem ją do domu a ona zaczęła śpiewać. Nagle Rose uśmiechnęła się i pokazała palcem na głośnik nad nami.
-No śpiewaj Justin.-głośno się śmiała.
-Nie śmiej się ze mnie, jak możesz?-zapytał
-Przepraszam ale śpiewałeś to tak słodko że chcę to usłyszeć jeszcze raz.
Gdy spojrzała na mnie swoimi dużymi oczami nie mogłem jej odmówić.
But I can’t stop staring at your face,
I should be playing in the winter snow,
But I’mma be under the mistletoe.
-Pięknie.
Wielki uśmiech znów pojawił się na jej twarzy. Powoli dopijaliśmy shake, więc musiałem wymyślić co dalej. Spojrzałem na godzinę w komórce. 17:00
-Już 17 Rose, a ja jeszcze o tobie nic nie wiem.-próbowałem zacząć rozmowę i podać jakiś temat.
-A więc-odłożyła picie na stolik-mam przyjaciółkę Violett. Ciocie Kath. Mam 17 lat. A urodziny mam 30 grudnia. Jestem osobą nieśmiałą-zamyśliła się-strasznie wrażliwą.
-No to coś już wiem.-przerwałem jej- I jeszcze jesteś też osobą silną.
-Nie powiedziała bym...
Uniosłem jej twarz.
-Jesteś silna, bardzo silna.
Proszę, już jedenasty rozdział. Dziękuję za komentarze. Jeżeli ktoś chcę być informowany o nowych rozdziałach to proszę pisać mi na Twitterze lub w komentarzach. Dziękuję że czytasz <3
https://twitter.com/juliaforjulia
środa, 2 października 2013
Rozdział 10
Rose
-Skarbie-powiedział do mnie-mam pomysł.
Gdy już troszkę ochłonęłam po ciężkiej rozmowie z Justinem, ubrałam się i umalowałam to wyglądałam prawie jak normalny człowiek. Musiałam coś wymyślić żeby ciocia nic nie podejrzewała.
Justin leżał obok mnie a ja trzymałam głowę na jego kolanach. To wyglądało jak jakaś romantyczna scena z filmu. Głaskał mnie po włosach, po twarzy a ja nie spoglądałam na nic poza jego kasztanowymi oczami.
Były idealne. Niby nie jesteśmy w związku, ale to właśnie tak wyglądało. Czułam się szczęśliwa. Teraz wiedziałam że nie mam tylko Violett ale i również mam Justina czyli mam dwie osoby które mnie wspierają i pomagają.
-No jaki?-powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
To takie dziwne uczucie. Szczęście. Pewnie dla kogoś będzie normalnym uczuciem odczuwanym od lat, ale gdy mój świat się zawalił to nie odczuwałam go. Gdy rodzice zginęli to czułam tylko strach i smutek.
Szczęście nie gościło zbyt często w moim życiu. Myślę że Justin teraz to odmienił...
-Przejdźmy się.
Podniosłam głowę z jego krocza by móc usiąść i prosto na niego spojrzeć.
-Ale gdzie?-zapytałam
-No nie wiem, właściwie to jakie ty lubisz miejsca?
-Lubię niespodzianki-szybko odpowiedziałam.
-Okej? Niespodzianki-powiedział bardziej do siebie-a więc połuż się i poczekaj tu na mnie.
Jak to się stało że się tak do siebie zbliżyliśmy, los, może przeznaczenie? Na szczęście. Sama już nie wiem. Naprawdę Justin mi się podoba i z dnia na dzień coraz bardziej.
Nie pamiętam kiedy ostatnio czułam takie uczucie. Myślę że to nie jest na razie zakochanie, ale zauroczenie. Ale w sumie z biegiem czasu może przerodzi się w miłość. Kto wie? Ale czy on czuje to samo.
Coraz bardziej zagłębiałam się w swoje myśli. Nagle przypomniał mi się pewien cytat:
,,Na początku odczuwasz euforię, podajesz się całkowicie nowemu uczuciu.
A następnego dnia chcesz więcej. I chodź jeszcze nie wpadłeś w nałóg,
to jednak poczółeś już jej smak i wierzysz, że będziesz mógł nad nią panować.
Myślisz o ukochanej osobie przez dwie minuty a zapominasz o niej na trzy godziny.
Alę z wolna przyzwyczajasz się do niej i stajesz się całkowicie zalezny.
Wtedy myślisz o niej trzy godziny a zapominasz na dwie minuty.
Gdy nie ma jej w pobliżu czujesz to samo co narkomani
kiedy nie mogą zdobyć narkotyku.
Oni kradną i poniżają się, by za wszelką cenę dostać to
, czego tak bardzo im brak.
A ty jesteś gotów na wszystko, by zdobić miłość."
To prawda, miłość jest jak narkotyk.-pomyślałam-Rzeczywiście na samym początku myślałam o Justinie przez 2-3 minuty na dzień, a potem już nie . Ale gdy spędziłam z nim więcej chwil
z mojego życia to myślałam o nim prawie przez pół dnia i więcej... To ma jakiś sens. ,,stajesz się całkowicie zależny" To wszystko prawda. A gdy Justin znika czuje pustkę, zagrożenie. Czuje strach.
,,to samo co narkomani kiedy nie mogą zdobyć narkotyku" Wszystko powoli układa się w całość. ,,a ty jesteś gotów na wszystko, by zdobyć miłość."
-O Boże-powiedziałam na głos-jestem zakochana.
-No to Rose mam pomysł na spędzenie tego dnia z tobą, może najpierw...-chwilę przerwał gdy zobaczył że stoję-dlaczego stoisz w miejscu i patrzysz w jeden punkt na ścianie?-zapytał ze śmieciem.
To chyba faktycznie wyglądało śmiesznie.
-Tak, tak już się budzę.-rozbudziłam się-zobaczyłam...
-Co zobaczyłaś?-przerwał mi.
-A przewidziało mi się , już nie ważne.-moje kłamstwo nie brzmiało przekonująco.
-Okej ? Znalazłem jakieś damskie ciuchy w mojej szafie, i nie pytaj kogo bo już nie pamiętam.
Gdy podał mi ciuchy to liczył coś na palcach.
-Aha-spojrzałam na niego ze zdziwieniem-nie możesz zliczyć z iloma dziewczynami spałeś, prawda Justin?-zadrwiłam
-Rose, nie ważne.-zaśmiał się-chodźmy.
-Dokąd?
-Niespodzianka-powiedział z podekscytowaniem, wziął mnie za rękę i objął.
-Już się boję. Do wszystkiego jesteś zdolny.-zaśmiałam się.
-Że niby ja? Może masz trochę racji. Wiesz po tym spotkaniu przynajmniej lepiej się poznamy co nie?
-Tak.
Powoli szliśmy w stronę auta.
-Ale zimno, jest może z 10*. Mam nadzieję że nie będziemy gdzieś na dworze.
-Rose a gdzie ty masz kurtkę?
-Hmm.-zamyśliłam się i przypomniało mi się że została u Jamesa w aucie.Mój wyraz twarzy od razu się zmienił.
-Rozumiem.-powiedział.
Justin się domyślił. Chyba dlatego, że wtedy gdy po mnie przyszedł i uratował od tego psychicznego człowieka, nałożył na mnie swoją kurtkę.
-Domyśliłeś się?
-Skarbie, twoja mina oznacza wszystko w tym momencie. Nie przejmuj się, kupię ci nową albo zajebie mu twoją z auta.
Nie odpowiedziałam. Gdy stanęłam przy aucie Justin otworzył mi drzwi. Wsiadłam i odjechaliśmy.
Zastanawiam się co to za niespodzianka-pomyślałam do siebie.-Najważniejsze jest to że Justin niczego się nie domyśla w sprawie moich uczuć do niego.
Interesujecie się co to za niespodzianka <3 ? Chcę podziękować za tylko 1 komentarz. Widzę że czytający mojego bloga powoli znikają i stają się nieaktywni. A szkoda. Mam jeszcze trochę pomysłów na dalszą część ale skoro jest tu nas tak mało to nie wiem czy będę dalej pisać.
-Skarbie-powiedział do mnie-mam pomysł.
Gdy już troszkę ochłonęłam po ciężkiej rozmowie z Justinem, ubrałam się i umalowałam to wyglądałam prawie jak normalny człowiek. Musiałam coś wymyślić żeby ciocia nic nie podejrzewała.
Justin leżał obok mnie a ja trzymałam głowę na jego kolanach. To wyglądało jak jakaś romantyczna scena z filmu. Głaskał mnie po włosach, po twarzy a ja nie spoglądałam na nic poza jego kasztanowymi oczami.
Były idealne. Niby nie jesteśmy w związku, ale to właśnie tak wyglądało. Czułam się szczęśliwa. Teraz wiedziałam że nie mam tylko Violett ale i również mam Justina czyli mam dwie osoby które mnie wspierają i pomagają.
-No jaki?-powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
To takie dziwne uczucie. Szczęście. Pewnie dla kogoś będzie normalnym uczuciem odczuwanym od lat, ale gdy mój świat się zawalił to nie odczuwałam go. Gdy rodzice zginęli to czułam tylko strach i smutek.
Szczęście nie gościło zbyt często w moim życiu. Myślę że Justin teraz to odmienił...
-Przejdźmy się.
Podniosłam głowę z jego krocza by móc usiąść i prosto na niego spojrzeć.
-Ale gdzie?-zapytałam
-No nie wiem, właściwie to jakie ty lubisz miejsca?
-Lubię niespodzianki-szybko odpowiedziałam.
-Okej? Niespodzianki-powiedział bardziej do siebie-a więc połuż się i poczekaj tu na mnie.
Jak to się stało że się tak do siebie zbliżyliśmy, los, może przeznaczenie? Na szczęście. Sama już nie wiem. Naprawdę Justin mi się podoba i z dnia na dzień coraz bardziej.
Nie pamiętam kiedy ostatnio czułam takie uczucie. Myślę że to nie jest na razie zakochanie, ale zauroczenie. Ale w sumie z biegiem czasu może przerodzi się w miłość. Kto wie? Ale czy on czuje to samo.
Coraz bardziej zagłębiałam się w swoje myśli. Nagle przypomniał mi się pewien cytat:
,,Na początku odczuwasz euforię, podajesz się całkowicie nowemu uczuciu.
A następnego dnia chcesz więcej. I chodź jeszcze nie wpadłeś w nałóg,
to jednak poczółeś już jej smak i wierzysz, że będziesz mógł nad nią panować.
Myślisz o ukochanej osobie przez dwie minuty a zapominasz o niej na trzy godziny.
Alę z wolna przyzwyczajasz się do niej i stajesz się całkowicie zalezny.
Wtedy myślisz o niej trzy godziny a zapominasz na dwie minuty.
Gdy nie ma jej w pobliżu czujesz to samo co narkomani
kiedy nie mogą zdobyć narkotyku.
Oni kradną i poniżają się, by za wszelką cenę dostać to
, czego tak bardzo im brak.
A ty jesteś gotów na wszystko, by zdobić miłość."
To prawda, miłość jest jak narkotyk.-pomyślałam-Rzeczywiście na samym początku myślałam o Justinie przez 2-3 minuty na dzień, a potem już nie . Ale gdy spędziłam z nim więcej chwil
z mojego życia to myślałam o nim prawie przez pół dnia i więcej... To ma jakiś sens. ,,stajesz się całkowicie zależny" To wszystko prawda. A gdy Justin znika czuje pustkę, zagrożenie. Czuje strach.
,,to samo co narkomani kiedy nie mogą zdobyć narkotyku" Wszystko powoli układa się w całość. ,,a ty jesteś gotów na wszystko, by zdobyć miłość."
-O Boże-powiedziałam na głos-jestem zakochana.
-No to Rose mam pomysł na spędzenie tego dnia z tobą, może najpierw...-chwilę przerwał gdy zobaczył że stoję-dlaczego stoisz w miejscu i patrzysz w jeden punkt na ścianie?-zapytał ze śmieciem.
To chyba faktycznie wyglądało śmiesznie.
-Tak, tak już się budzę.-rozbudziłam się-zobaczyłam...
-Co zobaczyłaś?-przerwał mi.
-A przewidziało mi się , już nie ważne.-moje kłamstwo nie brzmiało przekonująco.
-Okej ? Znalazłem jakieś damskie ciuchy w mojej szafie, i nie pytaj kogo bo już nie pamiętam.
Gdy podał mi ciuchy to liczył coś na palcach.
-Aha-spojrzałam na niego ze zdziwieniem-nie możesz zliczyć z iloma dziewczynami spałeś, prawda Justin?-zadrwiłam
-Rose, nie ważne.-zaśmiał się-chodźmy.
-Dokąd?
-Niespodzianka-powiedział z podekscytowaniem, wziął mnie za rękę i objął.
-Już się boję. Do wszystkiego jesteś zdolny.-zaśmiałam się.
-Że niby ja? Może masz trochę racji. Wiesz po tym spotkaniu przynajmniej lepiej się poznamy co nie?
-Tak.
Powoli szliśmy w stronę auta.
-Ale zimno, jest może z 10*. Mam nadzieję że nie będziemy gdzieś na dworze.
-Rose a gdzie ty masz kurtkę?
-Hmm.-zamyśliłam się i przypomniało mi się że została u Jamesa w aucie.Mój wyraz twarzy od razu się zmienił.
-Rozumiem.-powiedział.
Justin się domyślił. Chyba dlatego, że wtedy gdy po mnie przyszedł i uratował od tego psychicznego człowieka, nałożył na mnie swoją kurtkę.
-Domyśliłeś się?
-Skarbie, twoja mina oznacza wszystko w tym momencie. Nie przejmuj się, kupię ci nową albo zajebie mu twoją z auta.
Nie odpowiedziałam. Gdy stanęłam przy aucie Justin otworzył mi drzwi. Wsiadłam i odjechaliśmy.
Zastanawiam się co to za niespodzianka-pomyślałam do siebie.-Najważniejsze jest to że Justin niczego się nie domyśla w sprawie moich uczuć do niego.
Interesujecie się co to za niespodzianka <3 ? Chcę podziękować za tylko 1 komentarz. Widzę że czytający mojego bloga powoli znikają i stają się nieaktywni. A szkoda. Mam jeszcze trochę pomysłów na dalszą część ale skoro jest tu nas tak mało to nie wiem czy będę dalej pisać.
piątek, 27 września 2013
Rozdział 9
Rose
-Justin-szturchnęłam jego ramię-co ty tu robisz?
Obudziłam się rano w sypialni Justina a on spał obok mnie. Strasznie się przestraszyłam.
-Rose cicho bądź jest środek nocy a ja tu próbuje spać.
Mówił to jak zwykle ze spokojem jakby nic się nie stało. A stało się bo spałam z nim w jednym łózko. Wczoraj jego brat mnie prawie zgwałcił-pomyślałam z obrzydzeniem-a co jeżeli mają podobne charaktery.
Teraz dopiero zauważyłam jak się go bałam. Co jeżeli są podobni? Może próbował mnie rozkochać po to żeby mnie wykorzystać. Nie-pomyślałam-nie mógł by. Z moich oczu powoli zaczęły płynąć łzy. Szybko wstałam z łóżka i wybiegłam z pokoju. Próbowałam zaleź drzwi które były by otwarte, ale niestety wszystkie były zakluczone. Miałam mieszane uczucia lęk, strach czy może rozczarowanie.
I jeszcze ten wczorajszy dzień ...Czułam się brudna.
Nie ważne ile jeszcze razy wyczyszczę swoje ciało, zawsze i tak będę pamiętać tą sytuację. Popłynęło ze mnie morze łez. Praktycznie nie utrzymywałam się na własnych nogach, kręciło mi się w głowie od tylu emocji więc usiadłam na podłodze.Zauważyłam moją krew z wczoraj. Była zaschnięta. Gdy na nią spojrzałam od razu wszystko mi się przypomniało. Przez całą noc śniły mi się koszmary i słowa typu:
,,Rose, skuo zabawimy się! No dalej! To tylko jeden numerek. Mmm pragnę cię kurwo! " I te sny... ich było tak dużo. Nie mogłam spać. Moje ciało... Brzydziłam się całej siebie. Boje się już spojrzeć w lustro.
Nagle Justin pojawił się w pokoju.
-Rose-Justin przysiadł przy mnie i objął mnie swoim ramieniem-co się dzieję?-zapytał ze smutkiem
Cała zadrżałam. Sądzę że to zauważył bo od razu zabrał rękę z moich pleców.
-Nie bój się mnie, tu jesteś bezpieczna-obiecał.
-A skąd mam to wiedzieć-krzyknęłam-No powiedz mi skąd! W domu, w parku, w lesie też podobno byłam bezpieczna i co się stało... James się stał. Zostaw mnie Justin-mówiłam szlochając-ja chcę wrócić do domu.
-Nie będę cię tu trzymał, ale gdy wrócisz to James po ciebie przyjdzie i-nie dokończył
-Dajcie mi spokój-moje ciało zadrżało-niech on da mi spokój-nastała chwila ciszy-Justin ja się boję, boje się o swoje życie. On... On powiedział że mnie zabiję.
Gdy to usłyszał jego oczy zaszkliły się.
-Rose on jest do tego zdolny. Musisz uciekać.
-Ale skąd wiesz że jest do tego zdolny? Dlaczego mi nic nie powiedziałeś gdy mnie od niego uratowałeś tamtej nocy?-mówiłam krztusząc się łzami.
-Rose, on zrobi to, on cię zabije jeśli nie uciekniesz. Dla niego morderstwo to łatwa sprawa-Justin strasznie się zamyślił i przez moment nic nie mówił ciągle wpatrując się w jedno miejsce.
Nastała cisza, a Justin wstał by zapalić. Myślę że gdy miał ciężkie dni to papierosy go relaksowały. Nie wiem jak to działa bo nigdy nie paliłam, ale wiem że ciocia pali. Zwłaszcza w te dni gdy się z nią kłócę.
-Justin-wstałam i dotknęłam jego ramienia-nie proszę cię o wyjaśnienia, widzę że nie tylko James zranił mnie ale...-chwile przerwałam gdy zobaczyłam łzę spływającą po jego policzku.
Wtedy poczułam ogromny bul, już wiedziałam że zrobił coś za co Justin nigdy mu nie wybaczy. Widziałam to cierpienia w jego ruchach, oczach. W całym jego ciele.
-Kiedyś-zaczął mówić-mój brat i ja nie byliśmy tak do siebie nastawieni. To wszystko było inne. Pamiętam ten dzień jak by to było wczoraj.
-Jeśli nie chcesz nie musisz...
-Dam rade, jestem facetem a nie jakąś małą dziewczynką.-powiedział oschle.
Ucichłam.
-To była wigilia. 24 grudnia. Siedziałem razem z rodzicami przy stole gdy nagle-zaczął oddychać szybciej-gdy nagle przyszedł James razem ze swoimi znajomymi.
-Ale jak to?-zdziwiłam się- tak po prostu w wigilię?
-Tak, tak po prostu.-zadrwił ze mnie-Gdy Kate czyli moja mama rozkazała mu wyprosić znajomych, James jak zwykle się postawił. Wiesz... To byłą wigilia i chciała ją spędzić w rodzinnym gronie.
-Rozumiem
-No dobrze. James już wtedy handlował narkotyki i był w gangu. A ci jego znajomi którzy przyszli do nas w tą noc również w nim byli. Kate oczywiście domyśliła się po ich ubiorze i zachowaniu.
-Jak mogła domyślić się po ubiorze?
-No wiesz Rose, gangsterzy nie chodzą w Boże Narodzenie w koszulach czy spodniach wyprasowanych w kancik-zaśmiał się-rozumiesz, czy nie?
-Tak już rozumiem.
-Więc gdy Kate nie dawała rady z Jamesem i z jego kumplami to zawołała Joe czyli mojego tatę by, no wiesz zrobił porządek. Ale to nic nie dało. Potem nasza wigilia zamieniła się w koszmar. Pamiętam słowa taty
,,Jak możesz przyprowadzać tych ludzi do mojego domu! I to jeszcze w wigilię!" Mama już nie miała siły i się popłakała. A James odpowiadał tylko słowami ,, Co ty kurwa chuju ode mnie chcesz? Przyszedłem sobie z kumplami żeby wypić i po świętować wigilię a ty kurwa na mnie naskakujesz"
Potem wkroczyłem ja ,,James uspokój się , chociaż w wigilię, nie musisz się tak zachowywać, matka płaczę zniszczyłeś całe święta! Zniszczyłeś wszystko" Niby może być to dla ciebie nie zrozumiałe ale wiesz wyobraź sobie że siedzisz przy rodzinnym stole a tu nagle przychodzi twój syn, zajarany jakimiś narkotykami, do tego wypity.
-Ale to jest, no jak on tak mógł- nie mogłam się wysłowić- przecież...
-Rose, jego nie obchodziło co my czuliśmy, codziennie przychodził najebany. Matka już z nim nie dawała rady. Ojciec tak samo. Ja oczywiście tłumaczyłem im że to mu minie , próbowałem ich pocieszać, ale to wszystko na marne.
Justin przerwał by wciągnąć dym do swoich płuc.
-Oczywiście James nie posłuchał rodziców i poszedł do swojego pokoju razem z kumplami. Jedliśmy w ciszy, mama wycierała swoje łzy, tata siedział wkurwiony a ja nawet się nie odzywałem żeby nie spierdolić do końca tego dnia.
Po kolacji wigilijnej wyszyłem na dwór i wziąłem ze sobą Jamesa by pogadać.
-Co ty sobie kurwa wyobrażasz? Możesz ich przyprowadzać ale nie mogłeś się opanować i musiałeś to zrobić w wigilię? Wiesz jak rodzice nie znoszą twoich znajomych...
-Na chuj będą mi gadać co mam robić. To moje życie.-przerwał mi-Robię co chcę. I żeby się nie zdziwili że coś może się im stać.
-Co ty kurwa gadasz? Chcesz zabić własnych starszych?
-Nie ja, ale reszta-wskazał na okno jego pokoju-mam ich dosyć, wkurwili mnie i poradzimy sobie bez nich.
-Że co?
Usłyszałem krzyk matki i ojca. Szybko pobiegłem do kuchni a ona tam leżeli, cali we krwi. Nie pamiętam co było dalej bo wtedy miałem w sobie tyle emocji że zemdlałem.
Obudziłem się następnego dnia u sąsiadki, to była taka starsza pani, zawsze kolegowała się z moją matką. Powiedziała mi że wczoraj podjechała do naszego domu karetka by zabrać mnie i moich rodziców.
Wtedy szybko zapytałem się ,,Gdzie oni są?" odpowiedziała mi ,,Odeszli"
Gdy usłyszałam słowo ,,Odeszli" od razu przypomniała mi się śmierć moich rodziców. Zaczęłam płakać i wtuliłam się w Justina.
-Rose, dlaczego płaczesz-mówił szepcząc-przecież to moi rodzice zginęli?
-Płaczę bo ty płaczesz.
-Justin-szturchnęłam jego ramię-co ty tu robisz?
Obudziłam się rano w sypialni Justina a on spał obok mnie. Strasznie się przestraszyłam.
-Rose cicho bądź jest środek nocy a ja tu próbuje spać.
Mówił to jak zwykle ze spokojem jakby nic się nie stało. A stało się bo spałam z nim w jednym łózko. Wczoraj jego brat mnie prawie zgwałcił-pomyślałam z obrzydzeniem-a co jeżeli mają podobne charaktery.
Teraz dopiero zauważyłam jak się go bałam. Co jeżeli są podobni? Może próbował mnie rozkochać po to żeby mnie wykorzystać. Nie-pomyślałam-nie mógł by. Z moich oczu powoli zaczęły płynąć łzy. Szybko wstałam z łóżka i wybiegłam z pokoju. Próbowałam zaleź drzwi które były by otwarte, ale niestety wszystkie były zakluczone. Miałam mieszane uczucia lęk, strach czy może rozczarowanie.
I jeszcze ten wczorajszy dzień ...Czułam się brudna.
Nie ważne ile jeszcze razy wyczyszczę swoje ciało, zawsze i tak będę pamiętać tą sytuację. Popłynęło ze mnie morze łez. Praktycznie nie utrzymywałam się na własnych nogach, kręciło mi się w głowie od tylu emocji więc usiadłam na podłodze.Zauważyłam moją krew z wczoraj. Była zaschnięta. Gdy na nią spojrzałam od razu wszystko mi się przypomniało. Przez całą noc śniły mi się koszmary i słowa typu:
,,Rose, skuo zabawimy się! No dalej! To tylko jeden numerek. Mmm pragnę cię kurwo! " I te sny... ich było tak dużo. Nie mogłam spać. Moje ciało... Brzydziłam się całej siebie. Boje się już spojrzeć w lustro.
Nagle Justin pojawił się w pokoju.
-Rose-Justin przysiadł przy mnie i objął mnie swoim ramieniem-co się dzieję?-zapytał ze smutkiem
Cała zadrżałam. Sądzę że to zauważył bo od razu zabrał rękę z moich pleców.
-Nie bój się mnie, tu jesteś bezpieczna-obiecał.
-A skąd mam to wiedzieć-krzyknęłam-No powiedz mi skąd! W domu, w parku, w lesie też podobno byłam bezpieczna i co się stało... James się stał. Zostaw mnie Justin-mówiłam szlochając-ja chcę wrócić do domu.
-Nie będę cię tu trzymał, ale gdy wrócisz to James po ciebie przyjdzie i-nie dokończył
-Dajcie mi spokój-moje ciało zadrżało-niech on da mi spokój-nastała chwila ciszy-Justin ja się boję, boje się o swoje życie. On... On powiedział że mnie zabiję.
Gdy to usłyszał jego oczy zaszkliły się.
-Rose on jest do tego zdolny. Musisz uciekać.
-Ale skąd wiesz że jest do tego zdolny? Dlaczego mi nic nie powiedziałeś gdy mnie od niego uratowałeś tamtej nocy?-mówiłam krztusząc się łzami.
-Rose, on zrobi to, on cię zabije jeśli nie uciekniesz. Dla niego morderstwo to łatwa sprawa-Justin strasznie się zamyślił i przez moment nic nie mówił ciągle wpatrując się w jedno miejsce.
Nastała cisza, a Justin wstał by zapalić. Myślę że gdy miał ciężkie dni to papierosy go relaksowały. Nie wiem jak to działa bo nigdy nie paliłam, ale wiem że ciocia pali. Zwłaszcza w te dni gdy się z nią kłócę.
-Justin-wstałam i dotknęłam jego ramienia-nie proszę cię o wyjaśnienia, widzę że nie tylko James zranił mnie ale...-chwile przerwałam gdy zobaczyłam łzę spływającą po jego policzku.
Wtedy poczułam ogromny bul, już wiedziałam że zrobił coś za co Justin nigdy mu nie wybaczy. Widziałam to cierpienia w jego ruchach, oczach. W całym jego ciele.
-Kiedyś-zaczął mówić-mój brat i ja nie byliśmy tak do siebie nastawieni. To wszystko było inne. Pamiętam ten dzień jak by to było wczoraj.
-Jeśli nie chcesz nie musisz...
-Dam rade, jestem facetem a nie jakąś małą dziewczynką.-powiedział oschle.
Ucichłam.
-To była wigilia. 24 grudnia. Siedziałem razem z rodzicami przy stole gdy nagle-zaczął oddychać szybciej-gdy nagle przyszedł James razem ze swoimi znajomymi.
-Ale jak to?-zdziwiłam się- tak po prostu w wigilię?
-Tak, tak po prostu.-zadrwił ze mnie-Gdy Kate czyli moja mama rozkazała mu wyprosić znajomych, James jak zwykle się postawił. Wiesz... To byłą wigilia i chciała ją spędzić w rodzinnym gronie.
-Rozumiem
-No dobrze. James już wtedy handlował narkotyki i był w gangu. A ci jego znajomi którzy przyszli do nas w tą noc również w nim byli. Kate oczywiście domyśliła się po ich ubiorze i zachowaniu.
-Jak mogła domyślić się po ubiorze?
-No wiesz Rose, gangsterzy nie chodzą w Boże Narodzenie w koszulach czy spodniach wyprasowanych w kancik-zaśmiał się-rozumiesz, czy nie?
-Tak już rozumiem.
-Więc gdy Kate nie dawała rady z Jamesem i z jego kumplami to zawołała Joe czyli mojego tatę by, no wiesz zrobił porządek. Ale to nic nie dało. Potem nasza wigilia zamieniła się w koszmar. Pamiętam słowa taty
,,Jak możesz przyprowadzać tych ludzi do mojego domu! I to jeszcze w wigilię!" Mama już nie miała siły i się popłakała. A James odpowiadał tylko słowami ,, Co ty kurwa chuju ode mnie chcesz? Przyszedłem sobie z kumplami żeby wypić i po świętować wigilię a ty kurwa na mnie naskakujesz"
Potem wkroczyłem ja ,,James uspokój się , chociaż w wigilię, nie musisz się tak zachowywać, matka płaczę zniszczyłeś całe święta! Zniszczyłeś wszystko" Niby może być to dla ciebie nie zrozumiałe ale wiesz wyobraź sobie że siedzisz przy rodzinnym stole a tu nagle przychodzi twój syn, zajarany jakimiś narkotykami, do tego wypity.
-Ale to jest, no jak on tak mógł- nie mogłam się wysłowić- przecież...
-Rose, jego nie obchodziło co my czuliśmy, codziennie przychodził najebany. Matka już z nim nie dawała rady. Ojciec tak samo. Ja oczywiście tłumaczyłem im że to mu minie , próbowałem ich pocieszać, ale to wszystko na marne.
Justin przerwał by wciągnąć dym do swoich płuc.
-Oczywiście James nie posłuchał rodziców i poszedł do swojego pokoju razem z kumplami. Jedliśmy w ciszy, mama wycierała swoje łzy, tata siedział wkurwiony a ja nawet się nie odzywałem żeby nie spierdolić do końca tego dnia.
Po kolacji wigilijnej wyszyłem na dwór i wziąłem ze sobą Jamesa by pogadać.
-Co ty sobie kurwa wyobrażasz? Możesz ich przyprowadzać ale nie mogłeś się opanować i musiałeś to zrobić w wigilię? Wiesz jak rodzice nie znoszą twoich znajomych...
-Na chuj będą mi gadać co mam robić. To moje życie.-przerwał mi-Robię co chcę. I żeby się nie zdziwili że coś może się im stać.
-Co ty kurwa gadasz? Chcesz zabić własnych starszych?
-Nie ja, ale reszta-wskazał na okno jego pokoju-mam ich dosyć, wkurwili mnie i poradzimy sobie bez nich.
-Że co?
Usłyszałem krzyk matki i ojca. Szybko pobiegłem do kuchni a ona tam leżeli, cali we krwi. Nie pamiętam co było dalej bo wtedy miałem w sobie tyle emocji że zemdlałem.
Obudziłem się następnego dnia u sąsiadki, to była taka starsza pani, zawsze kolegowała się z moją matką. Powiedziała mi że wczoraj podjechała do naszego domu karetka by zabrać mnie i moich rodziców.
Wtedy szybko zapytałem się ,,Gdzie oni są?" odpowiedziała mi ,,Odeszli"
Gdy usłyszałam słowo ,,Odeszli" od razu przypomniała mi się śmierć moich rodziców. Zaczęłam płakać i wtuliłam się w Justina.
-Rose, dlaczego płaczesz-mówił szepcząc-przecież to moi rodzice zginęli?
-Płaczę bo ty płaczesz.
A więc no po pierwsze jestem głupia bo napisałam w bohaterach że James został wychowywany tylko przez ojca a że jego mama odeszła. TAK NIE BYŁO bo James jest bratem Justina.
Po drugie dziękuję za komentarze. I za głosowanie.
Nie za bardzo podoba mi się ten rozdział ale zaniedbałam bloga i musiałam go szybko dokończyć żeby jeszcze dzisiaj go wstawić.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)