sobota, 7 grudnia 2013

Rozdział 18

Rose

To czekanie mnie wykańczało. Każda sekunda przemijała jak minuta, a minuta jak godzina. Dochodziła godzina 7:00 ciocia wyszła właśnie do pracy. Zostałam sama w domu. Bałam się chociaż nie powinnam bo byłam tu bezpieczna. Sprawdziłam kolejny raz czy wszystkie okna są pozamykane. Weszłam do mojego pokoju i zasłoniłam rolety na zewnątrz okna. Potem zeszłam na dół zobaczyć czy Justin nie podjechał na podjazd. Ale niestety nie było go. Nie umiałam stać na korytarzu bez celu więc zrobiłam dwie takie rundki po całym domu. Podeszłam do drzwi i nadal go nie było.
-Rose uspokój się-mówiłam do siebie-Justin zaraz tu będzie.
Mówienie do samej siebie nic nie dawało. Może ktoś go zatrzymał, może musiał załatwić jakąś ważną sprawę? Co ja gadam, spóźnia się już 3 godziny. Powoli zaczynam się martwić. Nie zauważyłam kiedy z moich oczu zaczęły płynąć łzy. Rose ty bekso, przestań. Nie mogę. Łzy wypływały bez mojej woli. Ale czasem są takie dni że po prostu w pewnym momencie nie da się, muszę się kurwa rozpłakać. Mijały kolejne minuty. Moje oczy były wbite w telefon. Nie zadzwonił, nie napisał SMS-a. Nic.
Poczułam senność więc zamiast sterczeć na korytarzu weszłam do salonu. Wyjęłam niewielki koc i poduszkę z szafki obok i zasnęłam.

Śniło mi się to samo pomieszczenie co dzisiaj w nocy. Brudne ściany, pomazane farbą i krwią, tak to chyba była krew, na suficie pajęczyny od pająków a w niektórych oknach powybijane szyby. Smród można było wyczuć na odległość. Ale jedna rzecz się zmieniła, w pokoju, jeżeli można nazwać to pokojem bo wyglądało na jakiś opuszczony magazyn, w pokoju znajdowała się postać. Stała po drugiej stronie pomieszczenia nie ruszając się. Wyglądała bardzo znajomo.
-Słyszysz mnie, halo?
Ale słyszałam tylko echo.
-Przepraszam, co tu robisz?-powiedziałam drżącym głosem.
Osoba nie odezwała się. Próbowałam podejść odrobinę bliżej by zobaczyć twarz i to był niestety mój błąd.
Osoba nie odzywała się bo była zabita. A dokładniej miała nóż wbity w samo serce. Gdy GO zobaczyłam moje serce stanęło.
-Błagam cię... To tylko sen... Słyszysz mnie?
Nie widziałam nic przez taką ilość łez, musiałam usiąść na zmarzniętej podłodze bo nie mogłam ustać.
-Justin-wydukałam-ss...słyszysz mnie?
-Uuciekaj.
-O Jezu, słyszysz mnie. Słyszysz mój głos. Nie zostawiaj mnie! Justin nie zostawiaj.
Nie odpowiedział. Wywalił się na ziemię i wykrwawił na śmierć. Nie mogłam się ruszyć i nie mogłam oddychać. Nagle ktoś złapał mnie od tyłu z całej siły. Nie widziałam twarzy ale sądząc po budowie ciała była to kobieta. Gdybym nie była w tak złym stanie psychicznym co w tym momencie, dałabym rade jej uciec i uwolnić się z uścisku ale teraz nie mogłam nic zrobić. Nie mogłam nawet ruszyć ręką. Strach mnie sparaliżował. Zamknęłam tylko oczy, byłam gotowa na śmierć, wiedziałam że to mnie właśnie czeka.

-Rose?
Usłyszałam głos.
-Rose? Boże co się dzieję? Rose!
-Justin-mówiłam plącząc- jestem w niebie? Przecież nie żyjesz.
-Rose, jestem tu, dotykam cię, ŻYJĘ!
-Nie, przecież-otworzyłam oczy- ty...ty żyjesz? O matko Justin żyjesz.
Wtuliłam się w niego z całych moich sił.
-Kochanie, co się stało? Jesteś taka sina, taka zmarznięta. Księżniczko...
-Nie wiem od czego zacząć, a już wiem. Pod żadnym pozorem nie puszczaj mnie, błagam. O nic więcej nie proszę.
Otarł moje łzy i ponownie przytulił.
-Nigdy cię nie puszczę. Proszę nie bój się, jestem tu. Jesteś już bezpieczna. 
-Jestem bezpieczna dopiero teraz. Ale w nocy nie byłam. Dlaczego mnie zostawiłeś? 
-Musiałem... 
-On tu był.-przerwałam mu-Twój brat tu był.


Zapraszam do czytania i komentowania. Chcę oznajmić że powoli kończę to opowiadanie. Nie mam czytelników więc nie mam po co pisać. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz