poniedziałek, 23 września 2013

Rozdział 8

Rose

Gdy Justina kazał mi się schować w aucie strasznie się zdziwiłam. Nie wiedziałam o co mu chodzi, czy ktoś go śledził, lub mnie? Czułam że to do niczego dobrego nie prowadzi.
Po paru minutach wrócił z parku i wsiadł do auta. Mówił mi że mam uciekać. Nie wiedziałam dlaczego.Spokojnie zapytałam się dlaczego uciekać, i powiedziałam mu również że James u mnie był.
Strasznie się na mnie wydarł, aż mi ciarki przeszły po całej skórze. Wyszłam z auta, bo nie miałam ochoty widzieć i słuchać jak mną targa i na mnie krzyczy. Gdy chciał mnie przeprosić
nawet się nie odwróciłam i szłam dalej w stronę lasu. 
Gdy byłam w połowie drogi do domu to nagle ktoś złapał mnie od tyłu a ja zaczęłam panikować, krzyczeć ale nic to nie dawało. To był James.
-Rose no witaj ponownie-spojrzał na mnie i uśmiechnął się szyderczo.
Nie wiedziałam co mówić więc po prostu zaczęłam uciekać, ale niestety byłam za wolna, złapał mnie i wrzucił do swojego auta. Zamknął auto i nie mogłam uciec. Zaczął się do mnie dobierać.

Nagle mój telefon zadzwonił. Wyjął go z mojej kieszeni w spodniach nie pytając o zgodę i odrzucił połączenie pierwsze i drugie. Za trzecim razem odebrał. Usłyszałam głos Justina i zaczęłam krzyczeć
ale zasłonił mi buzię ręką.
-Uspokój się albo cię zabiję-wyjął nóż-jasne?
Nagle doszło do mnie że trzymał nuż tuż przy moim gardle i przestałam krzyczeć. Gdy skończył rozmowę z Justinem to włożył mój telefon do swojego schowka w aucie. Położył się na mnie i zaczął mnie rozbierać, a buzie zakleił mi taśmą.
Zaczął od podarcia mojej bluzki, potem zdjął jeansy a ja nie mogłam się wyrwać z jego uścisku. Uderzył mnie z całej siły w twarz. Czułam jak krew wypływa z mojego nosa. 
Nagle w aucie została zbita szyba. Całe szkło poleciało na moje prawie nagie ciało. Czułam teraz krew wszędzie. Wszystko mnie bolało , a zwłaszcza twarz. Ody otworzyłam oczy ujrzałam Justina. Jednak Bóg mnie kocham bo jest nadzieje na ratunek.
-Ty skurwielu, nie przeszkadzaj nam-krzyknął James w stronę Justina.
-Przyszedłem, oddaj dziewczynę i daj mi ten pieprzony towar a ja go zawiozę, nawet teraz.
-Nie dasz mi się zabawić młody?-spojrzał na mnie i uśmiechnął się w moją stronę.
Czułam jak zimne powietrze z zewnątrz dotykało mojej skóry. Było może z -15* a ja byłam w samej bieliźnie. 
-Nie oddam ci jej, jest zbyt seksowna a mam na nią ochotę. 
Nagle odkleił mi taśmę i zaczął mnie całować zaczynając od ust kończąc na dekoldzie. Justin od razu gdy to zobaczył trzasnął mu w głowę z całych sił wielkim kamieniem i James stracił przytomność na jakiś czas.
-Rose...-spojrzał na mnie swoimi pięknymi oczami ze smutkiem na twarzy- chodź do mnie.
Wyszłam z auta a on utulił mnie, i założył kurtkę na moje zmarznięte ciało. Płakałam w jego ramionach ale czułam się już bezpieczna i to było najważniejsze.
Ubrałam swoje spodenki bardzo ostrożnie bo nogi miałam pocięte od szkła. Próbowałam iść ale wszystko mnie bolało.
-Chodź pomogę ci-Justin wziął mnie na swoje ręce i włożył do auta.-Rose strasznie cię przepraszam za tą sytuację.-zamknął drzwi.

Do domu jechaliśmy w ciszy bo Justin skupiał się na jeździe, czasem zerkał na moje rany na nogach , i na wielkiego siniaka na twarzy. 
-Justin, nie patrz na mnie,wyglądam strasznie-powiedziałam szlochając.
-Wyglądasz pięknie, jak zawsze. Zawiozę cię do mnie , umyjesz się i przebierzesz.
-Ale co powiem cioci?
Znów musiałam ją okłamywać ale w tym przypadku nie miałam innego wyjścia. Powoli przyzwyczaiłam się do kłamstw.
-Rose na razie mamy większe problemy. Nie mogę zawieź cię do twojego domu w takim stanie, prześpisz się u mnie-spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem.


Justin

Byłem zdenerwowany tym wszystkim. Co Rose sobie teraz o mnie pomyśli ale w sumie to że mam brata gangstera to nie moja wina. Sam kiedyś byłem wplątany w te sprawy, ale zrezygnowałem ze strachu o swoje życie. Po tym co Rose dzisiaj przeszła na pewno nie będzie chciała mieć ze mną nic wspólnego. Nie mogę jej powiedzieć że byłem w gangu, bo mnie znienawidzi a tego bym nie chciał. Przez prawie całą drogę spała.
Gdy dojechaliśmy to nie chciałem jej budzić bo byłą pewnie wykończona. Wniosłem ją do sypialni, ale gdy położyłem na łóżko zaczęła mówić.
-Dziękuję ci za wszystko-wstała i wtuliła się we mnie-Dziękuję-powiedziała znów, prawie płacząc.
-Rose, idź odpocznij, ale hmm... najpierw przemyj sobie te rany-spojrzałem na jej okaleczone nogi.
-Dobrze, to do jutra Justin-wyszedłem a ona zamknęła za mną drzwi.
Stałem jeszcze chwilkę pod drzwiami. Nagle usłyszałem jak położyła się na łóżko i zaczęła głośno płakać. Nie mogłem tego słuchać, serce mi się łamało, więc wszedłem po cichu do pokoju i przytuliłem ją lekko.
-Ci... Proszę nie płacz-uniosłem jej twarz tak że teraz patrzyliśmy sobie w oczy-będzie dobrze, a James zapłaci za to.
Gdy powiedziałem imię mojego brata to Rose poleciały łzy po policzkach.
-Proszę-podarowałem jej moja koszulkę-dobranoc.
-Po co mi twoja koszulka?-zapytała
-Żebyś nie czuła się dziwnie bo w końcu to mój dom i pomyślałem że paradowanie w nim w samej bieliźnie-spojrzałem na jej prawie nagie ciało-nie jest w twoim stylu.
-Dziękuję.
Poszedłem do salonu i usiadłem na fotelu. Zacząłem zastanawiać się co powiedzieć jutro Rose. Nagle mój telefon zadzwonił.

-Justin! Gdzie dziewczyna?-krzyknął z całych sił.
-Odpierdol się, co ty wo gule od niej chcesz, pieniędzy?
-Chcę...-chwilę przerwał-Pragnę jej.
-Znajdź sobie inną dziwkę, ale nie Rose.
-Kurwa wiesz ze nie odpuszczę. Mam jej telefon, jeżeli chcę go odzyskać to ma jutro przyjść...
-Ona nie chcę cię oglądać, skurwielu ty prawie ją zgwałciłeś!-przerwałem mu.
-Ja nazywam to zabawą, ona gwałtem. Mam to w dupie, i tak ją zaliczę a ty nawet się o tym nie dowiesz, więc pilnuj swojej księżniczki-
zaśmiał się i rozłączył.
*
*
*
Jakim można być psycholem. Najpierw zabił naszych rodziców, zniszczył mi życie a teraz chcę je zniszczyć Rose. Nie mogę do tego dopuścić. 
Rzuciłem moim I Phone o ścianę i wyszedłem na dwór żeby zapalić. Czułem jak dym napełniał moje płuca, to bardzo mnie uspokaja. Naglę usłyszałem lekkie krzyki z mojej sypialni.
Rose-pomyślałem i szybko zgasiłem papierosa. Gdy stanąłem przed drzwiami od sypialni zauważyłem zaschniętą krew, dziwne że wcześniej jej nie widziałem. 
-Rose-zapukałem do drzwi-wszystko dobrze?
Nie usłyszałem żadnej odpowiedzi. Zacząłem walić mocniej, ale nawet nie zareagowała. Ciągle słyszałem słowa ,,zostaw mnie, zostaw mnie w spokoju!" ,,nie chcę" Nie wiedziałem co się dzieję, ale gdy tylko usłyszałem głośniejszy
krzyk to od razu wszedłem do pokoju, ale wszystko było w nim w porządku. Spała tak jakby nic się nie stało, to mnie z lekka zdziwiło. Pewnie śniły jej się koszmary-pomyślałem. Położyłem się obok niej i wtuliłem. 
Nie miałem zamiaru zasypiać obok niej ale niestety byłem wykończony i usnąłem.


Dzisiejszy rozdział trochę dłuższy od pozostałych. Zastanawiam się czy nie przestać pisać. Mało wyświetleń, praktycznie po 1-2 komentarze pod wpisami. Nic mnie już nie motywuje do dalszego pisania. Jeszcze muszę się zastanowić... A jak wy sądzicie ? 

4 komentarze:

  1. Biedna :cccccc Pisz dalej, ale wyłącz kod prosze:cc

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz 1304 wyświetleń :O to i tak dużo na tyle rozdziałów co masz na tym blogu, pięknie piszesz je na prawdę lubię to czytać <3 nie przestawaj :)

    OdpowiedzUsuń
  3. nie przestawaj pisać boże to jest takie agfhdjsdjhsdfslj ♥ nie mogę się doczekać następnych rozdziałów oby james się odpierdolił od rose .

    OdpowiedzUsuń