niedziela, 27 października 2013

Rozdział 14

Rose

-Jestem szczęśliwa-szepnęłam do siebie.
Justin spojrzał na mnie i złączył nasze ręce razem. Gdy to zrobił moje ciało zadrżało. Nie wiem do końca czy z zimna czy z tylu emocji.
-Ja też-chwilę przerwał-kochanie.
Po raz pierwszy powiedział słowo kochanie z taką czułością. Resztę czasu jechaliśmy w ciszy trzymając się za ręce. 
-Justin muszę odzyskać telefon. Wiesz, ciocia nabierze się na to że zostawiłam go u Violi. Ale co potem? Po tych ostatnich sytuacjach, chodzi mi o te co znikałam w nocy , bez telefonu nie wypuści mnie z domu.
-Masz rację-zamyślił się.-jakoś to załatwię.
Od razu domyśliłam się, że Justin musi się zobaczyć z Jamesem. Brat Justina był groźny, bałam się że może zrobić mu krzywdę. Że może zrobić krzywdę nam. Był człowiekiem psychicznym i chorym na umyśle. Jak można próbować zgwałcić bezbronną dziewczynę. Dobrze że do niczego więcej nie doszło, bo chyba musiałabym trafić do szpitala psychiatrycznego, a tego bym nie zniosła. Pewnie siedziałabym w swoim pokoju z kratami za oknem, kołysząc swoim ciałem bez końca. Ludzie mówią że to pomaga, gdy nasze ciało kołysze się to myśli które są w nas, również idą do przodu. Widziałam różne filmy na ten temat. Gdy się tak wgłębiłam w moje myśli, nie zauważyłam kiedy dojechaliśmy do mojego domu.
-Rose-zawołał Justin.
-Hm?
-Sądzę że twoja ciocia chce wiedzieć dlaczego nie wróciłaś znów do domu.
Podkreślił słowo ,,znów"
-Tak, przepraszam zamyśliłam się. 
Siedzieliśmy bez celu, ja patrząca się przed siebie, a Justin zerkający na mnie. Nagle nasze ręce się rozplotły a Justin wysiadł z auta. Podszedł od mojej strony by otworzyć mi drzwi.
-Dziękuję-wciągnęłam powietrze do płuc-chodźmy.
-O Jezu Rose.
-Co się stało?-szybko spytałam.
-Twoje nogi. Ale jestem głupi, mogłem ci kupić spodnie a nie sukienkę.
-O kurde, zupełnie zapomniałam, bardzo widać że są pocięte?
-W tym świetle za dużo nie widzę, ale sądzę że zauważy. Jakim jestem idiotą.
-Nie-szybko mu przerwałam-nie jesteś!
-Jestem.
-Justin-złapałam go za obie dłonie i przez moment oglądałam jego oczy-nie jesteś idiotą, nigdy nie byłeś. Nawet nie waż się tak myśleć. Uratowałeś mnie, pomogłeś nie raz, jesteś moim bohaterem. Nie wiem co zrobić żeby ci podziękować, ale zrobię wszystko żebyś nie mówił o sobie ,,idiota". Jesteś idealny! Zapamiętaj.
-Nawet nie wiesz jak długo czekałem na te słowa Rose.
Nasze twarze były dosłownie parę centymetrów od siebie. Próbowałam trzymać łzy szczęścia, ale wypłynęły mimo mojej woli.
-Dlaczego płaczesz?-zapytał
Oczy Justina zaszkliły się.
-Myślę, że to co się dzieje, zaraz zniknie. Czuje się, jak by to nie była rzeczywistość. Justin, nie wiesz jak to jest być wrakiem człowieka przez tyle lat, nie dostawać tyle miłości ile potrzeba. Moje życie nie jest bajką. Gdy cię nie było wszystko było monotonne,smutne, wszystko było niczym. Szczerze, miałam momenty by popełnić samobójstwo. Samobójstwo z samotności.
-Już nigdy nie będziesz sama księżniczko-otarł moją łzę-nigdy. Rose, zostanę z tobą, nie odejdę. To nie sen, to rzeczywistość. Jestem tu, właśnie z tobą rozmawiam, teraz cię przytulam.Jestem widzisz? Czujesz?
Justin objął mnie z całych swoich sił.Czułam się niesamowicie w jego ramionach. Uniosłam głowę i spojrzałam w jego czekoladowe oczy a on lekko się uśmiechnął.
-Tak, teraz to czuje.Nie zasłużyłam na to.
-Zasłużyłaś na jeszcze więcej. Nie jestem ciebie wart. Jestem człowiekiem groźnym, wybuchowym. Teraz dbam o twoje bezpieczeństwo, ale co się stanie gdy się wkurzę, mógłbym nawet ci coś zrobić. Może tego nie wiesz, ale kiedyś byłem oskarżony o gwałt. To było już po śmierci moich rodziców oczywiście. 
- Jesteś wart wszystkiego. Wiem że nikogo nie zgwałciłeś, znam cię krótko, ale widzę że jest w tobie dobry człowiek, głęboko w sercu.Justin, jesteś cudownym człowiekiem.
-A ty cudowną dziewczyną-znów się wtuliłam i położyłam szyje na jego ramieniu-którą bardzo...
-Ja-przerwałam mu-muszę, o nie.
-Rose, co się dzieje?
-Kath zobaczyła nas przez okno w tym momencie, właśnie tu idzie.
-Chyba uważa że jesteśmy w związku więc nic się nie stało że nas tak zobaczyła?
-Ale moje nogi,ramiona są całe pocięte. Co mam jej powiedzieć?-byłam przestraszona.
-Może nie zauważy, jest ciemno. Wejdziemy szybko do góry, oczywiście jeżeli mogę.
-Justin, oczywiście że możesz.-pocałowałam go szybko w policzek i otarłam łzy z twarzy.
W tym momencie Kathren otworzyła drzwi wejściowe. Światło z pokoju padało na nas, ale nie było aż takie duże więc nie mogła zobaczyć moich wszystkich ran.
-Rose, powiedziałaś mi że pójdziesz zanieść kurtkę Justinowi i od razu wrócisz.
-Wiem Kath, ale...-zamyśliłam się.
Ale miałam ważniejsze sprawy jak uciekanie przed zabójcą własnych rodziców. Świetnie znów muszę ją okłamywać.
-Możemy porozmawiać później-zapytała ze złością w oczach.-zaproś teraz Justina, nie będę wam przeszkadzać.
-Nie, to może ja już lepiej pójdę.
Tak, Justin pewnie czół się dość niezręcznie.
-Nie, ja właśnie wychodzę.
Powiedziała to takim tonem że nigdy bym się po niej tego nie spodziewała.Wyszła nie obracając się w naszą stronę.
-Justin przepraszam za nią, czasem, ostatnio hmm. No wiesz jest na mnie zła za to wszystko.
-Namieszałem ci w życiu. Przepraszam.
-Nie! Nie masz za co, chodź wejdźmy bo zaraz zamarzniemy.
-Rose, no to może oprowadź mnie.-powiedział z uśmiechem-powinienem znać dom swojej ,,dziewczyny".
-Dziwne że się nabrała. Taka osoba jak ja i ,,chłopak". To do mnie nie podobne. Najwyraźniej nie zna mnie za dobrze.
-Dlaczego tak uważasz? Myślisz że nie pociągasz chłopaków?
-Oczywiście że nie!-zaśmiałam się.-Nawet nie mam czym ich przyciągać-spojrzałam w dół na moje ciało.
Justin nie odezwał się, tylko zaśmiał się tak głośno że chyba było go słychać na dworze.


Jeju jakie wyznania. Justin prawie powiedział co czuje! Jak myślicie, czy uda im się wyznać uczucie miłości w następnym rozdziale? Liczę na liczne komentarze. Dziękuję że czytacie <3





poniedziałek, 21 października 2013

Rozdział 13

Justin

Czułem się wspaniale. Miałem nadzieję że Rose spodoba się to co dzisiaj przygotowałem i miałem rację. Była szczęśliwa. Kocham patrzeć na te jej dołeczki gdy się uśmiecha i na te mini zmarszczki pojawiające się gdy przymruża oczy. Są bardzo słodkie i urocze. Z miesiąc temu nie powiedział bym o żadnej dziewczynie tyle miłych słów, w ogóle o żadnym człowieku. Rose zmienia mnie na lepsze, myślę że przy niej łagodnieje. Nie jestem tak niebezpieczny, chciwy i agresywny jak wcześniej. Rose odmieniła mnie. Jest wspaniała,przez około 3 dni zmieniła moje nastawienie.
-Justin, myślę że muszę już wrócić do domu-powiedziała zmartwiona-sądzę że ciocia się martwi i jeszcze Viola nic nie wie...
-Dobrze, zawiozę cie.
Wstaliśmy z koca i złożyliśmy go razem. Rose podała mi z ziemi pusty koszyk ponieważ wszystko zjedliśmy.
W tym czasie gdy sprzątałem świeczki, Rose ciągle na mnie zerkała.
-Mam coś na plecach?
-Nie, po prostu się przyglądam.
-Przyglądasz się tak?-wstałem,zrzuciłem świeczki na zmarznięta trawę  i złapałem ją za biodra-i co widzisz?
Zarumieniła się oczywiście jak zawsze zresztą.
-Widzę-chwilę się zamyśliła-wysokiego,przystojnego i dobrze zbudowanego...
-Umięśnionego-przerwałem jej.
-Tak, też. A ty co widzisz?
Co ja widzę, widzę mój ideał. Ale nie mogę jej tego teraz powiedzieć.
-Widzę uśmiechniętą, niską-zaśmiałem się-piękną i silną dziewczynę.
Gdy to powiedziałem to na jej twarzy znów zagościł uśmiech. Widać dopełniamy się ponieważ ona również stwarza mój uśmiech.
-O jak miło. Dzięki. To zawieziesz mnie tak?-zmieniła temat.
Chyba poczuła się niezręcznie.
-Już, Rose a co znów wymyślisz?
-Będę kłamać. Jest mi z tym ciężko, bo nigdy jej nie oszukiwałam.
-Nigdy to duże słowo.
-Tak wiem o tym, dalej chodź.
-Idę, idę.
Weszliśmy do samochodu i ruszyłem. Rose puściła swoje radio nie pytając mnie o zgodę co było dziwne bo zawsze byłą taka grzeczna. Spojrzałem na nią zabijającym spojrzeniem i szybko przełączyła na inną stację, na muzykę bardziej w moim stylu. Sądzę że różniliśmy się wieloma rzeczami, ona byłą wrażliwa i skryta a ja otwarty, miała zasady i je przestrzegała a ja wszystkie dookoła łamałem, była spokojną dziewczyną bez żadnych problemów związanych z prawem a ja jeszcze niedawno byłem w gangu i przewoziłem narkotyki. Wiele nas różniło, ale dogadywaliśmy się prawie bez kłótni.Tylko wczoraj gdy się obudziła i zauważyła że byłem w jej łózko to się przestraszyła i uciekła, ale tak to nasze stosunki były dobre no można nawet powiedzieć że bardzo dobre, a z dnia na dzień jeszcze lepsze.
-Nazmyślaj jej że Violett potrzebowała twojej pomocy czy coś takiego.
-Justin to nie jest takie łatwe bo ja nie umiem kłamać. Bardzo ciężko mi to idzie, sam widziałeś ostatnio.
-Masz rację nie umiesz, za to ja umiem doskonale, więc co jej powiedzieć?
-Hmm... Myślę że może powiedz jej że spałam u Violett a potem ja jej dodam że zostawiłam u niej telefon a ty po mnie przyjechałeś żeby się spotkać i porozmawiać na jakiś poważny temat. Może zrozumie.-zastanawiała się.
-No dobra. Rose ale jesteś niegrzeczna, uciekasz z domu, haha ale to zabawne.
-Nie uciekam, po prostu chciałam się spotkać z tobą by ci oddać kurtkę, a to nie moja wina że James był w pobliżu i że to wszystko się stało.
-Oczywiście, tłumacz się.



Przepraszam, przepraszam że miną już tydzień a ja nic nie dodałam. Niestety szkoła i nauka mi nie pozwala. Myślę że nadrobię ten krótki rozdział jakimś następnym DŁUŻSZYM. Licze na miłe komentarze, dziękuję że czytasz :*





niedziela, 13 października 2013

Rozdział 12

Rose

Zostaliśmy w McDonaldzie do 20:00. Myślę że ta długa rozmowa z Justinem pomogła mi. Dodała mi odwagi i sprawiła że czuje się silniejsza. Potem gdy skończyliśmy zwierzanie się sobie z całego życia, Justin zaproponował mi spacer.
Oglądaliśmy lampki świąteczne na obsypanych śniegiem choinkach. Kocham taki świąteczny nastrój. Wszystko dookoła było idealne ja, Justin trzymający mnie za rękę i te świąteczne piosenki, kolędy, poprzebierane Mikołaje. Czułam się jak w jakimś śnie.
Gdy usiedliśmy na ławce, by odpocząć po długim spacerze ktoś zaczął mi kiwać z dala. To był Jacob. Na początku go nie poznałam. Miał na sobie czapkę która zakrywała jego grzywkę, i jakąś firmową kurtkę. Wyglądał inaczej niż zawsze, był po prostu smutny. Zauważyłam to w jego oczach.
-Witaj Rose i...-zatrzymał się i spojrzał się na rękę Justina która trzymała moją.
-Jestem Justin-powiedział do niego oschle.
Tak-pomyślałam-ta sytuacja nie powinna się zdarzyć. Jacobowi podobam się od jakiegoś roku, tak właściwie to od pierwszego września gdy zaczęliśmy liceum. Wcześniej gdy przyjaźniłam się z Violett nie zwracał na mnie uwagi. Ale po paru spotkaniach w ich domu zbliżyliśmy się do siebie. To znaczy, on tak uważał. Ja uznawałam nasze koleżeństwo, nic więcej. Czasem trochę przesadzał i za dużo sobie myślał.
-Co tu robisz?-spytałam jak najmilej mogłam
-Chciałem coś kupić w końcu wigilia za parę dni. 
Chwilowo zerkał na mnie i na Justina. Myślał że tego nie widzę. Smutno mi było ponieważ nie znoszę gdy ludzie przeze mnie cierpią.
-Skoro masz kupić prezenty to idź.
-Justin przestań.-spojrzałam na niego ze zdziwieniem-jak możesz?
-Wiesz Rose, lepiej pójdę. Chyba komuś przeszkadzam. A i jeszcze jedno Viola się o ciebie martwi, może warto do niej zadzwonić?
I poszedł. Czułam się głupio.
-Justin dlaczego tak się zachowałeś?
-Jak? Nie widzisz jak ten facet się ślini na ciebie?
-Przestań. Jest bratem mojej przyjaciółki. Nic dla mnie nie znaczy.
Justin spojrzał na mnie z lekkim niedowierzaniem. 
-Nieważne, nikt nie będzie psuł nam dnia. Chodź-pociągną mnie za rękę.
-A więc gdzie idziemy teraz?
-Przed siebie.
Kolejny spacer obok tych wszystkich oświetlonych na domach balkonów, płotów był miły zwłaszcza dlatego że obok był Justin. Bolało mnie jednak to że nie rozmawiałam jeszcze z ciocią od wczoraj, zupełnie o tym zapomniałam żeby do niej zadzwonić. W głowie miałam coś innego, raczej kogoś.
Doszliśmy do miejsca które było hm jednym słowem idealne. Nad nami był wielki księżyc, na przeciwko mnie stał koszyk z jakimiś słodkościami a obok leżał koc. Zdziwiło mnie to ponieważ był to piknik. Piknik na początek zimy. Niespodzianka prawdziwa bo na prawdę bym się tego nie spodziewała.
-Zapraszam księżniczko-zarumienił się.
-Justin ale jest śnieg i zima i w ogóle..
-Ci-zakrył mi usta palcem-usiądź.
Faktycznie, nie było aż tak zimno, a koc był na odśnieżonej części więc nie był mokry. Dookoła były zapalone świeczki, wszystkie czerwone w najróżniejszych kształtach. Koc był we wzory reniferów i mikołajów. Szczerze to pierwszy raz widzę taki piknik. Był magiczny, tak jak ta noc.
-Jest pięknie.
Justin stał na przeciwko mnie spoglądając w moje oczy.
-Dlaczego mi się tak przyglądasz?-zapytałam uśmiechnięta.
-Twoje oczy odbijają się o księżyc. Są takie piękne.
Poczułam w brzuchu motyle. Przez parę sekund nie ruszając się spoglądaliśmy na siebie. Nagle Justin usiadł i wyjął z koszyka babeczki czekoladowe. Moje ulubione-pomyślałam.
-Rose-odwróciłam się gdy mnie zawołał i włożył mi do buzi kawałek czekolady z babeczki.-i jak?
-Przepyszna. Sam piekłeś?
-A wyglądam na takiego ci siedzi w kuchni 24/h ?-zaśmiał się.
-Tak myślałam. Słodka ta twoja niespodzianka.
-Najważniejsze że ci się podoba.
-Justin dziękuję za wszystko, naprawdę. Po dzisiejszej rozmowie czuje się silniejsza.-przytuliłam go.
-Dla ciebie wszystko-powiedział i przytulił mnie mocniej.

Rozdział 12 miał wyjść troszkę romantyczny. Jeżeli się podoba zostaw komentarz. Bardzo mnie motywują. Dziękuję że czytasz.

poniedziałek, 7 października 2013

Rozdział 11

Justin

Obudziłem się obok Rose po tej porannej kłótni. Jeżeli w ogóle można to nazwać kłótnia. Bolało mnie to że osądzała że jestem podobny do mojego brata. Myślała że chce ją wykorzystać.
Gdy przyglądałem się jej twarzy, oczom, ustom to od razu szybciej biło mi serce. Nie wiem dlaczego, może dlatego że była idealna. Tak, była idealna dla mnie. Zawsze gdy przyprowadzałem dziewczyny do łózka na jedną noc, to nie czułem żadnych uczuć. No poza radością i podnieceniem. Ale nie czułem czułości czy miłości, zwłaszcza od nich. Dobrze że z tym skończyłem. Wpadłem na pewien pomysł. Chciałbym bardziej poznać Rose,  bo w końcu nic o niej nie wiem. No może prawie nic, bo wiem tylko że mieszka z ciotką bo jej rodzice zginęli. Mieliśmy wczoraj noc wyznań... 
-Skarbie mam pomysł.-powiedziałem.
Na początku nie wiedziałem czy mogę ją nazwać ,,skarbie". Samo wyszło z moich ust.
-Jaki?-zapytała z uśmiechem
Wpadłem na pomysł aby spędzić z nią cały dzień. Oczywiście ten dzień musi być niezwykły. 
-Przejdźmy się.
Z lekka się zdziwiła. Ale gdy powiedziałem jej że to będzie niespodzianka, ucieszyła się.
Wyszedłem z pokoju żeby wszystko naszykować. 
-Może piknik pod gwiazdami, kino, spacer po parku-powiedziałem do siebie.
Pomysłów było dużo, ale najgorsze było to że musieliśmy się ukrywać przez Jamesa. Pewnie gdy by nas zobaczył zrobiłby awanturę. A nie chcę skończyć na komisariacie policji za pobicie brata.
Rose-zawołałem z kuchni-dalej chodź, wychodzimy.
-Już, Justin a może najpierw pojadę do domu się przebrać?-zapytała
-O to się nie martw. Kierunek pierwszy, galeria.
Uśmiechnęła się a ja złapałem ją za rękę i zaprowadziłem do auta.

-A więc jakie lubisz sklepy?-zapytałem z zakłopotaniem
-Najróżniejsze.-uśmiechnęła się
-Nie wiem. Nie znam się na tych damskich sklepach, ale mam pomysł. Pójdziemy do-szybko zerkałem na sklepy wokół mnie- ZARY.
-Okej? Nigdy tam nie byłam, możemy wejść.
Gdy weszliśmy to zdawało mi się że Rose oglądała wszystkie ciuchy i wpatrywała się w nie jak w jakiś piękny obrazek. Od sweterków bluzek i sukienek, spódniczek butów, do perfum itp.
Było tego od groma. To trochę niezręczna sytuacja, ponieważ ja zawsze chodzę do droższych sklepów, a ona mi powiedziała że nie za bardzo jej się układa jeżeli chodzi o pieniądze bo tylko ciocia zarabia.
-To jest piękne-zawołała mnie i pokazała mi sukienkę, mogę powiedzieć że dość krótka jak na jej gust.-Jak uważasz?
-Mhm, ładna. Ale będzie pewnie ładniejsza jak ją założysz. Jaki rozmiar pani podać-zaśmiałem się mówiąc to zdanie.
-Pani? Pani ma rozmiar S.
Wzięła sukienkę i weszła do przebieralni. Poszedłem za nią.
-Justin, pomożesz mi?-rozsunęła zasłonę jedną ręką bo druga trzymała sukienkę-zapniesz zamek?
-Oczywiście-od razu zareagowałem.
Gdy przeglądała się w lustrze w tej sukience, wyglądała idealnie. Jej szczupłe nogi, brzuch i biust idealnie pasowały. Można było by powiedzieć że ten ciuch był szyty właśnie na nią.
-I jak?
-Wyglądasz-przerwałem z zachwytu-wyglądasz idealnie. 
Zarumieniła się. 
-Idealnie to by było jak by nie kosztowała 250 zł-spojrzała na cenę.
-Pieniądze to nie problem, przecież zapłacę.
-Nie Justin, nie będziesz za mnie płacić.-mówiła to stanowczo ale widziałem smutek w jej oczach bo nie mogła jej kupić za swoje pieniądze.
-Rose, przestań. Wziąłem cię na zakupy po to żebyś kupiła coś odpowiedniego na dzisiejszy dzień. Na dzisiejszą niespodziankę. Jeżeli jej teraz nie założysz to włożę ją na ciebie siłą, a tego byś nie chciała.
-Ale, jest mi głupio.
-Głupio będzie jak będę musiał ubierać ją ci na siłę przy tych wszystkich ludziach-pokazałem na parę osób w sklepie-jasne?
-Jesteś przekonujący i straszny.-zaśmiała się 
Wyszliśmy ze sklepu z nowym zakupem, z sukienką w której Rose wyglądała cudownie. Gdy poszła do toalety to zamówiłem nam shake w McDonald. Sobie czekoladowy a jej truskawkowy.
-No jestem, to co robimy teraz?-zapytała
-Chodź usiądziemy i pogadamy-podałem jej shake-okej?
-Dziękuję Justin.
Usiedliśmy w zacisznym miejscu. W radiu leciała piosenka ,,Mistletoe" co za zbieg okoliczności. Od razu przypomniało mi się to gdy zawoziłem ją do domu a ona zaczęła śpiewać. Nagle Rose uśmiechnęła się i pokazała palcem na głośnik nad nami. 
-No śpiewaj Justin.-głośno się śmiała.
-Nie śmiej się ze mnie, jak możesz?-zapytał
-Przepraszam ale śpiewałeś to tak słodko że chcę to usłyszeć jeszcze raz.
Gdy spojrzała na mnie swoimi dużymi oczami nie mogłem jej odmówić. 

But I can’t stop staring at your face,
I should be playing in the winter snow,
But I’mma be under the mistletoe.

-Pięknie.
Wielki uśmiech znów pojawił się na jej twarzy. Powoli dopijaliśmy shake, więc musiałem wymyślić co dalej. Spojrzałem na godzinę w komórce. 17:00
-Już 17 Rose, a ja jeszcze o tobie nic nie wiem.-próbowałem zacząć rozmowę i podać jakiś temat.
-A więc-odłożyła picie na stolik-mam przyjaciółkę Violett. Ciocie Kath. Mam 17 lat. A urodziny mam 30 grudnia. Jestem osobą nieśmiałą-zamyśliła się-strasznie wrażliwą. 
-No to coś już wiem.-przerwałem jej- I jeszcze jesteś też osobą silną.
-Nie powiedziała bym...
Uniosłem jej twarz.
-Jesteś silna, bardzo silna. 


Proszę,  już jedenasty rozdział. Dziękuję za komentarze. Jeżeli ktoś chcę być informowany o nowych rozdziałach to proszę pisać mi na Twitterze lub w komentarzach. Dziękuję że czytasz <3
https://twitter.com/juliaforjulia

środa, 2 października 2013

Rozdział 10

Rose

-Skarbie-powiedział do mnie-mam pomysł.
Gdy już troszkę ochłonęłam po ciężkiej rozmowie z Justinem, ubrałam się i umalowałam to wyglądałam prawie jak normalny człowiek. Musiałam coś wymyślić żeby ciocia nic nie podejrzewała. 
Justin leżał obok mnie a ja trzymałam głowę na jego kolanach. To wyglądało jak jakaś romantyczna scena z filmu. Głaskał mnie po włosach, po twarzy a ja nie spoglądałam na nic poza jego kasztanowymi oczami.
Były idealne. Niby nie jesteśmy w związku, ale to właśnie tak wyglądało. Czułam się szczęśliwa. Teraz wiedziałam że nie mam tylko Violett ale i również mam Justina czyli mam dwie osoby które mnie wspierają i pomagają.
-No jaki?-powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
To takie dziwne uczucie. Szczęście. Pewnie dla kogoś będzie normalnym uczuciem odczuwanym od lat, ale gdy mój świat się zawalił to nie odczuwałam go. Gdy rodzice zginęli to czułam tylko strach i smutek.
Szczęście nie gościło zbyt często w moim życiu. Myślę że Justin teraz to odmienił...
-Przejdźmy się.
Podniosłam głowę z jego krocza by móc usiąść i prosto na niego spojrzeć.
-Ale gdzie?-zapytałam
-No nie wiem, właściwie to jakie ty lubisz miejsca?
-Lubię niespodzianki-szybko odpowiedziałam.
-Okej? Niespodzianki-powiedział bardziej do siebie-a więc połuż się i poczekaj tu na mnie.

Jak to się stało że się tak do siebie zbliżyliśmy, los, może przeznaczenie? Na szczęście. Sama już nie wiem. Naprawdę Justin mi się podoba i z dnia na dzień coraz bardziej.
Nie pamiętam kiedy ostatnio czułam takie uczucie. Myślę że to nie jest na razie zakochanie, ale zauroczenie. Ale w sumie z biegiem czasu może przerodzi się w miłość. Kto wie? Ale czy on czuje to samo.
Coraz bardziej zagłębiałam się w swoje myśli. Nagle przypomniał mi się pewien cytat:


,,Na początku odczuwasz euforię, podajesz się całkowicie nowemu uczuciu.
A następnego dnia chcesz więcej. I chodź jeszcze nie wpadłeś w nałóg,
to jednak poczółeś już jej smak i wierzysz, że będziesz mógł nad nią panować.
Myślisz o ukochanej osobie przez dwie minuty a zapominasz o niej na trzy godziny.
Alę z wolna przyzwyczajasz się do niej i stajesz się całkowicie zalezny.
Wtedy myślisz o niej trzy godziny a zapominasz na dwie minuty.
Gdy nie ma jej w pobliżu czujesz to samo co narkomani 
kiedy nie mogą zdobyć narkotyku.
Oni kradną i poniżają się, by za wszelką cenę dostać to
, czego tak bardzo im brak.
A ty jesteś gotów na wszystko, by zdobić miłość."

To prawda, miłość jest jak narkotyk.-pomyślałam-Rzeczywiście na samym początku myślałam o Justinie przez 2-3 minuty na dzień, a potem już nie . Ale gdy spędziłam z nim więcej chwil
z mojego życia to myślałam o nim prawie przez pół dnia i więcej... To ma jakiś sens. ,,stajesz się całkowicie zależny" To wszystko prawda. A gdy Justin znika czuje pustkę, zagrożenie. Czuje strach.
,,to samo co narkomani kiedy nie mogą zdobyć narkotyku" Wszystko powoli układa się w całość. ,,a ty jesteś gotów na wszystko, by zdobyć miłość."
-O Boże-powiedziałam na głos-jestem zakochana.
-No to Rose mam pomysł na spędzenie tego dnia z tobą, może najpierw...-chwilę przerwał gdy zobaczył że stoję-dlaczego stoisz w miejscu i patrzysz w jeden punkt na ścianie?-zapytał ze śmieciem.
To chyba faktycznie wyglądało śmiesznie.
-Tak, tak już się budzę.-rozbudziłam się-zobaczyłam...
-Co zobaczyłaś?-przerwał mi.
-A przewidziało mi się , już nie ważne.-moje kłamstwo nie brzmiało przekonująco.
-Okej ? Znalazłem jakieś damskie ciuchy w mojej szafie, i nie pytaj kogo bo już nie pamiętam.
Gdy podał mi ciuchy to liczył coś na palcach.
-Aha-spojrzałam na niego ze zdziwieniem-nie możesz zliczyć z iloma dziewczynami spałeś, prawda Justin?-zadrwiłam
-Rose, nie ważne.-zaśmiał się-chodźmy.
-Dokąd?
-Niespodzianka-powiedział z podekscytowaniem, wziął mnie za rękę i objął.
-Już się boję. Do wszystkiego jesteś zdolny.-zaśmiałam się.
-Że niby ja? Może masz trochę racji. Wiesz po tym spotkaniu przynajmniej lepiej się poznamy co nie?
-Tak.
Powoli szliśmy w stronę auta.
-Ale zimno, jest może z 10*. Mam nadzieję że nie będziemy gdzieś na dworze.
-Rose a gdzie ty masz kurtkę?
-Hmm.-zamyśliłam się i przypomniało mi się że została u Jamesa w aucie.Mój wyraz twarzy od razu się zmienił.
-Rozumiem.-powiedział.
Justin się domyślił. Chyba dlatego, że wtedy gdy po mnie przyszedł i uratował od tego psychicznego człowieka, nałożył na mnie swoją kurtkę.
-Domyśliłeś się? 
-Skarbie, twoja mina oznacza wszystko w tym momencie. Nie przejmuj się, kupię ci nową albo zajebie mu twoją z auta.
Nie odpowiedziałam. Gdy stanęłam przy aucie Justin otworzył mi drzwi. Wsiadłam i odjechaliśmy. 
Zastanawiam się co to za niespodzianka-pomyślałam do siebie.-Najważniejsze jest to że Justin niczego się nie domyśla w sprawie moich uczuć do niego.


Interesujecie się co to za niespodzianka <3 ? Chcę podziękować za tylko 1 komentarz. Widzę że czytający mojego bloga powoli znikają i stają się nieaktywni. A szkoda. Mam jeszcze trochę pomysłów na dalszą część ale skoro jest tu nas tak mało to nie wiem czy będę dalej pisać.