niedziela, 13 października 2013

Rozdział 12

Rose

Zostaliśmy w McDonaldzie do 20:00. Myślę że ta długa rozmowa z Justinem pomogła mi. Dodała mi odwagi i sprawiła że czuje się silniejsza. Potem gdy skończyliśmy zwierzanie się sobie z całego życia, Justin zaproponował mi spacer.
Oglądaliśmy lampki świąteczne na obsypanych śniegiem choinkach. Kocham taki świąteczny nastrój. Wszystko dookoła było idealne ja, Justin trzymający mnie za rękę i te świąteczne piosenki, kolędy, poprzebierane Mikołaje. Czułam się jak w jakimś śnie.
Gdy usiedliśmy na ławce, by odpocząć po długim spacerze ktoś zaczął mi kiwać z dala. To był Jacob. Na początku go nie poznałam. Miał na sobie czapkę która zakrywała jego grzywkę, i jakąś firmową kurtkę. Wyglądał inaczej niż zawsze, był po prostu smutny. Zauważyłam to w jego oczach.
-Witaj Rose i...-zatrzymał się i spojrzał się na rękę Justina która trzymała moją.
-Jestem Justin-powiedział do niego oschle.
Tak-pomyślałam-ta sytuacja nie powinna się zdarzyć. Jacobowi podobam się od jakiegoś roku, tak właściwie to od pierwszego września gdy zaczęliśmy liceum. Wcześniej gdy przyjaźniłam się z Violett nie zwracał na mnie uwagi. Ale po paru spotkaniach w ich domu zbliżyliśmy się do siebie. To znaczy, on tak uważał. Ja uznawałam nasze koleżeństwo, nic więcej. Czasem trochę przesadzał i za dużo sobie myślał.
-Co tu robisz?-spytałam jak najmilej mogłam
-Chciałem coś kupić w końcu wigilia za parę dni. 
Chwilowo zerkał na mnie i na Justina. Myślał że tego nie widzę. Smutno mi było ponieważ nie znoszę gdy ludzie przeze mnie cierpią.
-Skoro masz kupić prezenty to idź.
-Justin przestań.-spojrzałam na niego ze zdziwieniem-jak możesz?
-Wiesz Rose, lepiej pójdę. Chyba komuś przeszkadzam. A i jeszcze jedno Viola się o ciebie martwi, może warto do niej zadzwonić?
I poszedł. Czułam się głupio.
-Justin dlaczego tak się zachowałeś?
-Jak? Nie widzisz jak ten facet się ślini na ciebie?
-Przestań. Jest bratem mojej przyjaciółki. Nic dla mnie nie znaczy.
Justin spojrzał na mnie z lekkim niedowierzaniem. 
-Nieważne, nikt nie będzie psuł nam dnia. Chodź-pociągną mnie za rękę.
-A więc gdzie idziemy teraz?
-Przed siebie.
Kolejny spacer obok tych wszystkich oświetlonych na domach balkonów, płotów był miły zwłaszcza dlatego że obok był Justin. Bolało mnie jednak to że nie rozmawiałam jeszcze z ciocią od wczoraj, zupełnie o tym zapomniałam żeby do niej zadzwonić. W głowie miałam coś innego, raczej kogoś.
Doszliśmy do miejsca które było hm jednym słowem idealne. Nad nami był wielki księżyc, na przeciwko mnie stał koszyk z jakimiś słodkościami a obok leżał koc. Zdziwiło mnie to ponieważ był to piknik. Piknik na początek zimy. Niespodzianka prawdziwa bo na prawdę bym się tego nie spodziewała.
-Zapraszam księżniczko-zarumienił się.
-Justin ale jest śnieg i zima i w ogóle..
-Ci-zakrył mi usta palcem-usiądź.
Faktycznie, nie było aż tak zimno, a koc był na odśnieżonej części więc nie był mokry. Dookoła były zapalone świeczki, wszystkie czerwone w najróżniejszych kształtach. Koc był we wzory reniferów i mikołajów. Szczerze to pierwszy raz widzę taki piknik. Był magiczny, tak jak ta noc.
-Jest pięknie.
Justin stał na przeciwko mnie spoglądając w moje oczy.
-Dlaczego mi się tak przyglądasz?-zapytałam uśmiechnięta.
-Twoje oczy odbijają się o księżyc. Są takie piękne.
Poczułam w brzuchu motyle. Przez parę sekund nie ruszając się spoglądaliśmy na siebie. Nagle Justin usiadł i wyjął z koszyka babeczki czekoladowe. Moje ulubione-pomyślałam.
-Rose-odwróciłam się gdy mnie zawołał i włożył mi do buzi kawałek czekolady z babeczki.-i jak?
-Przepyszna. Sam piekłeś?
-A wyglądam na takiego ci siedzi w kuchni 24/h ?-zaśmiał się.
-Tak myślałam. Słodka ta twoja niespodzianka.
-Najważniejsze że ci się podoba.
-Justin dziękuję za wszystko, naprawdę. Po dzisiejszej rozmowie czuje się silniejsza.-przytuliłam go.
-Dla ciebie wszystko-powiedział i przytulił mnie mocniej.

Rozdział 12 miał wyjść troszkę romantyczny. Jeżeli się podoba zostaw komentarz. Bardzo mnie motywują. Dziękuję że czytasz.

2 komentarze: