Justin
Stałem pod domem Rose. Nie wiedziałem co ją tak przestraszyło że napisała do mnie w środku nocy. Mam nadzieję że to nic poważnego.
-Rose jesteś?-zapukałem do drzwi-słyszysz?
Niestety nikt mi nie odpowiedział. Dotknąłem klamki, drzwi były otwarte. To zły znak. Szybko wróciłem do auta by wziąć swoją broń w razie czego. Schowałem ją w tylnej kieszeni spodni i powoli wszedłem do domu. W łazience nie zastałem nikogo , tak samo jak w kuchni i na piętrze. Nagle odwróciłem się a w salonie leżała Rose. Zapiąłem zamek w tylnej kieszeni żeby pistolet nie upadł na podłogę przy Rose. Lepiej żeby nie wiedziała że mam broń, na razie.
-Kochanie? Miałaś na mnie czekać a nie spać-zaśmiałem się.
Nie odpowiedziała tylko leżała sina i zmarznięta. Jej koc zleciał na ziemię więc podniosłem go i okryłem jej ciało.
-Księżniczko-pocałowałem ją w czoło-wstawaj.
-Justin, jestem w niebie? Przecież ty nie żyjesz.-powiedziała dysząc.
-Jestem tu, dotykam cię, żyję!
Jak mogła pomyśleć że umarłem. Czy ktoś jej czegoś nagadał. A może to mój brat? Może był tu w nocy i powiedział jej ze mnie zabił. Ale niby po co? Nagle Rose się we mnie wtuliła.
-Kochanie, co się stało?
Odpowiedziała coś szeptem a potem dodała że mam ją nigdy nie puszczać. Cała się trzęsła.
-Jesteś bezpieczna, nie bój się.
-Ale..w nocy nie byłam bezpieczna. Dlaczego mnie zostawiłeś?
-Musiałem.
Niestety miałem parę spraw do załatwienia.
-On tu był.
ON. Od razu zrozumiałem o kim mówiła. Miałem rację.
-Co ci nagadał-złapałem ją za ramiona-powiedz skarbie.
Próbowała powstrzymać łzy.
-Nie płacz, jestem tu, będę zawszę i nigdy cię już nie zostawię. Widzę że coś się stało i wiem że będzie ci ciężko powiedzieć mi co się tu na prawdę wydarzyło, ale błagam powiedz. Powiedz mi wszystko. Po co ty był, dlaczego, czy ci groził czy rozmawiałaś z nim? A tak w ogóle to kto mu otworzył drzwi! Nie wiesz ze masz go nie wpuszczać, on chcę ci zrobić krzywdę. O i jeszcze jedno-odetchnąłem-dlaczego...dlaczego myślałaś że umarłem?
Wsłuchała się w każde zdanie które jej powiedziałem. Na szczęście już się uspokoiła i przestała się trząść ze strachu.
-Miałam, to tylko sen. Od jakiegoś czasu śnią mi się dziwne, niespotykane rzeczy. Jeden sen, koszmar był o tym że ktoś mnie porwał i zamkną w jakimś wielkim pomieszczeniu, a dzisiejszy był o twojej śmierci. Strasznie się boję.
-To tylko sny-lekko się uśmiechnąłem.
-Ale są tak realistyczne. A jeszcze ta sprawa z Jamesem.. A więc tak był tu w nocy. Zostawił mi telefon na szafce nocnej gdy spałam. Ale nie dotknął mnie, raczej. Wszedł przez moje okno.
-Miałaś otwarte okno na noc?-zdziwiłem się.
-Justin, mieszkam na piętrze. Nie wiedziałam że takie coś może się zdarzyć.
-Już się nie zdarzy bo chyba zaraz go zabiję.
Jej oczy nagle stały się ogromne a usta się otworzyły.
-Justin, że co?
Odsunęła się ode mnie ale przeszkodziła jej szafka dzieląca kuchnię z salonem.
-Nie no żartuję.
Nie, nie żartuję. Od razu pomyślałem o pistolecie w moich spodniach. Jeżeli bym go dzisiaj zobaczył to nie wiem czy bym się powstrzymał. Emocję wzięły by nade mną górę.
-Nie możesz, nie możesz-złapała większy oddech-zabić.
Zabić? A co, niby dlaczego nie?-pomyślałem do siebie.
-O to się nie martw.
Powoli do niej podszedłem i się w nią wtuliłem. Odwzajemniła to.
czwartek, 19 grudnia 2013
sobota, 7 grudnia 2013
Rozdział 18
Rose
To czekanie mnie wykańczało. Każda sekunda przemijała jak minuta, a minuta jak godzina. Dochodziła godzina 7:00 ciocia wyszła właśnie do pracy. Zostałam sama w domu. Bałam się chociaż nie powinnam bo byłam tu bezpieczna. Sprawdziłam kolejny raz czy wszystkie okna są pozamykane. Weszłam do mojego pokoju i zasłoniłam rolety na zewnątrz okna. Potem zeszłam na dół zobaczyć czy Justin nie podjechał na podjazd. Ale niestety nie było go. Nie umiałam stać na korytarzu bez celu więc zrobiłam dwie takie rundki po całym domu. Podeszłam do drzwi i nadal go nie było.
-Rose uspokój się-mówiłam do siebie-Justin zaraz tu będzie.
Mówienie do samej siebie nic nie dawało. Może ktoś go zatrzymał, może musiał załatwić jakąś ważną sprawę? Co ja gadam, spóźnia się już 3 godziny. Powoli zaczynam się martwić. Nie zauważyłam kiedy z moich oczu zaczęły płynąć łzy. Rose ty bekso, przestań. Nie mogę. Łzy wypływały bez mojej woli. Ale czasem są takie dni że po prostu w pewnym momencie nie da się, muszę się kurwa rozpłakać. Mijały kolejne minuty. Moje oczy były wbite w telefon. Nie zadzwonił, nie napisał SMS-a. Nic.
Poczułam senność więc zamiast sterczeć na korytarzu weszłam do salonu. Wyjęłam niewielki koc i poduszkę z szafki obok i zasnęłam.
Śniło mi się to samo pomieszczenie co dzisiaj w nocy. Brudne ściany, pomazane farbą i krwią, tak to chyba była krew, na suficie pajęczyny od pająków a w niektórych oknach powybijane szyby. Smród można było wyczuć na odległość. Ale jedna rzecz się zmieniła, w pokoju, jeżeli można nazwać to pokojem bo wyglądało na jakiś opuszczony magazyn, w pokoju znajdowała się postać. Stała po drugiej stronie pomieszczenia nie ruszając się. Wyglądała bardzo znajomo.
-Słyszysz mnie, halo?
Ale słyszałam tylko echo.
-Przepraszam, co tu robisz?-powiedziałam drżącym głosem.
Osoba nie odezwała się. Próbowałam podejść odrobinę bliżej by zobaczyć twarz i to był niestety mój błąd.
Osoba nie odzywała się bo była zabita. A dokładniej miała nóż wbity w samo serce. Gdy GO zobaczyłam moje serce stanęło.
-Błagam cię... To tylko sen... Słyszysz mnie?
Nie widziałam nic przez taką ilość łez, musiałam usiąść na zmarzniętej podłodze bo nie mogłam ustać.
-Justin-wydukałam-ss...słyszysz mnie?
-Uuciekaj.
-O Jezu, słyszysz mnie. Słyszysz mój głos. Nie zostawiaj mnie! Justin nie zostawiaj.
Nie odpowiedział. Wywalił się na ziemię i wykrwawił na śmierć. Nie mogłam się ruszyć i nie mogłam oddychać. Nagle ktoś złapał mnie od tyłu z całej siły. Nie widziałam twarzy ale sądząc po budowie ciała była to kobieta. Gdybym nie była w tak złym stanie psychicznym co w tym momencie, dałabym rade jej uciec i uwolnić się z uścisku ale teraz nie mogłam nic zrobić. Nie mogłam nawet ruszyć ręką. Strach mnie sparaliżował. Zamknęłam tylko oczy, byłam gotowa na śmierć, wiedziałam że to mnie właśnie czeka.
-Rose?
Usłyszałam głos.
-Rose? Boże co się dzieję? Rose!
-Justin-mówiłam plącząc- jestem w niebie? Przecież nie żyjesz.
-Rose, jestem tu, dotykam cię, ŻYJĘ!
-Nie, przecież-otworzyłam oczy- ty...ty żyjesz? O matko Justin żyjesz.
Wtuliłam się w niego z całych moich sił.
-Kochanie, co się stało? Jesteś taka sina, taka zmarznięta. Księżniczko...
-Nie wiem od czego zacząć, a już wiem. Pod żadnym pozorem nie puszczaj mnie, błagam. O nic więcej nie proszę.
Otarł moje łzy i ponownie przytulił.
-Nigdy cię nie puszczę. Proszę nie bój się, jestem tu. Jesteś już bezpieczna.
