czwartek, 7 listopada 2013

Rozdział 15

Justin

-Masz ładny dom. Taki przytulny.
-Chciałeś powiedzieć ,,taki mały"
Oglądałem po kolei każdy pokój, byłem ciekawy jej trybu życia, tego jak mieszka i co codziennie robi.
Na początek Rose zaprowadziła mnie do kuchni. Kuchnia była dość mała z porównaniem do salonu który był dwa razy większy.
-To rozumiem że tu gotujesz i pieczesz.-zaśmiałem się
-A coś w tym śmiesznego? Nie, ja nie gotuje.
-Dlaczego?
-Bo nie umiem. Zawsze jak robię jakieś placki czy babeczki to albo je spalam, albo wychodzą takie gorzkie że nie da się ich zjeść.A o gotowaniu już nie wspomnę.
Nic nie odpowiedziałem, ale Rose chyba zauważyła mój pełny uśmiech na twarzy.
Następnym pokojem był salon. Bardzo różnił się od mojego. W tym ściany były kolorowe i krzykliwe, a u mnie wszystko było spokojniejsze.
Nie gustowałem w wielkich wzorach i w takiej kolorystyce.
-Widzę twoją minę, nie podoba ci się. Ale rozumiem, mi też nie. Jak się wyprowadzę to będę miała cały dom zrobiony po swojemu.
Rose zaczęła krążyć po pokoju i marzyć.
-Po swojemu czyli?-byłem ciekawy
-No wiesz... Hm, tak nowocześniej. 
-Tak jak ja?-uśmiechnąłem się znów.
-Tak mniej więcej. No dokładnie więcej.-zarumieniła się.
-Zapraszam, mam wolne łóżko. 
-Justin, przestań.-powiedziała szturchając mnie w ramię.
Kochałem jak jej policzki nabierały odcień różu. To było takie urocze. 
-Justin?
-Hm?
-Jak to się stało że ludzie sądzą że zgwałciłeś tamtą dziewczynę?-zapytała skrępowana.
Nie wiedziałem czy mogłem jej wszystko powiedzieć. Moja twarz od razu spoważniała.
-Czy-zachwiałem się-czy możemy porozmawiać o tym kiedyś, ale nie dziś?
-Dobrze.-powiedziała zirytowanym tonem.
Oczywiste jest to że chciałem jej powiedzieć, ale jeszcze nie byłem gotowy. Myślę że Rose domyśla się jak wyglądało może życie przed naszym spotkaniem, ale nie wie wszystkiego.
W sumie wie tylko tyle że byłem w gangu własnego brata i że zabawiałem się z dziwkami za kasę. Nigdy nie wspominałem jej o gwałcie, nie mogłem ponieważ to co się stało było związane z bratem jej przyjaciółki.
Gdy by się teraz dowiedziała co się wtedy wydarzyło, to znienawidziła by mnie, no i Jacoba. Z tym drugim nie miał bym problemu, bo ten dzieciak działa mi na nerwy tym jak na nią patrzy.

Pod koniec zaprowadziła mnie do swojego pokoju na piętrze. Pomieszczenie był w barwie fioletu połączonym z czerwienią. Uważam że było trochę za słodko, ale to damski pokój.
Na ścianie wisiały zdjęcia. Jedno bardzo przykuło moją uwagę. 
-Tak-powiedziała lekko zasmucona-to moja mama.
Stałem jeszcze przez moment wpatrując się w ścianę pełną fotografii. Na zdjęciu była matka Rose trzymającą małą dziewczynkę na kolanach. Obie były uśmiechnięte i można też powiedzieć że szczęśliwe. Obie bardzo się kochały.
Nagle Rose usiadła na łóżku i zaczęła pakować książki do torby.
-Rose, byłaś podobna do swojej matki.
-Wiem, wszyscy mi to mówią. Brakuje mi jej.
Wstała i przytuliła się do mnie. Objąłem ją swoim ramieniem i pocałowałem w czoło. Nie wiedziałem co mogłem jej powiedzieć w tej sytuacji. Nie jestem człowiekiem który wyraża wiele uczuć.
-Hm-spojrzałem na jej twarz-jest już późno a ty jeszcze jutro idziesz do szkoły, może już pójdę.
-A co z Jamesem, nie przyjdzie tu?-powiedziała wystraszonym tonem głosu.
-A mam zostać?-uśmiechnąłem się lekko.
-Jeżeli chcesz, Kath wróci później.

Nasz wieczór skończył się na tym że Rose zasnęła na moim ramieniu gdy oglądaliśmy film ,,Pamiętnik". 
Powoli przesunąłem jej głowę na poduszkę, okryłem ją kocem, wyłączyłem telewizor i wyszedłem.
-Rose już śpi?-zapytała nagle Kathreen.
-Tak, własnie zasnęła. Do widzenia.
-Justin, nie chce żeby ktoś ją skrzywdził, pamiętaj to. Jeżeli ci ufa, to powiedziała ci wszystko.
-Tak, powiedziała-przerwałem jej.
-Dobranoc.
Otwarłem drzwi, ale nagle z za moich pleców odezwał się głos.
-Uważaj na siebie, jest późno a w okolicy jest niebezpiecznie.
Nie odwróciłem się. Wyszłem a na mojej twarzy stworzył się ogromny uśmiech. 
Gdyby ona wiedziała-zadrwiłem-że to mój własny brat sprawia to Niebezpieczeństwo.

Przepraszam,przepraszam ale nie miałam czasu napisać dłuższego rozdziału. Ogólnie, nic mnie już nie motywuje do pisania kolejnych rozdziałów. Przy ostatnim nie było ani jednego komentarza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz