-Justin-szturchnęłam jego ramię-co ty tu robisz?
Obudziłam się rano w sypialni Justina a on spał obok mnie. Strasznie się przestraszyłam.
-Rose cicho bądź jest środek nocy a ja tu próbuje spać.
Mówił to jak zwykle ze spokojem jakby nic się nie stało. A stało się bo spałam z nim w jednym łózko. Wczoraj jego brat mnie prawie zgwałcił-pomyślałam z obrzydzeniem-a co jeżeli mają podobne charaktery.
Teraz dopiero zauważyłam jak się go bałam. Co jeżeli są podobni? Może próbował mnie rozkochać po to żeby mnie wykorzystać. Nie-pomyślałam-nie mógł by. Z moich oczu powoli zaczęły płynąć łzy. Szybko wstałam z łóżka i wybiegłam z pokoju. Próbowałam zaleź drzwi które były by otwarte, ale niestety wszystkie były zakluczone. Miałam mieszane uczucia lęk, strach czy może rozczarowanie.
I jeszcze ten wczorajszy dzień ...Czułam się brudna.
Nie ważne ile jeszcze razy wyczyszczę swoje ciało, zawsze i tak będę pamiętać tą sytuację. Popłynęło ze mnie morze łez. Praktycznie nie utrzymywałam się na własnych nogach, kręciło mi się w głowie od tylu emocji więc usiadłam na podłodze.Zauważyłam moją krew z wczoraj. Była zaschnięta. Gdy na nią spojrzałam od razu wszystko mi się przypomniało. Przez całą noc śniły mi się koszmary i słowa typu:
,,Rose, skuo zabawimy się! No dalej! To tylko jeden numerek. Mmm pragnę cię kurwo! " I te sny... ich było tak dużo. Nie mogłam spać. Moje ciało... Brzydziłam się całej siebie. Boje się już spojrzeć w lustro.
Nagle Justin pojawił się w pokoju.
-Rose-Justin przysiadł przy mnie i objął mnie swoim ramieniem-co się dzieję?-zapytał ze smutkiem
Cała zadrżałam. Sądzę że to zauważył bo od razu zabrał rękę z moich pleców.
-Nie bój się mnie, tu jesteś bezpieczna-obiecał.
-A skąd mam to wiedzieć-krzyknęłam-No powiedz mi skąd! W domu, w parku, w lesie też podobno byłam bezpieczna i co się stało... James się stał. Zostaw mnie Justin-mówiłam szlochając-ja chcę wrócić do domu.
-Nie będę cię tu trzymał, ale gdy wrócisz to James po ciebie przyjdzie i-nie dokończył
-Dajcie mi spokój-moje ciało zadrżało-niech on da mi spokój-nastała chwila ciszy-Justin ja się boję, boje się o swoje życie. On... On powiedział że mnie zabiję.
Gdy to usłyszał jego oczy zaszkliły się.
-Rose on jest do tego zdolny. Musisz uciekać.
-Ale skąd wiesz że jest do tego zdolny? Dlaczego mi nic nie powiedziałeś gdy mnie od niego uratowałeś tamtej nocy?-mówiłam krztusząc się łzami.
-Rose, on zrobi to, on cię zabije jeśli nie uciekniesz. Dla niego morderstwo to łatwa sprawa-Justin strasznie się zamyślił i przez moment nic nie mówił ciągle wpatrując się w jedno miejsce.
Nastała cisza, a Justin wstał by zapalić. Myślę że gdy miał ciężkie dni to papierosy go relaksowały. Nie wiem jak to działa bo nigdy nie paliłam, ale wiem że ciocia pali. Zwłaszcza w te dni gdy się z nią kłócę.
-Justin-wstałam i dotknęłam jego ramienia-nie proszę cię o wyjaśnienia, widzę że nie tylko James zranił mnie ale...-chwile przerwałam gdy zobaczyłam łzę spływającą po jego policzku.
Wtedy poczułam ogromny bul, już wiedziałam że zrobił coś za co Justin nigdy mu nie wybaczy. Widziałam to cierpienia w jego ruchach, oczach. W całym jego ciele.
-Kiedyś-zaczął mówić-mój brat i ja nie byliśmy tak do siebie nastawieni. To wszystko było inne. Pamiętam ten dzień jak by to było wczoraj.
-Jeśli nie chcesz nie musisz...
-Dam rade, jestem facetem a nie jakąś małą dziewczynką.-powiedział oschle.
Ucichłam.
-To była wigilia. 24 grudnia. Siedziałem razem z rodzicami przy stole gdy nagle-zaczął oddychać szybciej-gdy nagle przyszedł James razem ze swoimi znajomymi.
-Ale jak to?-zdziwiłam się- tak po prostu w wigilię?
-Tak, tak po prostu.-zadrwił ze mnie-Gdy Kate czyli moja mama rozkazała mu wyprosić znajomych, James jak zwykle się postawił. Wiesz... To byłą wigilia i chciała ją spędzić w rodzinnym gronie.
-Rozumiem
-No dobrze. James już wtedy handlował narkotyki i był w gangu. A ci jego znajomi którzy przyszli do nas w tą noc również w nim byli. Kate oczywiście domyśliła się po ich ubiorze i zachowaniu.
-Jak mogła domyślić się po ubiorze?
-No wiesz Rose, gangsterzy nie chodzą w Boże Narodzenie w koszulach czy spodniach wyprasowanych w kancik-zaśmiał się-rozumiesz, czy nie?
-Tak już rozumiem.
-Więc gdy Kate nie dawała rady z Jamesem i z jego kumplami to zawołała Joe czyli mojego tatę by, no wiesz zrobił porządek. Ale to nic nie dało. Potem nasza wigilia zamieniła się w koszmar. Pamiętam słowa taty
,,Jak możesz przyprowadzać tych ludzi do mojego domu! I to jeszcze w wigilię!" Mama już nie miała siły i się popłakała. A James odpowiadał tylko słowami ,, Co ty kurwa chuju ode mnie chcesz? Przyszedłem sobie z kumplami żeby wypić i po świętować wigilię a ty kurwa na mnie naskakujesz"
Potem wkroczyłem ja ,,James uspokój się , chociaż w wigilię, nie musisz się tak zachowywać, matka płaczę zniszczyłeś całe święta! Zniszczyłeś wszystko" Niby może być to dla ciebie nie zrozumiałe ale wiesz wyobraź sobie że siedzisz przy rodzinnym stole a tu nagle przychodzi twój syn, zajarany jakimiś narkotykami, do tego wypity.
-Ale to jest, no jak on tak mógł- nie mogłam się wysłowić- przecież...
-Rose, jego nie obchodziło co my czuliśmy, codziennie przychodził najebany. Matka już z nim nie dawała rady. Ojciec tak samo. Ja oczywiście tłumaczyłem im że to mu minie , próbowałem ich pocieszać, ale to wszystko na marne.
Justin przerwał by wciągnąć dym do swoich płuc.
-Oczywiście James nie posłuchał rodziców i poszedł do swojego pokoju razem z kumplami. Jedliśmy w ciszy, mama wycierała swoje łzy, tata siedział wkurwiony a ja nawet się nie odzywałem żeby nie spierdolić do końca tego dnia.
Po kolacji wigilijnej wyszyłem na dwór i wziąłem ze sobą Jamesa by pogadać.
-Co ty sobie kurwa wyobrażasz? Możesz ich przyprowadzać ale nie mogłeś się opanować i musiałeś to zrobić w wigilię? Wiesz jak rodzice nie znoszą twoich znajomych...
-Na chuj będą mi gadać co mam robić. To moje życie.-przerwał mi-Robię co chcę. I żeby się nie zdziwili że coś może się im stać.
-Co ty kurwa gadasz? Chcesz zabić własnych starszych?
-Nie ja, ale reszta-wskazał na okno jego pokoju-mam ich dosyć, wkurwili mnie i poradzimy sobie bez nich.
-Że co?
Usłyszałem krzyk matki i ojca. Szybko pobiegłem do kuchni a ona tam leżeli, cali we krwi. Nie pamiętam co było dalej bo wtedy miałem w sobie tyle emocji że zemdlałem.
Obudziłem się następnego dnia u sąsiadki, to była taka starsza pani, zawsze kolegowała się z moją matką. Powiedziała mi że wczoraj podjechała do naszego domu karetka by zabrać mnie i moich rodziców.
Wtedy szybko zapytałem się ,,Gdzie oni są?" odpowiedziała mi ,,Odeszli"
Gdy usłyszałam słowo ,,Odeszli" od razu przypomniała mi się śmierć moich rodziców. Zaczęłam płakać i wtuliłam się w Justina.
-Rose, dlaczego płaczesz-mówił szepcząc-przecież to moi rodzice zginęli?
-Płaczę bo ty płaczesz.
A więc no po pierwsze jestem głupia bo napisałam w bohaterach że James został wychowywany tylko przez ojca a że jego mama odeszła. TAK NIE BYŁO bo James jest bratem Justina.
Po drugie dziękuję za komentarze. I za głosowanie.
Nie za bardzo podoba mi się ten rozdział ale zaniedbałam bloga i musiałam go szybko dokończyć żeby jeszcze dzisiaj go wstawić.
To takie gyujnhghy cudownie piszesz informuj mnie na TT @kochmcie3609
OdpowiedzUsuń