-Jestem bezpieczna dopiero teraz. Ale w nocy nie byłam. Dlaczego mnie zostawiłeś?
-Musiałem...
-On tu był.-przerwałam mu-Twój brat tu był.
Zapraszam do czytania i komentowania. Chcę oznajmić że powoli kończę to opowiadanie. Nie mam czytelników więc nie mam po co pisać.
To czekanie mnie wykańczało. Każda sekunda przemijała jak minuta, a minuta jak godzina. Dochodziła godzina 7:00 ciocia wyszła właśnie do pracy. Zostałam sama w domu. Bałam się chociaż nie powinnam bo byłam tu bezpieczna. Sprawdziłam kolejny raz czy wszystkie okna są pozamykane. Weszłam do mojego pokoju i zasłoniłam rolety na zewnątrz okna. Potem zeszłam na dół zobaczyć czy Justin nie podjechał na podjazd. Ale niestety nie było go. Nie umiałam stać na korytarzu bez celu więc zrobiłam dwie takie rundki po całym domu. Podeszłam do drzwi i nadal go nie było.
-Rose uspokój się-mówiłam do siebie-Justin zaraz tu będzie.
Mówienie do samej siebie nic nie dawało. Może ktoś go zatrzymał, może musiał załatwić jakąś ważną sprawę? Co ja gadam, spóźnia się już 3 godziny. Powoli zaczynam się martwić. Nie zauważyłam kiedy z moich oczu zaczęły płynąć łzy. Rose ty bekso, przestań. Nie mogę. Łzy wypływały bez mojej woli. Ale czasem są takie dni że po prostu w pewnym momencie nie da się, muszę się kurwa rozpłakać. Mijały kolejne minuty. Moje oczy były wbite w telefon. Nie zadzwonił, nie napisał SMS-a. Nic.
Poczułam senność więc zamiast sterczeć na korytarzu weszłam do salonu. Wyjęłam niewielki koc i poduszkę z szafki obok i zasnęłam.
Śniło mi się to samo pomieszczenie co dzisiaj w nocy. Brudne ściany, pomazane farbą i krwią, tak to chyba była krew, na suficie pajęczyny od pająków a w niektórych oknach powybijane szyby. Smród można było wyczuć na odległość. Ale jedna rzecz się zmieniła, w pokoju, jeżeli można nazwać to pokojem bo wyglądało na jakiś opuszczony magazyn, w pokoju znajdowała się postać. Stała po drugiej stronie pomieszczenia nie ruszając się. Wyglądała bardzo znajomo.
-Słyszysz mnie, halo?
Ale słyszałam tylko echo.
-Przepraszam, co tu robisz?-powiedziałam drżącym głosem.
Osoba nie odezwała się. Próbowałam podejść odrobinę bliżej by zobaczyć twarz i to był niestety mój błąd.
Osoba nie odzywała się bo była zabita. A dokładniej miała nóż wbity w samo serce. Gdy GO zobaczyłam moje serce stanęło.
-Błagam cię... To tylko sen... Słyszysz mnie?
Nie widziałam nic przez taką ilość łez, musiałam usiąść na zmarzniętej podłodze bo nie mogłam ustać.
-Justin-wydukałam-ss...słyszysz mnie?
-Uuciekaj.
-O Jezu, słyszysz mnie. Słyszysz mój głos. Nie zostawiaj mnie! Justin nie zostawiaj.
Nie odpowiedział. Wywalił się na ziemię i wykrwawił na śmierć. Nie mogłam się ruszyć i nie mogłam oddychać. Nagle ktoś złapał mnie od tyłu z całej siły. Nie widziałam twarzy ale sądząc po budowie ciała była to kobieta. Gdybym nie była w tak złym stanie psychicznym co w tym momencie, dałabym rade jej uciec i uwolnić się z uścisku ale teraz nie mogłam nic zrobić. Nie mogłam nawet ruszyć ręką. Strach mnie sparaliżował. Zamknęłam tylko oczy, byłam gotowa na śmierć, wiedziałam że to mnie właśnie czeka.
-Rose?
Usłyszałam głos.
-Rose? Boże co się dzieję? Rose!
-Justin-mówiłam plącząc- jestem w niebie? Przecież nie żyjesz.
-Rose, jestem tu, dotykam cię, ŻYJĘ!
-Nie, przecież-otworzyłam oczy- ty...ty żyjesz? O matko Justin żyjesz.
Wtuliłam się w niego z całych moich sił.
-Kochanie, co się stało? Jesteś taka sina, taka zmarznięta. Księżniczko...
-Nie wiem od czego zacząć, a już wiem. Pod żadnym pozorem nie puszczaj mnie, błagam. O nic więcej nie proszę.
Otarł moje łzy i ponownie przytulił.
-Nigdy cię nie puszczę. Proszę nie bój się, jestem tu. Jesteś już bezpieczna.
-Jestem bezpieczna dopiero teraz. Ale w nocy nie byłam. Dlaczego mnie zostawiłeś?
-Musiałem...
-On tu był.-przerwałam mu-Twój brat tu był.
Zapraszam do czytania i komentowania. Chcę oznajmić że powoli kończę to opowiadanie. Nie mam czytelników więc nie mam po co pisać.
wtorek, 3 grudnia 2013
Rozdział 17
Justin
Gdy wyszedłem z domu Rose na dworze było już widno.
-No cześć.
Odwróciłem się a za mną stała dziewczyna. Miała ciemne, brązowe włosy, duże piwne oczy, była dość niska i wyglądała na góra 18 lat.
-Czego chcesz słonko?-spytałem nawet na nią nie patrząc.
-Co tu robisz?
W jej ogromnych źrenicach odbijało się wschodzące słońce. Ledwo utrzymywała się na własnych nogach. Zauważyłem od razu że była opita i że brała narkotyki lub jakieś prochy.
-Nie mam czasu. Powiedziałem obojętnym tonem.
Odepchnąłem ją i poszedłem dalej.
-Ej, zaczekaj-złapała mnie za ramię-co robiłeś u tej dziwki-wskazała na dom Rose.
Gdy usłyszałem słowo ,,dziwka" z jej ust, złapałem ją za nadgarstki i mocno przybiłem do maski auta.
-Dziwki!-krzyknąłem-spójrz na siebie.
Widziałem strach w jej ogromnych oczach więc postanowiłem się uspokoić. Zacząłem głośno oddychać. Ona też próbowała ustatkować swój oddech.
-Jezu, uspokój się nic ci nie zrobię.
-Wiem to-spojrzała na mnie z dołu-wcale się nie boję. Sądzę że jesteś cholernie seksowny, a nie niebezpieczny. Jestem Selena.
-No.. Mogę powiedzieć to samo o tobie-oblizałem wargi.
-Więc na co czekasz Justin?
Zaczęła mnie obejmować i dotykać pod bluzką. Czułem jej nierówny oddech na policzku.
-Niee, nie mogę.
-Ci-zakryła mi usta palcem-zabawmy się-objęła moją twarz-nikt się nie dowie.
Czułem jak moje pragnienie wzrasta. Byłem gotowy wrzucić ją na tylne siedzenie wozu i przerznąć ją.
-Nie mogę.
-No, tak jak myślałam. Jesteście podobni.
-Jak to podobni? Z kim? A tak wo gulę to skąd znasz moje imię?
-Każdy je zna idioto, jesteś w mieście bardzo znany. Hm, jesteś też postrzegany za groźnego gwałciciela.-splotła nasze dłonie-Justin, wiesz... lubię takich.
-Sel-zadrwiłem- odwal się, jestem zajęty.
-Czy chodzi ci o Rose? Weź przestań ona cię nawet nie kocha.
Skąd ona o wszystkim wie. O mnie, o Rose i o tym że akurat w tym momencie wychodziłem z jej domu. To na pewno nie jest żaden przypadek. Musiałą nas obserwować. ,,ona cię nawet nie kocha" czy to może być prawda? Czy Sel ma rację w sprawie jej uczuć?
-Justin! Żyjesz?
Zostawiłem ją na środku chodnika, wsiadłem do auta i odjechałem bez słowa.
Selena
-Odjechał, możesz wyjść.
Zza krzaków ujawniła się postać.
-Ale to było zajebiste Sel, byłaś taka czuła. Mmm.-przytuliła mnie.
-Uspokój się i pokarz jak ci wyszły.
-Aale, ale co?-zapytała śmiejąc się do siebie.
-Kurwa-krzyknęłam-no te zdjęcia.
Aa-ocknęła się-masz.
Podała mi aparat. Na ekranie widniały moje zdjęcia i Justina. Obejmowałam go, całowałam, dotykałam wszędzie.
-Idealnie-uśmiechnęłam się.
-Po co ci one?
-Obudź się głupia-walnęłam ją w ramię-wszystko idzie według planu.
-Ale jakiego kurwa planu, co ty pierdolisz?
Nie mogę z nią dłużej wytrzymać.
-Ash, za dużo wódki. Mój plan to wysłanie tych zdjęć Rose. Nie pamiętasz?
-No pamiętam już. Ej wracajmy do domu bo... muszę być przed 2:00 w domu.
-Ale jest po 4:00.
-Ups hahha.
-Nie ważne. Powiemy że spałaś u mnie. Najważniejszą rzecz trzymam w ręce.
Zapraszam do komentowania :)
Gdy wyszedłem z domu Rose na dworze było już widno.
-No cześć.
Odwróciłem się a za mną stała dziewczyna. Miała ciemne, brązowe włosy, duże piwne oczy, była dość niska i wyglądała na góra 18 lat.
-Czego chcesz słonko?-spytałem nawet na nią nie patrząc.
-Co tu robisz?
W jej ogromnych źrenicach odbijało się wschodzące słońce. Ledwo utrzymywała się na własnych nogach. Zauważyłem od razu że była opita i że brała narkotyki lub jakieś prochy.
-Nie mam czasu. Powiedziałem obojętnym tonem.
Odepchnąłem ją i poszedłem dalej.
-Ej, zaczekaj-złapała mnie za ramię-co robiłeś u tej dziwki-wskazała na dom Rose.
Gdy usłyszałem słowo ,,dziwka" z jej ust, złapałem ją za nadgarstki i mocno przybiłem do maski auta.
-Dziwki!-krzyknąłem-spójrz na siebie.
Widziałem strach w jej ogromnych oczach więc postanowiłem się uspokoić. Zacząłem głośno oddychać. Ona też próbowała ustatkować swój oddech.
-Jezu, uspokój się nic ci nie zrobię.
-Wiem to-spojrzała na mnie z dołu-wcale się nie boję. Sądzę że jesteś cholernie seksowny, a nie niebezpieczny. Jestem Selena.
-No.. Mogę powiedzieć to samo o tobie-oblizałem wargi.
-Więc na co czekasz Justin?
Zaczęła mnie obejmować i dotykać pod bluzką. Czułem jej nierówny oddech na policzku.
-Niee, nie mogę.
-Ci-zakryła mi usta palcem-zabawmy się-objęła moją twarz-nikt się nie dowie.
Czułem jak moje pragnienie wzrasta. Byłem gotowy wrzucić ją na tylne siedzenie wozu i przerznąć ją.
-Nie mogę.
-No, tak jak myślałam. Jesteście podobni.
-Jak to podobni? Z kim? A tak wo gulę to skąd znasz moje imię?
-Każdy je zna idioto, jesteś w mieście bardzo znany. Hm, jesteś też postrzegany za groźnego gwałciciela.-splotła nasze dłonie-Justin, wiesz... lubię takich.
-Sel-zadrwiłem- odwal się, jestem zajęty.
-Czy chodzi ci o Rose? Weź przestań ona cię nawet nie kocha.
Skąd ona o wszystkim wie. O mnie, o Rose i o tym że akurat w tym momencie wychodziłem z jej domu. To na pewno nie jest żaden przypadek. Musiałą nas obserwować. ,,ona cię nawet nie kocha" czy to może być prawda? Czy Sel ma rację w sprawie jej uczuć?
-Justin! Żyjesz?
Zostawiłem ją na środku chodnika, wsiadłem do auta i odjechałem bez słowa.
Selena
-Odjechał, możesz wyjść.
Zza krzaków ujawniła się postać.
-Ale to było zajebiste Sel, byłaś taka czuła. Mmm.-przytuliła mnie.
-Uspokój się i pokarz jak ci wyszły.
-Aale, ale co?-zapytała śmiejąc się do siebie.
-Kurwa-krzyknęłam-no te zdjęcia.
Aa-ocknęła się-masz.
Podała mi aparat. Na ekranie widniały moje zdjęcia i Justina. Obejmowałam go, całowałam, dotykałam wszędzie.
-Idealnie-uśmiechnęłam się.
-Po co ci one?
-Obudź się głupia-walnęłam ją w ramię-wszystko idzie według planu.
-Ale jakiego kurwa planu, co ty pierdolisz?
Nie mogę z nią dłużej wytrzymać.
-Ash, za dużo wódki. Mój plan to wysłanie tych zdjęć Rose. Nie pamiętasz?
-No pamiętam już. Ej wracajmy do domu bo... muszę być przed 2:00 w domu.
-Ale jest po 4:00.
-Ups hahha.
-Nie ważne. Powiemy że spałaś u mnie. Najważniejszą rzecz trzymam w ręce.
Zapraszam do komentowania :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)