czwartek, 19 grudnia 2013

Rozdział 19

Justin

Stałem pod domem Rose. Nie wiedziałem co ją tak przestraszyło że napisała do mnie w środku nocy. Mam nadzieję że to nic poważnego.
-Rose jesteś?-zapukałem do drzwi-słyszysz?
Niestety nikt mi nie odpowiedział. Dotknąłem klamki, drzwi były otwarte. To zły znak. Szybko wróciłem do auta by wziąć swoją broń w razie czego. Schowałem ją w tylnej kieszeni spodni i powoli wszedłem do domu. W łazience nie zastałem nikogo , tak samo jak w kuchni i na piętrze. Nagle odwróciłem się a w salonie leżała Rose. Zapiąłem zamek w tylnej kieszeni żeby pistolet nie upadł na podłogę przy Rose. Lepiej żeby nie wiedziała że mam broń, na razie.
-Kochanie? Miałaś na mnie czekać a nie spać-zaśmiałem się.
Nie odpowiedziała tylko leżała sina i zmarznięta. Jej koc zleciał na ziemię więc podniosłem go i okryłem jej ciało.
-Księżniczko-pocałowałem ją w czoło-wstawaj.
-Justin, jestem w niebie? Przecież ty nie żyjesz.-powiedziała dysząc.
-Jestem tu, dotykam cię, żyję!
Jak mogła pomyśleć że umarłem. Czy ktoś jej czegoś nagadał. A może to mój brat? Może był tu w nocy i powiedział jej ze mnie zabił. Ale niby po co? Nagle Rose się we mnie wtuliła.
-Kochanie, co się stało?
Odpowiedziała coś szeptem a potem dodała że mam ją nigdy nie puszczać. Cała się trzęsła. 
-Jesteś bezpieczna, nie bój się.
-Ale..w nocy nie byłam bezpieczna. Dlaczego mnie zostawiłeś?
-Musiałem.
Niestety miałem parę spraw do załatwienia. 
-On tu był.
ON. Od razu zrozumiałem o kim mówiła. Miałem rację. 
-Co ci nagadał-złapałem ją za ramiona-powiedz skarbie.
Próbowała powstrzymać łzy.
-Nie płacz, jestem tu, będę zawszę i nigdy cię już nie zostawię. Widzę że coś się stało i wiem że będzie ci ciężko powiedzieć mi co się tu na prawdę wydarzyło, ale błagam powiedz. Powiedz mi wszystko. Po co ty był, dlaczego, czy ci groził czy rozmawiałaś z nim? A tak w ogóle to kto mu otworzył drzwi! Nie wiesz ze masz go nie wpuszczać, on chcę ci zrobić krzywdę. O i jeszcze jedno-odetchnąłem-dlaczego...dlaczego myślałaś że umarłem?
Wsłuchała się w każde zdanie które jej powiedziałem. Na szczęście już się uspokoiła i przestała się trząść ze strachu.
-Miałam, to tylko sen. Od jakiegoś czasu śnią mi się dziwne, niespotykane rzeczy. Jeden sen, koszmar był o tym że ktoś mnie porwał i zamkną w jakimś wielkim pomieszczeniu, a dzisiejszy był o twojej śmierci. Strasznie się boję.
-To tylko sny-lekko się uśmiechnąłem.
-Ale są tak realistyczne. A jeszcze ta sprawa z Jamesem.. A więc tak był tu w nocy. Zostawił mi telefon na szafce nocnej gdy spałam. Ale nie dotknął mnie, raczej. Wszedł przez moje okno.
-Miałaś otwarte okno na noc?-zdziwiłem się.
-Justin, mieszkam na piętrze. Nie wiedziałam że takie coś może się zdarzyć.
-Już się nie zdarzy bo chyba zaraz go zabiję.
Jej oczy nagle stały się ogromne a usta się otworzyły.
-Justin, że co?
Odsunęła się ode mnie ale przeszkodziła jej szafka dzieląca kuchnię z salonem.
-Nie no żartuję.
Nie, nie żartuję. Od razu pomyślałem o pistolecie w moich spodniach. Jeżeli bym go dzisiaj zobaczył to nie wiem czy bym się powstrzymał. Emocję wzięły by nade mną górę.
-Nie możesz, nie możesz-złapała większy oddech-zabić.
Zabić? A co, niby dlaczego nie?-pomyślałem do siebie.
-O to się nie martw.
Powoli do niej podszedłem i się w nią wtuliłem. Odwzajemniła to.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz