-Jestem szczęśliwa-szepnęłam do siebie.
Justin spojrzał na mnie i złączył nasze ręce razem. Gdy to zrobił moje ciało zadrżało. Nie wiem do końca czy z zimna czy z tylu emocji.
-Ja też-chwilę przerwał-kochanie.
Po raz pierwszy powiedział słowo kochanie z taką czułością. Resztę czasu jechaliśmy w ciszy trzymając się za ręce.
-Justin muszę odzyskać telefon. Wiesz, ciocia nabierze się na to że zostawiłam go u Violi. Ale co potem? Po tych ostatnich sytuacjach, chodzi mi o te co znikałam w nocy , bez telefonu nie wypuści mnie z domu.
-Masz rację-zamyślił się.-jakoś to załatwię.
Od razu domyśliłam się, że Justin musi się zobaczyć z Jamesem. Brat Justina był groźny, bałam się że może zrobić mu krzywdę. Że może zrobić krzywdę nam. Był człowiekiem psychicznym i chorym na umyśle. Jak można próbować zgwałcić bezbronną dziewczynę. Dobrze że do niczego więcej nie doszło, bo chyba musiałabym trafić do szpitala psychiatrycznego, a tego bym nie zniosła. Pewnie siedziałabym w swoim pokoju z kratami za oknem, kołysząc swoim ciałem bez końca. Ludzie mówią że to pomaga, gdy nasze ciało kołysze się to myśli które są w nas, również idą do przodu. Widziałam różne filmy na ten temat. Gdy się tak wgłębiłam w moje myśli, nie zauważyłam kiedy dojechaliśmy do mojego domu.
-Rose-zawołał Justin.
-Hm?
-Sądzę że twoja ciocia chce wiedzieć dlaczego nie wróciłaś znów do domu.
Podkreślił słowo ,,znów"
-Tak, przepraszam zamyśliłam się.
Siedzieliśmy bez celu, ja patrząca się przed siebie, a Justin zerkający na mnie. Nagle nasze ręce się rozplotły a Justin wysiadł z auta. Podszedł od mojej strony by otworzyć mi drzwi.
-Dziękuję-wciągnęłam powietrze do płuc-chodźmy.
-O Jezu Rose.
-Co się stało?-szybko spytałam.
-Twoje nogi. Ale jestem głupi, mogłem ci kupić spodnie a nie sukienkę.
-O kurde, zupełnie zapomniałam, bardzo widać że są pocięte?
-W tym świetle za dużo nie widzę, ale sądzę że zauważy. Jakim jestem idiotą.
-Nie-szybko mu przerwałam-nie jesteś!
-Jestem.
-Justin-złapałam go za obie dłonie i przez moment oglądałam jego oczy-nie jesteś idiotą, nigdy nie byłeś. Nawet nie waż się tak myśleć. Uratowałeś mnie, pomogłeś nie raz, jesteś moim bohaterem. Nie wiem co zrobić żeby ci podziękować, ale zrobię wszystko żebyś nie mówił o sobie ,,idiota". Jesteś idealny! Zapamiętaj.
-Nawet nie wiesz jak długo czekałem na te słowa Rose.
Nasze twarze były dosłownie parę centymetrów od siebie. Próbowałam trzymać łzy szczęścia, ale wypłynęły mimo mojej woli.
-Dlaczego płaczesz?-zapytał
Oczy Justina zaszkliły się.
Oczy Justina zaszkliły się.
-Myślę, że to co się dzieje, zaraz zniknie. Czuje się, jak by to nie była rzeczywistość. Justin, nie wiesz jak to jest być wrakiem człowieka przez tyle lat, nie dostawać tyle miłości ile potrzeba. Moje życie nie jest bajką. Gdy cię nie było wszystko było monotonne,smutne, wszystko było niczym. Szczerze, miałam momenty by popełnić samobójstwo. Samobójstwo z samotności.
-Już nigdy nie będziesz sama księżniczko-otarł moją łzę-nigdy. Rose, zostanę z tobą, nie odejdę. To nie sen, to rzeczywistość. Jestem tu, właśnie z tobą rozmawiam, teraz cię przytulam.Jestem widzisz? Czujesz?
Justin objął mnie z całych swoich sił.Czułam się niesamowicie w jego ramionach. Uniosłam głowę i spojrzałam w jego czekoladowe oczy a on lekko się uśmiechnął.
-Tak, teraz to czuje.Nie zasłużyłam na to.
-Tak, teraz to czuje.Nie zasłużyłam na to.
-Zasłużyłaś na jeszcze więcej. Nie jestem ciebie wart. Jestem człowiekiem groźnym, wybuchowym. Teraz dbam o twoje bezpieczeństwo, ale co się stanie gdy się wkurzę, mógłbym nawet ci coś zrobić. Może tego nie wiesz, ale kiedyś byłem oskarżony o gwałt. To było już po śmierci moich rodziców oczywiście.
- Jesteś wart wszystkiego. Wiem że nikogo nie zgwałciłeś, znam cię krótko, ale widzę że jest w tobie dobry człowiek, głęboko w sercu.Justin, jesteś cudownym człowiekiem.
-A ty cudowną dziewczyną-znów się wtuliłam i położyłam szyje na jego ramieniu-którą bardzo...
-Ja-przerwałam mu-muszę, o nie.
-Rose, co się dzieje?
-Kath zobaczyła nas przez okno w tym momencie, właśnie tu idzie.
-Chyba uważa że jesteśmy w związku więc nic się nie stało że nas tak zobaczyła?
-Ale moje nogi,ramiona są całe pocięte. Co mam jej powiedzieć?-byłam przestraszona.
-Może nie zauważy, jest ciemno. Wejdziemy szybko do góry, oczywiście jeżeli mogę.
-Justin, oczywiście że możesz.-pocałowałam go szybko w policzek i otarłam łzy z twarzy.
W tym momencie Kathren otworzyła drzwi wejściowe. Światło z pokoju padało na nas, ale nie było aż takie duże więc nie mogła zobaczyć moich wszystkich ran.
-Rose, powiedziałaś mi że pójdziesz zanieść kurtkę Justinowi i od razu wrócisz.
-Wiem Kath, ale...-zamyśliłam się.
Ale miałam ważniejsze sprawy jak uciekanie przed zabójcą własnych rodziców. Świetnie znów muszę ją okłamywać.
-Możemy porozmawiać później-zapytała ze złością w oczach.-zaproś teraz Justina, nie będę wam przeszkadzać.
-Nie, to może ja już lepiej pójdę.
Tak, Justin pewnie czół się dość niezręcznie.
-Nie, ja właśnie wychodzę.
Powiedziała to takim tonem że nigdy bym się po niej tego nie spodziewała.Wyszła nie obracając się w naszą stronę.
-Justin przepraszam za nią, czasem, ostatnio hmm. No wiesz jest na mnie zła za to wszystko.
-Namieszałem ci w życiu. Przepraszam.
-Nie! Nie masz za co, chodź wejdźmy bo zaraz zamarzniemy.
-Rose, no to może oprowadź mnie.-powiedział z uśmiechem-powinienem znać dom swojej ,,dziewczyny".
-Dziwne że się nabrała. Taka osoba jak ja i ,,chłopak". To do mnie nie podobne. Najwyraźniej nie zna mnie za dobrze.
-Dlaczego tak uważasz? Myślisz że nie pociągasz chłopaków?
-Oczywiście że nie!-zaśmiałam się.-Nawet nie mam czym ich przyciągać-spojrzałam w dół na moje ciało.
Justin nie odezwał się, tylko zaśmiał się tak głośno że chyba było go słychać na dworze.
Jeju jakie wyznania. Justin prawie powiedział co czuje! Jak myślicie, czy uda im się wyznać uczucie miłości w następnym rozdziale? Liczę na liczne komentarze. Dziękuję że czytacie <3
Ale miałam ważniejsze sprawy jak uciekanie przed zabójcą własnych rodziców. Świetnie znów muszę ją okłamywać.
-Możemy porozmawiać później-zapytała ze złością w oczach.-zaproś teraz Justina, nie będę wam przeszkadzać.
-Nie, to może ja już lepiej pójdę.
Tak, Justin pewnie czół się dość niezręcznie.
-Nie, ja właśnie wychodzę.
Powiedziała to takim tonem że nigdy bym się po niej tego nie spodziewała.Wyszła nie obracając się w naszą stronę.
-Justin przepraszam za nią, czasem, ostatnio hmm. No wiesz jest na mnie zła za to wszystko.
-Namieszałem ci w życiu. Przepraszam.
-Nie! Nie masz za co, chodź wejdźmy bo zaraz zamarzniemy.
-Rose, no to może oprowadź mnie.-powiedział z uśmiechem-powinienem znać dom swojej ,,dziewczyny".
-Dziwne że się nabrała. Taka osoba jak ja i ,,chłopak". To do mnie nie podobne. Najwyraźniej nie zna mnie za dobrze.
-Dlaczego tak uważasz? Myślisz że nie pociągasz chłopaków?
-Oczywiście że nie!-zaśmiałam się.-Nawet nie mam czym ich przyciągać-spojrzałam w dół na moje ciało.
Justin nie odezwał się, tylko zaśmiał się tak głośno że chyba było go słychać na dworze.
Jeju jakie wyznania. Justin prawie powiedział co czuje! Jak myślicie, czy uda im się wyznać uczucie miłości w następnym rozdziale? Liczę na liczne komentarze. Dziękuję że czytacie <3