poniedziałek, 21 października 2013

Rozdział 13

Justin

Czułem się wspaniale. Miałem nadzieję że Rose spodoba się to co dzisiaj przygotowałem i miałem rację. Była szczęśliwa. Kocham patrzeć na te jej dołeczki gdy się uśmiecha i na te mini zmarszczki pojawiające się gdy przymruża oczy. Są bardzo słodkie i urocze. Z miesiąc temu nie powiedział bym o żadnej dziewczynie tyle miłych słów, w ogóle o żadnym człowieku. Rose zmienia mnie na lepsze, myślę że przy niej łagodnieje. Nie jestem tak niebezpieczny, chciwy i agresywny jak wcześniej. Rose odmieniła mnie. Jest wspaniała,przez około 3 dni zmieniła moje nastawienie.
-Justin, myślę że muszę już wrócić do domu-powiedziała zmartwiona-sądzę że ciocia się martwi i jeszcze Viola nic nie wie...
-Dobrze, zawiozę cie.
Wstaliśmy z koca i złożyliśmy go razem. Rose podała mi z ziemi pusty koszyk ponieważ wszystko zjedliśmy.
W tym czasie gdy sprzątałem świeczki, Rose ciągle na mnie zerkała.
-Mam coś na plecach?
-Nie, po prostu się przyglądam.
-Przyglądasz się tak?-wstałem,zrzuciłem świeczki na zmarznięta trawę  i złapałem ją za biodra-i co widzisz?
Zarumieniła się oczywiście jak zawsze zresztą.
-Widzę-chwilę się zamyśliła-wysokiego,przystojnego i dobrze zbudowanego...
-Umięśnionego-przerwałem jej.
-Tak, też. A ty co widzisz?
Co ja widzę, widzę mój ideał. Ale nie mogę jej tego teraz powiedzieć.
-Widzę uśmiechniętą, niską-zaśmiałem się-piękną i silną dziewczynę.
Gdy to powiedziałem to na jej twarzy znów zagościł uśmiech. Widać dopełniamy się ponieważ ona również stwarza mój uśmiech.
-O jak miło. Dzięki. To zawieziesz mnie tak?-zmieniła temat.
Chyba poczuła się niezręcznie.
-Już, Rose a co znów wymyślisz?
-Będę kłamać. Jest mi z tym ciężko, bo nigdy jej nie oszukiwałam.
-Nigdy to duże słowo.
-Tak wiem o tym, dalej chodź.
-Idę, idę.
Weszliśmy do samochodu i ruszyłem. Rose puściła swoje radio nie pytając mnie o zgodę co było dziwne bo zawsze byłą taka grzeczna. Spojrzałem na nią zabijającym spojrzeniem i szybko przełączyła na inną stację, na muzykę bardziej w moim stylu. Sądzę że różniliśmy się wieloma rzeczami, ona byłą wrażliwa i skryta a ja otwarty, miała zasady i je przestrzegała a ja wszystkie dookoła łamałem, była spokojną dziewczyną bez żadnych problemów związanych z prawem a ja jeszcze niedawno byłem w gangu i przewoziłem narkotyki. Wiele nas różniło, ale dogadywaliśmy się prawie bez kłótni.Tylko wczoraj gdy się obudziła i zauważyła że byłem w jej łózko to się przestraszyła i uciekła, ale tak to nasze stosunki były dobre no można nawet powiedzieć że bardzo dobre, a z dnia na dzień jeszcze lepsze.
-Nazmyślaj jej że Violett potrzebowała twojej pomocy czy coś takiego.
-Justin to nie jest takie łatwe bo ja nie umiem kłamać. Bardzo ciężko mi to idzie, sam widziałeś ostatnio.
-Masz rację nie umiesz, za to ja umiem doskonale, więc co jej powiedzieć?
-Hmm... Myślę że może powiedz jej że spałam u Violett a potem ja jej dodam że zostawiłam u niej telefon a ty po mnie przyjechałeś żeby się spotkać i porozmawiać na jakiś poważny temat. Może zrozumie.-zastanawiała się.
-No dobra. Rose ale jesteś niegrzeczna, uciekasz z domu, haha ale to zabawne.
-Nie uciekam, po prostu chciałam się spotkać z tobą by ci oddać kurtkę, a to nie moja wina że James był w pobliżu i że to wszystko się stało.
-Oczywiście, tłumacz się.



Przepraszam, przepraszam że miną już tydzień a ja nic nie dodałam. Niestety szkoła i nauka mi nie pozwala. Myślę że nadrobię ten krótki rozdział jakimś następnym DŁUŻSZYM. Licze na miłe komentarze, dziękuję że czytasz :*





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz