piątek, 27 września 2013

Rozdział 9

Rose

-Justin-szturchnęłam jego ramię-co ty tu robisz?
Obudziłam się rano w sypialni Justina a on spał obok mnie. Strasznie się przestraszyłam.
-Rose cicho bądź jest środek nocy a ja tu próbuje spać.
Mówił to jak zwykle ze spokojem jakby nic się nie stało. A stało się bo spałam z nim w jednym łózko. Wczoraj jego brat mnie prawie zgwałcił-pomyślałam z obrzydzeniem-a co jeżeli mają podobne charaktery.
Teraz dopiero zauważyłam jak się go bałam. Co jeżeli są podobni? Może próbował mnie rozkochać po to żeby mnie wykorzystać. Nie-pomyślałam-nie mógł by. Z moich oczu powoli zaczęły płynąć łzy. Szybko wstałam z łóżka i wybiegłam z pokoju. Próbowałam zaleź drzwi które były by otwarte, ale niestety wszystkie były zakluczone. Miałam mieszane uczucia lęk, strach czy może rozczarowanie.
 I jeszcze ten wczorajszy dzień ...Czułam się brudna. 
Nie ważne ile jeszcze razy wyczyszczę swoje ciało, zawsze i tak będę pamiętać tą sytuację. Popłynęło ze mnie morze łez. Praktycznie nie utrzymywałam się na własnych nogach, kręciło mi się w głowie od tylu emocji więc usiadłam na podłodze.Zauważyłam moją krew z wczoraj. Była zaschnięta. Gdy na nią spojrzałam od razu wszystko mi się przypomniało. Przez całą noc śniły mi się koszmary i słowa typu:
,,Rose, skuo zabawimy się! No dalej! To tylko jeden numerek. Mmm pragnę cię kurwo! " I te sny... ich było tak dużo. Nie mogłam spać. Moje ciało... Brzydziłam się całej siebie. Boje się już spojrzeć w lustro.
Nagle Justin pojawił się w pokoju.
-Rose-Justin przysiadł przy mnie i objął mnie swoim ramieniem-co się dzieję?-zapytał ze smutkiem
Cała zadrżałam. Sądzę że to zauważył bo od razu zabrał rękę z moich pleców.
-Nie bój się mnie, tu jesteś bezpieczna-obiecał.
-A skąd mam to wiedzieć-krzyknęłam-No powiedz mi skąd! W domu, w parku, w lesie też podobno byłam bezpieczna i co się stało... James się stał. Zostaw mnie Justin-mówiłam szlochając-ja chcę wrócić do domu.
-Nie będę cię tu trzymał, ale gdy wrócisz to James po ciebie przyjdzie i-nie dokończył
-Dajcie mi spokój-moje ciało zadrżało-niech on da mi spokój-nastała chwila ciszy-Justin ja się boję, boje się o swoje życie. On... On powiedział że mnie zabiję.
Gdy to usłyszał jego oczy zaszkliły się.
-Rose on jest do tego zdolny. Musisz uciekać. 
-Ale skąd wiesz że jest do tego zdolny? Dlaczego mi nic nie powiedziałeś gdy mnie od niego uratowałeś tamtej nocy?-mówiłam krztusząc się łzami.
-Rose, on zrobi to, on cię zabije jeśli nie uciekniesz. Dla niego morderstwo to łatwa sprawa-Justin strasznie się zamyślił i przez moment nic nie mówił ciągle wpatrując się w jedno miejsce.
Nastała cisza, a Justin wstał by zapalić. Myślę że gdy miał ciężkie dni to papierosy go relaksowały. Nie wiem jak to działa bo nigdy nie paliłam, ale wiem że ciocia pali. Zwłaszcza w te dni gdy się z nią kłócę. 
-Justin-wstałam i dotknęłam jego ramienia-nie proszę cię o wyjaśnienia, widzę że nie tylko James zranił mnie ale...-chwile przerwałam gdy zobaczyłam łzę spływającą po jego policzku.
Wtedy poczułam ogromny bul, już wiedziałam że zrobił coś za co Justin nigdy mu nie wybaczy. Widziałam to cierpienia w jego ruchach, oczach. W całym jego ciele. 
-Kiedyś-zaczął mówić-mój brat i ja nie byliśmy tak do siebie nastawieni. To wszystko było inne. Pamiętam ten dzień jak by to było wczoraj.
-Jeśli nie chcesz nie musisz...
-Dam rade, jestem facetem a nie jakąś małą dziewczynką.-powiedział oschle.
Ucichłam.
-To była wigilia. 24 grudnia. Siedziałem razem z rodzicami przy stole gdy nagle-zaczął oddychać szybciej-gdy nagle przyszedł James razem ze swoimi znajomymi.
-Ale jak to?-zdziwiłam się- tak po prostu w wigilię?
-Tak, tak po prostu.-zadrwił ze mnie-Gdy Kate czyli moja mama rozkazała mu wyprosić znajomych, James jak zwykle się postawił. Wiesz... To byłą wigilia i chciała ją spędzić w rodzinnym gronie.
-Rozumiem
-No dobrze. James już wtedy handlował narkotyki i był w gangu. A ci jego znajomi którzy przyszli do nas w tą noc również w nim byli. Kate oczywiście domyśliła się po ich ubiorze i zachowaniu.
-Jak mogła domyślić się po ubiorze?
-No wiesz Rose, gangsterzy nie chodzą w Boże Narodzenie w koszulach czy spodniach wyprasowanych w kancik-zaśmiał się-rozumiesz, czy nie?
-Tak już rozumiem.
-Więc gdy Kate nie dawała rady z Jamesem i z jego kumplami to zawołała Joe czyli mojego tatę by, no wiesz zrobił porządek. Ale to nic nie dało. Potem nasza wigilia zamieniła się w koszmar. Pamiętam słowa taty
,,Jak możesz przyprowadzać tych ludzi do mojego domu! I to jeszcze w wigilię!" Mama już nie miała siły i się popłakała. A James odpowiadał tylko słowami ,, Co ty kurwa chuju ode mnie chcesz? Przyszedłem sobie z kumplami żeby wypić i po świętować wigilię a ty kurwa na mnie naskakujesz"
Potem wkroczyłem ja ,,James uspokój się , chociaż w wigilię, nie musisz się tak zachowywać, matka płaczę zniszczyłeś całe święta! Zniszczyłeś wszystko" Niby może być to dla ciebie nie zrozumiałe ale wiesz wyobraź sobie że siedzisz przy rodzinnym stole a tu nagle przychodzi twój syn, zajarany jakimiś narkotykami, do tego wypity. 
-Ale to jest, no jak on tak mógł- nie mogłam się wysłowić- przecież...
-Rose, jego nie obchodziło co my czuliśmy, codziennie przychodził najebany. Matka już z nim nie dawała rady. Ojciec tak samo. Ja oczywiście tłumaczyłem im że to mu minie , próbowałem ich pocieszać, ale to wszystko na marne. 
Justin przerwał by wciągnąć dym do swoich płuc. 
-Oczywiście James nie posłuchał rodziców i poszedł do swojego pokoju razem z kumplami. Jedliśmy w ciszy, mama wycierała swoje łzy, tata siedział wkurwiony a ja nawet się nie odzywałem żeby nie spierdolić do końca tego dnia.
Po kolacji wigilijnej wyszyłem na dwór i wziąłem ze sobą Jamesa by pogadać. 

-Co ty sobie kurwa wyobrażasz? Możesz ich przyprowadzać ale nie mogłeś się opanować i musiałeś to zrobić w wigilię? Wiesz jak rodzice nie znoszą twoich znajomych...
-Na chuj będą mi gadać co mam robić. To moje życie.-przerwał mi-Robię co chcę. I żeby się nie zdziwili że coś może się im stać.
-Co ty kurwa gadasz? Chcesz zabić własnych starszych?
-Nie ja, ale reszta-wskazał na okno jego pokoju-mam ich dosyć, wkurwili mnie i poradzimy sobie bez nich.
-Że co?
Usłyszałem krzyk matki i ojca. Szybko pobiegłem do kuchni a ona tam leżeli, cali we krwi. Nie pamiętam co było dalej bo wtedy miałem w sobie tyle emocji że zemdlałem.
Obudziłem się następnego dnia u sąsiadki, to była taka starsza pani, zawsze kolegowała się z moją matką. Powiedziała mi że wczoraj podjechała do naszego domu karetka by zabrać mnie i moich rodziców.
Wtedy szybko zapytałem się ,,Gdzie oni są?" odpowiedziała mi ,,Odeszli"

Gdy usłyszałam słowo ,,Odeszli" od razu przypomniała mi się śmierć moich rodziców. Zaczęłam płakać i wtuliłam się w Justina. 
-Rose, dlaczego płaczesz-mówił szepcząc-przecież to moi rodzice zginęli?
-Płaczę bo ty płaczesz.


A więc no po pierwsze jestem głupia bo napisałam w bohaterach że James został wychowywany tylko przez ojca a że jego mama odeszła. TAK NIE BYŁO  bo James jest bratem Justina. 
Po drugie dziękuję za komentarze. I za głosowanie.
Nie za bardzo podoba mi się ten rozdział ale zaniedbałam bloga i musiałam go szybko dokończyć żeby jeszcze dzisiaj go wstawić.

poniedziałek, 23 września 2013

Rozdział 8

Rose

Gdy Justina kazał mi się schować w aucie strasznie się zdziwiłam. Nie wiedziałam o co mu chodzi, czy ktoś go śledził, lub mnie? Czułam że to do niczego dobrego nie prowadzi.
Po paru minutach wrócił z parku i wsiadł do auta. Mówił mi że mam uciekać. Nie wiedziałam dlaczego.Spokojnie zapytałam się dlaczego uciekać, i powiedziałam mu również że James u mnie był.
Strasznie się na mnie wydarł, aż mi ciarki przeszły po całej skórze. Wyszłam z auta, bo nie miałam ochoty widzieć i słuchać jak mną targa i na mnie krzyczy. Gdy chciał mnie przeprosić
nawet się nie odwróciłam i szłam dalej w stronę lasu. 
Gdy byłam w połowie drogi do domu to nagle ktoś złapał mnie od tyłu a ja zaczęłam panikować, krzyczeć ale nic to nie dawało. To był James.
-Rose no witaj ponownie-spojrzał na mnie i uśmiechnął się szyderczo.
Nie wiedziałam co mówić więc po prostu zaczęłam uciekać, ale niestety byłam za wolna, złapał mnie i wrzucił do swojego auta. Zamknął auto i nie mogłam uciec. Zaczął się do mnie dobierać.

Nagle mój telefon zadzwonił. Wyjął go z mojej kieszeni w spodniach nie pytając o zgodę i odrzucił połączenie pierwsze i drugie. Za trzecim razem odebrał. Usłyszałam głos Justina i zaczęłam krzyczeć
ale zasłonił mi buzię ręką.
-Uspokój się albo cię zabiję-wyjął nóż-jasne?
Nagle doszło do mnie że trzymał nuż tuż przy moim gardle i przestałam krzyczeć. Gdy skończył rozmowę z Justinem to włożył mój telefon do swojego schowka w aucie. Położył się na mnie i zaczął mnie rozbierać, a buzie zakleił mi taśmą.
Zaczął od podarcia mojej bluzki, potem zdjął jeansy a ja nie mogłam się wyrwać z jego uścisku. Uderzył mnie z całej siły w twarz. Czułam jak krew wypływa z mojego nosa. 
Nagle w aucie została zbita szyba. Całe szkło poleciało na moje prawie nagie ciało. Czułam teraz krew wszędzie. Wszystko mnie bolało , a zwłaszcza twarz. Ody otworzyłam oczy ujrzałam Justina. Jednak Bóg mnie kocham bo jest nadzieje na ratunek.
-Ty skurwielu, nie przeszkadzaj nam-krzyknął James w stronę Justina.
-Przyszedłem, oddaj dziewczynę i daj mi ten pieprzony towar a ja go zawiozę, nawet teraz.
-Nie dasz mi się zabawić młody?-spojrzał na mnie i uśmiechnął się w moją stronę.
Czułam jak zimne powietrze z zewnątrz dotykało mojej skóry. Było może z -15* a ja byłam w samej bieliźnie. 
-Nie oddam ci jej, jest zbyt seksowna a mam na nią ochotę. 
Nagle odkleił mi taśmę i zaczął mnie całować zaczynając od ust kończąc na dekoldzie. Justin od razu gdy to zobaczył trzasnął mu w głowę z całych sił wielkim kamieniem i James stracił przytomność na jakiś czas.
-Rose...-spojrzał na mnie swoimi pięknymi oczami ze smutkiem na twarzy- chodź do mnie.
Wyszłam z auta a on utulił mnie, i założył kurtkę na moje zmarznięte ciało. Płakałam w jego ramionach ale czułam się już bezpieczna i to było najważniejsze.
Ubrałam swoje spodenki bardzo ostrożnie bo nogi miałam pocięte od szkła. Próbowałam iść ale wszystko mnie bolało.
-Chodź pomogę ci-Justin wziął mnie na swoje ręce i włożył do auta.-Rose strasznie cię przepraszam za tą sytuację.-zamknął drzwi.

Do domu jechaliśmy w ciszy bo Justin skupiał się na jeździe, czasem zerkał na moje rany na nogach , i na wielkiego siniaka na twarzy. 
-Justin, nie patrz na mnie,wyglądam strasznie-powiedziałam szlochając.
-Wyglądasz pięknie, jak zawsze. Zawiozę cię do mnie , umyjesz się i przebierzesz.
-Ale co powiem cioci?
Znów musiałam ją okłamywać ale w tym przypadku nie miałam innego wyjścia. Powoli przyzwyczaiłam się do kłamstw.
-Rose na razie mamy większe problemy. Nie mogę zawieź cię do twojego domu w takim stanie, prześpisz się u mnie-spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem.


Justin

Byłem zdenerwowany tym wszystkim. Co Rose sobie teraz o mnie pomyśli ale w sumie to że mam brata gangstera to nie moja wina. Sam kiedyś byłem wplątany w te sprawy, ale zrezygnowałem ze strachu o swoje życie. Po tym co Rose dzisiaj przeszła na pewno nie będzie chciała mieć ze mną nic wspólnego. Nie mogę jej powiedzieć że byłem w gangu, bo mnie znienawidzi a tego bym nie chciał. Przez prawie całą drogę spała.
Gdy dojechaliśmy to nie chciałem jej budzić bo byłą pewnie wykończona. Wniosłem ją do sypialni, ale gdy położyłem na łóżko zaczęła mówić.
-Dziękuję ci za wszystko-wstała i wtuliła się we mnie-Dziękuję-powiedziała znów, prawie płacząc.
-Rose, idź odpocznij, ale hmm... najpierw przemyj sobie te rany-spojrzałem na jej okaleczone nogi.
-Dobrze, to do jutra Justin-wyszedłem a ona zamknęła za mną drzwi.
Stałem jeszcze chwilkę pod drzwiami. Nagle usłyszałem jak położyła się na łóżko i zaczęła głośno płakać. Nie mogłem tego słuchać, serce mi się łamało, więc wszedłem po cichu do pokoju i przytuliłem ją lekko.
-Ci... Proszę nie płacz-uniosłem jej twarz tak że teraz patrzyliśmy sobie w oczy-będzie dobrze, a James zapłaci za to.
Gdy powiedziałem imię mojego brata to Rose poleciały łzy po policzkach.
-Proszę-podarowałem jej moja koszulkę-dobranoc.
-Po co mi twoja koszulka?-zapytała
-Żebyś nie czuła się dziwnie bo w końcu to mój dom i pomyślałem że paradowanie w nim w samej bieliźnie-spojrzałem na jej prawie nagie ciało-nie jest w twoim stylu.
-Dziękuję.
Poszedłem do salonu i usiadłem na fotelu. Zacząłem zastanawiać się co powiedzieć jutro Rose. Nagle mój telefon zadzwonił.

-Justin! Gdzie dziewczyna?-krzyknął z całych sił.
-Odpierdol się, co ty wo gule od niej chcesz, pieniędzy?
-Chcę...-chwilę przerwał-Pragnę jej.
-Znajdź sobie inną dziwkę, ale nie Rose.
-Kurwa wiesz ze nie odpuszczę. Mam jej telefon, jeżeli chcę go odzyskać to ma jutro przyjść...
-Ona nie chcę cię oglądać, skurwielu ty prawie ją zgwałciłeś!-przerwałem mu.
-Ja nazywam to zabawą, ona gwałtem. Mam to w dupie, i tak ją zaliczę a ty nawet się o tym nie dowiesz, więc pilnuj swojej księżniczki-
zaśmiał się i rozłączył.
*
*
*
Jakim można być psycholem. Najpierw zabił naszych rodziców, zniszczył mi życie a teraz chcę je zniszczyć Rose. Nie mogę do tego dopuścić. 
Rzuciłem moim I Phone o ścianę i wyszedłem na dwór żeby zapalić. Czułem jak dym napełniał moje płuca, to bardzo mnie uspokaja. Naglę usłyszałem lekkie krzyki z mojej sypialni.
Rose-pomyślałem i szybko zgasiłem papierosa. Gdy stanąłem przed drzwiami od sypialni zauważyłem zaschniętą krew, dziwne że wcześniej jej nie widziałem. 
-Rose-zapukałem do drzwi-wszystko dobrze?
Nie usłyszałem żadnej odpowiedzi. Zacząłem walić mocniej, ale nawet nie zareagowała. Ciągle słyszałem słowa ,,zostaw mnie, zostaw mnie w spokoju!" ,,nie chcę" Nie wiedziałem co się dzieję, ale gdy tylko usłyszałem głośniejszy
krzyk to od razu wszedłem do pokoju, ale wszystko było w nim w porządku. Spała tak jakby nic się nie stało, to mnie z lekka zdziwiło. Pewnie śniły jej się koszmary-pomyślałem. Położyłem się obok niej i wtuliłem. 
Nie miałem zamiaru zasypiać obok niej ale niestety byłem wykończony i usnąłem.


Dzisiejszy rozdział trochę dłuższy od pozostałych. Zastanawiam się czy nie przestać pisać. Mało wyświetleń, praktycznie po 1-2 komentarze pod wpisami. Nic mnie już nie motywuje do dalszego pisania. Jeszcze muszę się zastanowić... A jak wy sądzicie ? 

sobota, 21 września 2013

Rozdział 7

Justin

Godzina 20 a Rose jeszcze nie ma.-pomyślałem. A co jeżeli nie przyjdzie, albo nie może przyjść. Długo myślałem jak zaprosić ją na to spotkanie. Nie wiem czy ona uważa to za randkę, ale ja właśnie się tak czuje. Zrzuciłem śnieg z ławki i usiadłem ale ktoś nagle zaskoczył mnie od tyłu. 
-No cześć braciszku-powiedział po cichu James.-Co tu robisz? Myślałem że dzisiaj pomożesz mi w pracy, bo w końcu towar sam się nie zawiezie do klientów.
-Powiedziałem ci że już z tego zrezygnowałem, daj mi wreszcie spokój.-krzyknąłem mu w twarz.
-Uspokój się, wiesz... Mam ochotę się zabawić i poszukuje dziewczyny.
-Dziwki stoją co drugi zakręt więc myślę że łatwo ją znajdziesz.
-Nie. Ja poszukuje wybranej dziewczyny. Może znasz, ma na imię Rose. Wczoraj chciałem ją wsiąść do siebie ale uciekła mi. I mam nadzieję-spojrzał mi w oczy-że pomożesz mi ją zaleź, bo jeśli nie to nie oddam ci obiecanej forsy. Gdy imię Rose wyszło z jego ust przeraziłem się. Jeżeli pojawi się teraz w parku to James ją znajdzie i zawiezie do swojego magazynu.
-Nie, nie znam i nie chcę twoich pieniędzy. A teraz idź stąd.
-Jeżeli ją zobaczysz-podarował mi zdjęcie Rose-to daj mi znać.
Stałem wpatrując się w niego gdy odchodził, i modliłem się w myślach żeby Rose nie przyszła w tym momencie do parku.

-No hej Justin!-Rose przejechała palcem po moich plecach i nałożyła na mnie kurtkę.
-Rose! Chodźmy stąd,dalej!
Złapałem ją z całej siły a nadgarstek i ciągnąłem do mojego auta. 
-Justin, puść mnie-krzyczała i wyrywała się-gdzie mnie ciągniesz?
Szybko przyłożyłem swoją rękę do jej ust żeby przestałą krzyczeć i zaprowadziłem ją do mojego auta.
-Proszę uspokój się, wsiadaj i poczekaj tu na mnie.-spojrzałem na nią błagalnym spojrzeniem.
Gdy Rose weszła do auta od razu poszedłem w stronę parku sprawdzić czy Jamesa już nie ma. Na moje szczęście już go tam nie było.

Wszedłem do auta na miejsce kierowcy i usiadłem ze smutkiem na twarzy. 
-Rose, musisz stąd uciekać, uciekaj z stąd.-powiedziałem stanowczo.
-Justin, ale dlaczego? Co się stało? Ja... muszę ci coś powiedzieć bo James u mnie był.
-Że co?-krzyknąłem, a mój głos rozbrzmiał na całe auto.
Strasznie zdenerwowało mnie to że mój brat był dzisiaj u Rose. Mam nadzieje że jej nie szpieguję. 
-Co ci zrobił?-chwila ciszy-No mów co ci zrobił!-złapałem ją za ramiona i krzyknąłem jej prosto w twarz.
Myślę że przegiąłem bo strasznie się wystraszyła i wyszła z auta.
-Rose, przepraszam!-krzyknąłem-Poczekaj porozmawiajmy.
-Nie mamy o czym. Krzyczysz na mnie, wrzucasz do auta i jeszcze do tego karzesz uciekać z miasta. Nie rozumiem tego wszystkiego. Nie rozumiem ciebie. Daj mi spokój.-odeszła ze smutkiem.
Czułem się jak wtedy gdy byłem w gangu. Wiem że wtedy traktowałem dziewczyny źle i nazywałem je sukami i dziwkami, ale przecież próbowałem się zmienić. Jednak moja bipolarność wygrywa.
Jest godzina 20:30 a w grudniu to tej godzinie jest strasznie ciemno a Rose idzie sama do domu a w okolicy jest mój brat który chce ją porwać a ja jej nie zatrzymałem. Jestem idiotą.
Muszę ją chociaż podwieź do domu, chociaż pewnie nie wsiądzie do auta po tym co się stało. Od razu musiałem wyjąć telefon i do niej zadzwonić.Zadzwoniłem za pierwszym razem i nie odebrała , za drugim również nic. Dopiero gdy już miałem się poddać usłyszałem sygnał w komórce.

*
*
*
-Rose? Posłuchaj nigdzie nie idź, stój tam gdzie stoisz ja zaraz przyjadę i odwiozę cię do domu.
-Justin!-krzyknęła do telefonu.
-Ha..halo gdzie ty jesteś?
-Oj braciszku okłamałeś mnie że nie znasz tej suki, najpierw zajmę się nią a potem policzę się z tobą.
-Puść ją!
-Justin on ma nóż-Rose krzyczała i płakała jeszcze głośniej.
-Co mam zrobić żebyś dał jej spokój?-krzyknąłem z całych sił do telefonu.
-Mmm. Strasznie fajna jest ta twoja Rose. Mam nadzieje że zdążysz ją uratować Romeo, dopóki nie podetnę jej gardła.
-Zrobię co chcesz! Ale puść ją i przestań jej robić krzywdę!
-Mhm. Dobrze jutro masz kolejne zlecenie żeby przewieź narkotyki, a jeżeli nie to oddam ci Rose kawałek po kawałku pocztą. A wiesz że nie kłamię.
-Spotkajmy się teraz! Zawiozę te pierdolone narkotyki, ale zostaw Rose już dzisiaj!
Słyszałem każdy jej krzyk, każde słowo. Czułem się jak skurwysyn bo to prze zemnie została złapana.
-Boli cię suko? A chcesz więcej?-James śmiał się głośno do telefonu.
*
*
*
Rozłączył się. Co ja zrobię, co powiem jej cioci?-pomyślałem wystraszony.-Muszę coś zrobić. Uratować ją i zrobię to teraz, nie będę czekał do jutra. Bo do jutra może być już za późno.


Dziękuję za 1200 wyświetleń ! Jesteście niesamowici, dziękuję za komentarze.
Powstało nowe głosowanie i liczę na wasze głosy. Jak podoba się 7 rozdział ? 

wtorek, 17 września 2013

Rozdział 6

Rose

-Rose! Otwórz drzwi.
Gdy usłyszałam krzyk cioci z dołu to byłam pewna że Violett przyszła. Powoli zeszłam na dół po schodach, przeszłam przez długi korytarz aż do drzwi a tam ujrzałam meżczyznę.  Złapał mnie wyprowadził na dwór i trzymał przy ścianie a drugą ręką zakrył mi usta żeby ciocia nie słyszała mojego krzyku. Nie mogłam się uwolnić z jego silnego uścisku.
 Myślicie że wtedy gdy pierwszy raz go zobaczyłam szybko biło mi serce, teraz jest dziesięć razy gorzej. Najgorsze było chyba to że nikogo nie było w pobliżu żeby mi pomóc.
-A więc masz na imię Rose.-szepnął mi do ucha.-Piękne imię.Uciekłaś mi wczoraj. Ale jak? Bo to przecież nie możliwe bo byłaś nieprzytomna. Opowiedz mi jak to się stało że zwiałaś?
Przygwoździł mnie do ściany tak mocno że teraz bolało mnie całe ciało. Próbowałam krzyczeć, ale na marne więc ugryzłam go w rękę.
-Ty suko, bądź grzeczna. Powiem ci tak, NIKT ma się nie dowiedzieć o tej sytuacji dobrze?-powiedział do mnie powoli wtedy gdy ja próbowałam uspokoić swój oddech.
-A jeśli się dowie?-spojrzałam na niego z przerażeniem.
-Powiem ci tak. Jeśli się dowie to będzie dla ciebie-chwile przerwał by pomyśleć-bolesna i powolna śmierć.
-Puść mnie! Zostaw mnie w spokoju!
-Nie ma takiej opcji. Powiem krótko, do zobaczenia Rose bo jeszcze się spotkamy.Obiecuję.
Puścił mnie powoli i wsiadł do auta i od razu odjechał. Nie wiedziałam co zrobić? On powiedział że mnie zabiję. Ale ja muszę iść na policję.Nie, najpierw muszę pogadać z Justinem, on zna Jamesa. Ale nie mogę nikomu mówić. Byłam roztrzęsiona.
-Rose, hej-krzyknęła z daleka Violetta.-Jezu co się stało, wyglądasz jak byś zobaczyła trupa.
Stałam w bezruchu nie mogąc wydusić ani jednego słowa. 
-Rose żyjesz?-krzyknęła prosto w moja twarz.
-Tak-otrząsnęłam się-żyje. Chodźmy do góry, opowiem ci o wczoraj. Chwyciłam Violett za rękę i pociągnęłam do domu jak najszybciej mogłam.
A co jeśli James mnie obserwuje? Czy ja w nocy dzisiaj zasnę,pewnie nie sadzać po tym jak bije mi serce w tym momencie. Zamknęłam drzwi na klucz i poszłyśmy do mojego pokoju.
-Rose opowiadaj co się stało,gdzie byłaś w nocy!
Chwilkę się zamyśliłam czy powiedzieć jej wszystko, ale zaczęłam.
-A wiec około godziny 2 w nocy,nie pamiętam dokładnie, usłyszałam krzyk z dworu. Chciałam sprawdzić co się dzieje i wyszłam na dwór. Ale na dworze ktoś sprawił ze straciłam przytomność. Potem pamiętam tylko ze obudziłam się zamknięta w aucie. 
-O Jezu Rose!-krzyknęła i dalej słuchała mojej historii.
-Potem gdy wstałam nie byłam w obcym aucie, ale w sypialni pewnego chłopaka. Myślałam ze to on mnie wtedy wrzucił do tego auta i sądziłam tez że chce mnie zgwałcić ale się myliłam. Na szczęście.
-I co było dalej?
-Dalej?-zamyśliłam się-dalej poznałam Justina.
Gdy powiedziałam to zdanie to poczułam w brzuchu motyle.
-Justina?-zapytała z radością
-Tak, to on własnie uratował mnie od Jamesa.
To jest cudowne. To uczucie że jest się uratowanym przez chłopaka, obcego chłopaka. Ale zastanawia mnie jedno, co Justin robił tam wtedy w nocy? Muszę z nim porozmawiać.
Chcę wiedzieć co go łączy z Jamesem. 
-Muszę go poznać i podziękować z całego serca.-przytuliła mnie z całej siły.-Rose kamień spadł mi z serca jak zadzwoniłaś, nie wiem co bym sobie zrobiła jak coś by ci się stało.
Ale mam złą wiadomość. Jak byłam dzisiaj w szkole to Selena i jej przyjaciółeczka Ashley podeszły do mnie i drwiły ze mnie że chodzę smutna. Ale to chyba normalne że byłam smutna, bo ciebie nie było i nie wiedziałam czy żyjesz i gdzie jesteś. Ale tak się cieszę że wróciłaś cała i zdrowa. 
Nie rozumiem. ,,zaginęłam" a Ashl i Sel były zadowolone. Jakie to jest przykre i fałszywe. Ale tacy są ludzie. One nie patrzyły na to czy coś mi się stanie, bo mogło mi się stać, ale one miały z tego satysfakcję, z tego że mnie nie ma w szkole. I jeszcze do tego wszystkiego dokuczały Violett. To smutne, ta chciwość w ludziach.
-Nie przejmuj się nimi, próbuj się nie przejmować. 
-Starałam się, ale Selena powiedziała że to hmm zacytuje ci-powiedziała ze smutkiem i spojrzała na mnie-,,Oh najpierw jej rodzice a teraz ona, no w końcu ktoś próbuje mnie uszczęśliwić"
Przecież moi rodzice umarli-pomyślałam a w oczach próbowałam trzymać łzy które prawie spływały po policzkach.- To tak jakby chciała mojej śmierci. Nie mogę uwierzyć. A co jeśli ona zaplanowała
to porwanie? Nieee nie mogła by. Moje życie pomału zamienia się w koszmar.
-Violett muszę napisać do Justina. Muszę z nim porozmawiać o pewnej sprawie.
Nagle mój telefon wydał dźwięk SMS-a. 
,,No hej Rose, czy nie zapomniałem czegoś od Ciebie? ;) Jeżeli tak to proszę cię słonko żebyś mi to przyniosła dzisiaj o 20 do parku."
Gdy przeczytałam SMS to uśmiechałam się sama do siebie.
-No odpisz mu-krzyknęła Viola jak by dokładnie wiedziała że Justin napisał.
,,Dobrze to przyjdę."



Rozdział 6 myślę że udany, a wy jak sądzicie? Liczę na miłe komentarze. Chcę podziękować za to że głosujecie. Przynajmniej wiem na czym stoję i czy ktoś to czyta. Następny rozdział pod koniec tygodnia jakoś w Weekend. 


piątek, 13 września 2013

Rozdział 5

Rose

Gdy Justin zapytał mnie czy się jeszcze spotkamy to poczułam ciepło w brzuchu. Takie miłe uczucie.
 Już chciałam odpowiedzieć że bardzo chcę się z nim zobaczyć ale ciocia wyszła z domu. 
Wypytywała się co się stało. Myślałam czy powiedzieć prawdę, czy kłamać? 
Nie chciałam mówić że wyszłam sama z domu i do tego w nocy bo zobaczyłam jakiegoś gwałciciela który chciał porwać dziwkę i ją przelecieć. Tak, uznała by że oszalałam. Więc próbowałam wymyślić inną wersję. Bardziej normalną?
-No to powiedz mi szybko Rose gdzie byłaś, kim jest ten chłopak i dlaczego wyszłaś z domu bez zapytania mnie. Mam nadzieje że u niego nie spałaś.
No ciocia wymyśliła własną historię. Ale trochę mi pomogła.
-Yyy tak,a więc ....
Długo się zastanawiałam czy powiedzieć że Justin jest moim ,,chłopakiem". Nie chciałam go mieszać w tą sprawę ale w tej sekundzie naprawdę nie miałam innego pomysłu.
-Rose chce powiedzieć że się spotykamy.
-Co?-powiedziałam strasznie zdziwiona i szybko na niego spojrzałam.
Kathren na nas spojrzała i lekko się uśmiechnęła. Uśmiechnęła się bo mam chłopaka, to dziwne.
-Rose a dlaczego ja nie wiem o tym że masz chłopaka?-zapytała.
Sama o tym nie wiedziałam. Życie zaskakuje nas ciągle.
-Spotykamy się od niedawna. Przepraszam że Rose wczoraj uciekła, ale miałem duży problem i chciała mi pomóc, ale bała się że ją pani nie puści.
Justin kłamał żeby mnie obronić, to było słodkie.
-Tak właśnie było.-krzyknęłam ale chyba w moim głosie było trochę słychać że kłamię.
-Niech będzie-powiedziała ciocia z niedowierzaniem-Rose, chodź na obiad.
Czułam się dziwnie, nigdy jej nie okłamałam. Zawsze mówiłyśmy sobie wszystko, a teraz ciężko będzie mi ukrywać to wszystko co się stało.
-No to jesteś moją dziewczyną tak?-zapytał Justin bardzo uśmiechając się w moją stronę.
-Chciał byś, pójdę już bo muszę zadzwonić do przyjaciółki. W komórce zapisałam ci mój numer.-odeszłam szczęśliwa.
-Kiedy mi go zapisałaś?-zapytał zdziwiony.
-Podczas drogi do domu, jak bawiłam się twoim telefonem.
Jego mina była śmieszna gdy powiedziałam to zdanie. Uśmiechnął się, wsiadł do auta i odjechał.
Dzisiejszy dzień był zdecydowanie inny od pozostałych.Stałam tam w bezruchu i marzłam na dworze.
Zastanawiałam się czy dzisiaj zadzwoni lub napiszę. Nagle przypomniało mi się że dał mi swoją kurtkę. Uśmiechnęłam się do samej siebie i weszłam do domu a tam czekała na mnie ciocia z Pizzą na obiad. Akurat musiała dzisiaj zamówić pizze , co za zbieg okoliczności.
-Więc Rose opowiadaj, jak ma na imię?-spytała zaciekawiona
-Ale kto?
-No twój chłopak kochanie. Opowiadaj jak się poznaliście.- spojrzała na mnie.
-Ciociu muszę zadzwonić do Violett bo ona nie wie co się teraz ze mną dzieje.
Szybko wstałam, wzięłam kawałek pizzy i pobiegłam schodami na górę nie odwracając się w stronę Kathren.
-Rose a dlaczego nie oddałaś mu kurtki? Pewnie teraz marznie w tym aucie.-krzyknęła ciocia.
-Już na sto procent zamarzł na sopel lodu Kath.-powiedziałam donośnym głosem wchodząc po schodach na górę. Ale jestem samolubna powinnam mu ją oddać. Może napisze do niego że zapomniał kurtki. Co ja gadam on jej przecież nie zapomniał, on chciał żebym nie zmarzła.
Nikt wcześniej się tak do mnie nie zachowywał jak Justin. Uratował mnie, zamówił pizze żebym nie była głodna, zrobił herbatę i jeszcze to że podwiózł mnie do domu. Jak Violett się o tym wszystkim dowie to ciekawe co powie na jego temat? Pewnie jej pierwsze pytanie zabrzmi 
,,A słodki,ładny,przystojny,uroczy,seksowny,umięśniony?"
Cała Viola, ale i tak ją kocham. Wzięłam komórkę i szybko wybrałam jej numer.
*
*
*
-Violet, hej...
-Rose co się stało? Boże jak się martwiłam, czy ktoś cię porwał? Dlaczego nie oddzwaniałaś! Dzwoniłam z milion razy na twój domowy bo komórka była wyłączona lub rozładowana.
-Jestem już w domu, chciałabym z tobą porozmawiać.
-Czy ja słyszę szczęście w twoim głosie? Jak możesz być szczęśliwa jak wywieźli cię na całą noc, pewnie porwali, Jezu spać w nocy nie mogłam. Ale przecież...
-Viola! Uspokój się, nikt mnie nie porwał. To znaczy y nie doszło do porwania.-uśmiechnęłam się myśląc o Justinie
-A miało dojść?! Za 5 minut u ciebie jestem i wszystko mi opowiesz. Strasznie się martwiłam.
-Nic się mi nie stało. Naprawdę. No prawię, ale opowiem ci wszystko jak przyjedziesz.
*
*
*


Proszę 5 rozdział ;) Z góry mówię że te pierwsze rozdziały będą trochę krótkie ale Dopiero Się Rozkręcam. Dziękuję za 4 komentarze pod ostatnim wpisem, bardzo mnie zmotywowały. Myślę że kolejny ukaże się we wtorek lub środę. Dziękuję że czytasz .

poniedziałek, 9 września 2013

Rozdział 4


Justin

-Rose , nie jest ci trochę zimno bo cała się trzęsiesz ?
-No może trochę.
Był grudzień, początek zimy. Na dworze było chyba z pól metra śniegu a Rose miała na sobie tylko swoją piżamę.
-Proszę weź moją kurtkę bo zamarzniesz.
-Justin przestań będzie ci zimno.
-Rose, dalej ubieraj tą kurtkę. Będę tu stał do puki jej nie założysz.-powiedziałem śmiejąc się
-Okej, niech ci będzie.
Wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy w stronę jej domu. Praktycznie przez całą drogę siedzieliśmy w ciszy. Rose tylko oglądała widoki za szybą i bawiła się moim telefonem. W radiu leciała jakaś świąteczna piosenka.
-Justin możesz trochę pod głosić?-zapytała Rose
Gdy pod głosiłem to zaczęła głośno śpiewać.

It’s the most beautiful time of the year,
Lights fill the streets spreading so much cheer,
I should be playing in the winter snow,
But I'mma be under the mistletoe.

-Rose, bardzo ładnie śpiewasz.-powiedziałem a w moim głosie było słychać śmiech.
-Przestań, to teraz ty zaśpiewaj.

I don’t wanna miss out on the holiday,
But I can’t stop staring at your face,
I should be playing in the winter snow,
But I’mma be under the mistletoe.

-Masz wielki talent. Justin nie wiedziałam że śpiewasz.-powiedziała zdziwiona.
-To już wiesz, lubię śpiewać to tak jakby moje hobby. Zawsze wieczorem biorę gitarę i śpiewam.
-Ja też lubię i to nawet bardzo. Kiedyś miałam takie marzenie żeby zagrać swój własny koncert. Ale to takie dziecinne marzenie,nie do spełnienia.
-A może twoje marzenie się właśnie spełni wtedy gdy się nie będziesz tego spodziewać? Wiesz Rose, wszystko jest możliwe. Po prostu uwierz.
-Ta, na pewno się spełni.
Rose strasznie się śmiała mówiąc to zdanie. Tak jak by nie wierzyła w to że marzenia naprawdę się spełniają.
-Justin, a znasz tłumaczenie tej piosenki?
-Nie bardzo, a ty znasz?-powiedziałem zaciekawiony
-Tak , to znaczy wiem że jest tam coś o całowaniu się pod jemiołą.
-,,Pocałuj mnie pod jemiołą. Pokaż kochanie,jak mnie bardzo kochasz".-powiedziałem głośno
-Tak dokładnie to jest refren.-zarumieniła się 
Przejechaliśmy jeszcze parę domów i nagle byliśmy koło domu Rose.
-No jesteśmy.
-Dziękuję ci że mi pomogłeś wczoraj, i dziękuję za podwiezienie do domu.-powiedziała wychodząc z auta.
-Rose,zaczekaj.
Wyszłem z auta i złapałem ją za rękę. Trochę się zdziwiła.
-Kiedy się jeszcze spotkamy?
-Nie wiem, a chcesz się spotkać?-zapytała zdziwiona
-Obiecałaś mi że jak cie zawiozę do domu to jeszcze się spotkamy.
-No tak ...
Nagle ktoś wyszedł z domu.
-Rose, kochanie gdzie ty byłaś, co się stało? Zadzwoniłam po policję żeby cię szukali-krzyknęła Kathren i mocno ją przytuliła.
-Ja... 


A więc dodaje rozdział o dzień wcześniej. Przypominam że komentarze bardzo mnie motywują, ale jest ich niestety troszkę mało. Myślę że kolejny wpis pojawi się pod koniec tygodnia. Nie będzie co wtorek bo uważam że tydzień to za duży odstęp czasu.  

wtorek, 3 września 2013

Rozdział 3

Rose

Obudziło mnie słońce za oknem. Gdy otworzyłam oczy znajdowałam się w dość dużym pomieszczeniu wyglądającym na klasyczną męską sypialnie.
Skąd wiem że męską? Bo ściany były czarne i takie ponure. 
Byłam przestraszona co robię w obcym łóżku. Cieszył mnie jednak fakt że
byłam ubrana i nic mnie nie bolało , no może poza głową. Zauważyłam że sypialnia połączona była z łazienką, więc poszłam zobaczyć do lustra czy nie mam żadnych ran na twarzy. Niby wszystko było w porządku, żadnej krwi ale widziałam w moich włosach wielkiego siniaka. No to wiem skąd ten ból głowy.
Próbowałam sobie przypomnieć co się wczoraj stało, ale nie mogłam. Nie wiedziałam co robić, byłam w jakimś obcym domu. Strasznie się bałam. Szybko sprawdziłam czy nie jestem tu zamknięta, ale na szczęście drzwi były otwarte. Przeszłam przez długi
korytarz i znalazłam się w kuchni.
 Nagle zauważyłam jakiegoś chłopaka, wyglądał groźnie, był bez koszulki a całą lewą rękę miał w tatuażach.Powoli odsuwałam się do tyłu, ale chyba mnie usłyszał bo się odwrócił. Nie mogłam już uciec.
Naturalnie i spokojniesię ze mną przywitał ale ja tylko pytałam co się stało i jak się tu znalazłam. Na początku myślałam że to on mnie porwał, ale na szczęście się myliłam. Miał na imię Justin i był chyba jednym z najprzystojniejszych osób jakie kiedy kol wiek widziałam. Zaproponował mi pizze, to było bardzo miłe z jego strony.
Trochę pogadaliśmy, wyjaśnił mi że porwał mnie James, ale gdy tylko zapytałam kim on jest to szybko zmienił temat. Gdy jedliśmy to cały czas 
na niego zerkałam, a on na mnie. Bardzo słodko jadł pizze.
-Taka niezręczna cisza, morze włączę Tv ?
-Okej
Akurat leciały wiadomości a w nich:
UWAGA UWAGA WCZORAJSZEJ NOCY ZAGINĘŁA DZIEWCZYNA  ROSE REED, JEŻELI KTOŚ JĄ WIDZIAŁ TO SZYBKO PROSIMY O KONTAKT
Szybko spojrzałam na Tv i na moje zdjęcie na ekranie. Zupełnie zapomniałam że ciocia nie wie gdzie jestem i co się teraz ze mną dzieje.
-Justin ja muszę wracać do domu-pokazałam palcem na telewizor.
-Ale Rose najpierw dokończ pizze - powiedział to ze spokojem jak by nic się nie stało.
-Justin ale moja ciocia mnie szuka, proszę ja muszę wracać. Czy jesteśmy daleko od mojego domu ? Zapomniałam że nie mam pieniędzy na taksówkę.
-Rose uspokój się i proszę nie rozśmieszaj mnie, zawiozę cię do domu ale pod jednym warunkiem.
-Jakim warunkiem?
-Obiecaj że jeszcze się spotkamy
-Obiecuje , dalej jedźmy! - powiedziałam szybko
- Rose , nie. Patrz mi w oczy i powiedz że obiecujesz.
Justin złapał mnie za biodra i przytrzymał moją twarz tak bym mogła spojrzeć w jego oczy. Czułam jak policzki mi się rumienią na różowo.  A to jest u mnie rzadkość. 
-Justin obiecuje ci że jeszcze się spotkamy.-powiedziałam mu to prosto w jego piękne brązowe oczy.
-No to Rose, ubieraj buty i jedziemy.-powiedział uśmiechnięty.

Chcę podziękować za to że głosujecie <3 Ale niestety jestem troche rozczarowana ponieważ pod ostatnim postem nie było ANI JEDNEGO komentarza
Chcę tylko jeszcze dodać że rozdziały będą pojawiać się co tydzień a dokładniej co WTOREK.
Dziękuję że czytasz ;* <3