sobota, 21 września 2013

Rozdział 7

Justin

Godzina 20 a Rose jeszcze nie ma.-pomyślałem. A co jeżeli nie przyjdzie, albo nie może przyjść. Długo myślałem jak zaprosić ją na to spotkanie. Nie wiem czy ona uważa to za randkę, ale ja właśnie się tak czuje. Zrzuciłem śnieg z ławki i usiadłem ale ktoś nagle zaskoczył mnie od tyłu. 
-No cześć braciszku-powiedział po cichu James.-Co tu robisz? Myślałem że dzisiaj pomożesz mi w pracy, bo w końcu towar sam się nie zawiezie do klientów.
-Powiedziałem ci że już z tego zrezygnowałem, daj mi wreszcie spokój.-krzyknąłem mu w twarz.
-Uspokój się, wiesz... Mam ochotę się zabawić i poszukuje dziewczyny.
-Dziwki stoją co drugi zakręt więc myślę że łatwo ją znajdziesz.
-Nie. Ja poszukuje wybranej dziewczyny. Może znasz, ma na imię Rose. Wczoraj chciałem ją wsiąść do siebie ale uciekła mi. I mam nadzieję-spojrzał mi w oczy-że pomożesz mi ją zaleź, bo jeśli nie to nie oddam ci obiecanej forsy. Gdy imię Rose wyszło z jego ust przeraziłem się. Jeżeli pojawi się teraz w parku to James ją znajdzie i zawiezie do swojego magazynu.
-Nie, nie znam i nie chcę twoich pieniędzy. A teraz idź stąd.
-Jeżeli ją zobaczysz-podarował mi zdjęcie Rose-to daj mi znać.
Stałem wpatrując się w niego gdy odchodził, i modliłem się w myślach żeby Rose nie przyszła w tym momencie do parku.

-No hej Justin!-Rose przejechała palcem po moich plecach i nałożyła na mnie kurtkę.
-Rose! Chodźmy stąd,dalej!
Złapałem ją z całej siły a nadgarstek i ciągnąłem do mojego auta. 
-Justin, puść mnie-krzyczała i wyrywała się-gdzie mnie ciągniesz?
Szybko przyłożyłem swoją rękę do jej ust żeby przestałą krzyczeć i zaprowadziłem ją do mojego auta.
-Proszę uspokój się, wsiadaj i poczekaj tu na mnie.-spojrzałem na nią błagalnym spojrzeniem.
Gdy Rose weszła do auta od razu poszedłem w stronę parku sprawdzić czy Jamesa już nie ma. Na moje szczęście już go tam nie było.

Wszedłem do auta na miejsce kierowcy i usiadłem ze smutkiem na twarzy. 
-Rose, musisz stąd uciekać, uciekaj z stąd.-powiedziałem stanowczo.
-Justin, ale dlaczego? Co się stało? Ja... muszę ci coś powiedzieć bo James u mnie był.
-Że co?-krzyknąłem, a mój głos rozbrzmiał na całe auto.
Strasznie zdenerwowało mnie to że mój brat był dzisiaj u Rose. Mam nadzieje że jej nie szpieguję. 
-Co ci zrobił?-chwila ciszy-No mów co ci zrobił!-złapałem ją za ramiona i krzyknąłem jej prosto w twarz.
Myślę że przegiąłem bo strasznie się wystraszyła i wyszła z auta.
-Rose, przepraszam!-krzyknąłem-Poczekaj porozmawiajmy.
-Nie mamy o czym. Krzyczysz na mnie, wrzucasz do auta i jeszcze do tego karzesz uciekać z miasta. Nie rozumiem tego wszystkiego. Nie rozumiem ciebie. Daj mi spokój.-odeszła ze smutkiem.
Czułem się jak wtedy gdy byłem w gangu. Wiem że wtedy traktowałem dziewczyny źle i nazywałem je sukami i dziwkami, ale przecież próbowałem się zmienić. Jednak moja bipolarność wygrywa.
Jest godzina 20:30 a w grudniu to tej godzinie jest strasznie ciemno a Rose idzie sama do domu a w okolicy jest mój brat który chce ją porwać a ja jej nie zatrzymałem. Jestem idiotą.
Muszę ją chociaż podwieź do domu, chociaż pewnie nie wsiądzie do auta po tym co się stało. Od razu musiałem wyjąć telefon i do niej zadzwonić.Zadzwoniłem za pierwszym razem i nie odebrała , za drugim również nic. Dopiero gdy już miałem się poddać usłyszałem sygnał w komórce.

*
*
*
-Rose? Posłuchaj nigdzie nie idź, stój tam gdzie stoisz ja zaraz przyjadę i odwiozę cię do domu.
-Justin!-krzyknęła do telefonu.
-Ha..halo gdzie ty jesteś?
-Oj braciszku okłamałeś mnie że nie znasz tej suki, najpierw zajmę się nią a potem policzę się z tobą.
-Puść ją!
-Justin on ma nóż-Rose krzyczała i płakała jeszcze głośniej.
-Co mam zrobić żebyś dał jej spokój?-krzyknąłem z całych sił do telefonu.
-Mmm. Strasznie fajna jest ta twoja Rose. Mam nadzieje że zdążysz ją uratować Romeo, dopóki nie podetnę jej gardła.
-Zrobię co chcesz! Ale puść ją i przestań jej robić krzywdę!
-Mhm. Dobrze jutro masz kolejne zlecenie żeby przewieź narkotyki, a jeżeli nie to oddam ci Rose kawałek po kawałku pocztą. A wiesz że nie kłamię.
-Spotkajmy się teraz! Zawiozę te pierdolone narkotyki, ale zostaw Rose już dzisiaj!
Słyszałem każdy jej krzyk, każde słowo. Czułem się jak skurwysyn bo to prze zemnie została złapana.
-Boli cię suko? A chcesz więcej?-James śmiał się głośno do telefonu.
*
*
*
Rozłączył się. Co ja zrobię, co powiem jej cioci?-pomyślałem wystraszony.-Muszę coś zrobić. Uratować ją i zrobię to teraz, nie będę czekał do jutra. Bo do jutra może być już za późno.


Dziękuję za 1200 wyświetleń ! Jesteście niesamowici, dziękuję za komentarze.
Powstało nowe głosowanie i liczę na wasze głosy. Jak podoba się 7 rozdział ? 

2 komentarze: