-Rose! Otwórz drzwi.
Gdy usłyszałam krzyk cioci z dołu to byłam pewna że Violett przyszła. Powoli zeszłam na dół po schodach, przeszłam przez długi korytarz aż do drzwi a tam ujrzałam meżczyznę. Złapał mnie wyprowadził na dwór i trzymał przy ścianie a drugą ręką zakrył mi usta żeby ciocia nie słyszała mojego krzyku. Nie mogłam się uwolnić z jego silnego uścisku.
Myślicie że wtedy gdy pierwszy raz go zobaczyłam szybko biło mi serce, teraz jest dziesięć razy gorzej. Najgorsze było chyba to że nikogo nie było w pobliżu żeby mi pomóc.
-A więc masz na imię Rose.-szepnął mi do ucha.-Piękne imię.Uciekłaś mi wczoraj. Ale jak? Bo to przecież nie możliwe bo byłaś nieprzytomna. Opowiedz mi jak to się stało że zwiałaś?
Przygwoździł mnie do ściany tak mocno że teraz bolało mnie całe ciało. Próbowałam krzyczeć, ale na marne więc ugryzłam go w rękę.
-Ty suko, bądź grzeczna. Powiem ci tak, NIKT ma się nie dowiedzieć o tej sytuacji dobrze?-powiedział do mnie powoli wtedy gdy ja próbowałam uspokoić swój oddech.
-A jeśli się dowie?-spojrzałam na niego z przerażeniem.
-Powiem ci tak. Jeśli się dowie to będzie dla ciebie-chwile przerwał by pomyśleć-bolesna i powolna śmierć.
-Puść mnie! Zostaw mnie w spokoju!
-Nie ma takiej opcji. Powiem krótko, do zobaczenia Rose bo jeszcze się spotkamy.Obiecuję.
Puścił mnie powoli i wsiadł do auta i od razu odjechał. Nie wiedziałam co zrobić? On powiedział że mnie zabiję. Ale ja muszę iść na policję.Nie, najpierw muszę pogadać z Justinem, on zna Jamesa. Ale nie mogę nikomu mówić. Byłam roztrzęsiona.
-Rose, hej-krzyknęła z daleka Violetta.-Jezu co się stało, wyglądasz jak byś zobaczyła trupa.
Stałam w bezruchu nie mogąc wydusić ani jednego słowa.
-Rose żyjesz?-krzyknęła prosto w moja twarz.
-Tak-otrząsnęłam się-żyje. Chodźmy do góry, opowiem ci o wczoraj. Chwyciłam Violett za rękę i pociągnęłam do domu jak najszybciej mogłam.
A co jeśli James mnie obserwuje? Czy ja w nocy dzisiaj zasnę,pewnie nie sadzać po tym jak bije mi serce w tym momencie. Zamknęłam drzwi na klucz i poszłyśmy do mojego pokoju.
-Rose opowiadaj co się stało,gdzie byłaś w nocy!
Chwilkę się zamyśliłam czy powiedzieć jej wszystko, ale zaczęłam.
-A wiec około godziny 2 w nocy,nie pamiętam dokładnie, usłyszałam krzyk z dworu. Chciałam sprawdzić co się dzieje i wyszłam na dwór. Ale na dworze ktoś sprawił ze straciłam przytomność. Potem pamiętam tylko ze obudziłam się zamknięta w aucie.
-O Jezu Rose!-krzyknęła i dalej słuchała mojej historii.
-Potem gdy wstałam nie byłam w obcym aucie, ale w sypialni pewnego chłopaka. Myślałam ze to on mnie wtedy wrzucił do tego auta i sądziłam tez że chce mnie zgwałcić ale się myliłam. Na szczęście.
-I co było dalej?
-Dalej?-zamyśliłam się-dalej poznałam Justina.
Gdy powiedziałam to zdanie to poczułam w brzuchu motyle.
-Justina?-zapytała z radością
-Tak, to on własnie uratował mnie od Jamesa.
To jest cudowne. To uczucie że jest się uratowanym przez chłopaka, obcego chłopaka. Ale zastanawia mnie jedno, co Justin robił tam wtedy w nocy? Muszę z nim porozmawiać.
Chcę wiedzieć co go łączy z Jamesem.
-Muszę go poznać i podziękować z całego serca.-przytuliła mnie z całej siły.-Rose kamień spadł mi z serca jak zadzwoniłaś, nie wiem co bym sobie zrobiła jak coś by ci się stało.
Ale mam złą wiadomość. Jak byłam dzisiaj w szkole to Selena i jej przyjaciółeczka Ashley podeszły do mnie i drwiły ze mnie że chodzę smutna. Ale to chyba normalne że byłam smutna, bo ciebie nie było i nie wiedziałam czy żyjesz i gdzie jesteś. Ale tak się cieszę że wróciłaś cała i zdrowa.
Nie rozumiem. ,,zaginęłam" a Ashl i Sel były zadowolone. Jakie to jest przykre i fałszywe. Ale tacy są ludzie. One nie patrzyły na to czy coś mi się stanie, bo mogło mi się stać, ale one miały z tego satysfakcję, z tego że mnie nie ma w szkole. I jeszcze do tego wszystkiego dokuczały Violett. To smutne, ta chciwość w ludziach.
-Nie przejmuj się nimi, próbuj się nie przejmować.
-Starałam się, ale Selena powiedziała że to hmm zacytuje ci-powiedziała ze smutkiem i spojrzała na mnie-,,Oh najpierw jej rodzice a teraz ona, no w końcu ktoś próbuje mnie uszczęśliwić"
Przecież moi rodzice umarli-pomyślałam a w oczach próbowałam trzymać łzy które prawie spływały po policzkach.- To tak jakby chciała mojej śmierci. Nie mogę uwierzyć. A co jeśli ona zaplanowała
to porwanie? Nieee nie mogła by. Moje życie pomału zamienia się w koszmar.
-Violett muszę napisać do Justina. Muszę z nim porozmawiać o pewnej sprawie.
Nagle mój telefon wydał dźwięk SMS-a.
,,No hej Rose, czy nie zapomniałem czegoś od Ciebie? ;) Jeżeli tak to proszę cię słonko żebyś mi to przyniosła dzisiaj o 20 do parku."
-No odpisz mu-krzyknęła Viola jak by dokładnie wiedziała że Justin napisał.
,,Dobrze to przyjdę."
Rozdział 6 myślę że udany, a wy jak sądzicie? Liczę na miłe komentarze. Chcę podziękować za to że głosujecie. Przynajmniej wiem na czym stoję i czy ktoś to czyta. Następny rozdział pod koniec tygodnia jakoś w Weekend.
Jeej słodko *.*
OdpowiedzUsuńpiękny :*
OdpowiedzUsuńcudo..
OdpowiedzUsuń