poniedziałek, 7 października 2013

Rozdział 11

Justin

Obudziłem się obok Rose po tej porannej kłótni. Jeżeli w ogóle można to nazwać kłótnia. Bolało mnie to że osądzała że jestem podobny do mojego brata. Myślała że chce ją wykorzystać.
Gdy przyglądałem się jej twarzy, oczom, ustom to od razu szybciej biło mi serce. Nie wiem dlaczego, może dlatego że była idealna. Tak, była idealna dla mnie. Zawsze gdy przyprowadzałem dziewczyny do łózka na jedną noc, to nie czułem żadnych uczuć. No poza radością i podnieceniem. Ale nie czułem czułości czy miłości, zwłaszcza od nich. Dobrze że z tym skończyłem. Wpadłem na pewien pomysł. Chciałbym bardziej poznać Rose,  bo w końcu nic o niej nie wiem. No może prawie nic, bo wiem tylko że mieszka z ciotką bo jej rodzice zginęli. Mieliśmy wczoraj noc wyznań... 
-Skarbie mam pomysł.-powiedziałem.
Na początku nie wiedziałem czy mogę ją nazwać ,,skarbie". Samo wyszło z moich ust.
-Jaki?-zapytała z uśmiechem
Wpadłem na pomysł aby spędzić z nią cały dzień. Oczywiście ten dzień musi być niezwykły. 
-Przejdźmy się.
Z lekka się zdziwiła. Ale gdy powiedziałem jej że to będzie niespodzianka, ucieszyła się.
Wyszedłem z pokoju żeby wszystko naszykować. 
-Może piknik pod gwiazdami, kino, spacer po parku-powiedziałem do siebie.
Pomysłów było dużo, ale najgorsze było to że musieliśmy się ukrywać przez Jamesa. Pewnie gdy by nas zobaczył zrobiłby awanturę. A nie chcę skończyć na komisariacie policji za pobicie brata.
Rose-zawołałem z kuchni-dalej chodź, wychodzimy.
-Już, Justin a może najpierw pojadę do domu się przebrać?-zapytała
-O to się nie martw. Kierunek pierwszy, galeria.
Uśmiechnęła się a ja złapałem ją za rękę i zaprowadziłem do auta.

-A więc jakie lubisz sklepy?-zapytałem z zakłopotaniem
-Najróżniejsze.-uśmiechnęła się
-Nie wiem. Nie znam się na tych damskich sklepach, ale mam pomysł. Pójdziemy do-szybko zerkałem na sklepy wokół mnie- ZARY.
-Okej? Nigdy tam nie byłam, możemy wejść.
Gdy weszliśmy to zdawało mi się że Rose oglądała wszystkie ciuchy i wpatrywała się w nie jak w jakiś piękny obrazek. Od sweterków bluzek i sukienek, spódniczek butów, do perfum itp.
Było tego od groma. To trochę niezręczna sytuacja, ponieważ ja zawsze chodzę do droższych sklepów, a ona mi powiedziała że nie za bardzo jej się układa jeżeli chodzi o pieniądze bo tylko ciocia zarabia.
-To jest piękne-zawołała mnie i pokazała mi sukienkę, mogę powiedzieć że dość krótka jak na jej gust.-Jak uważasz?
-Mhm, ładna. Ale będzie pewnie ładniejsza jak ją założysz. Jaki rozmiar pani podać-zaśmiałem się mówiąc to zdanie.
-Pani? Pani ma rozmiar S.
Wzięła sukienkę i weszła do przebieralni. Poszedłem za nią.
-Justin, pomożesz mi?-rozsunęła zasłonę jedną ręką bo druga trzymała sukienkę-zapniesz zamek?
-Oczywiście-od razu zareagowałem.
Gdy przeglądała się w lustrze w tej sukience, wyglądała idealnie. Jej szczupłe nogi, brzuch i biust idealnie pasowały. Można było by powiedzieć że ten ciuch był szyty właśnie na nią.
-I jak?
-Wyglądasz-przerwałem z zachwytu-wyglądasz idealnie. 
Zarumieniła się. 
-Idealnie to by było jak by nie kosztowała 250 zł-spojrzała na cenę.
-Pieniądze to nie problem, przecież zapłacę.
-Nie Justin, nie będziesz za mnie płacić.-mówiła to stanowczo ale widziałem smutek w jej oczach bo nie mogła jej kupić za swoje pieniądze.
-Rose, przestań. Wziąłem cię na zakupy po to żebyś kupiła coś odpowiedniego na dzisiejszy dzień. Na dzisiejszą niespodziankę. Jeżeli jej teraz nie założysz to włożę ją na ciebie siłą, a tego byś nie chciała.
-Ale, jest mi głupio.
-Głupio będzie jak będę musiał ubierać ją ci na siłę przy tych wszystkich ludziach-pokazałem na parę osób w sklepie-jasne?
-Jesteś przekonujący i straszny.-zaśmiała się 
Wyszliśmy ze sklepu z nowym zakupem, z sukienką w której Rose wyglądała cudownie. Gdy poszła do toalety to zamówiłem nam shake w McDonald. Sobie czekoladowy a jej truskawkowy.
-No jestem, to co robimy teraz?-zapytała
-Chodź usiądziemy i pogadamy-podałem jej shake-okej?
-Dziękuję Justin.
Usiedliśmy w zacisznym miejscu. W radiu leciała piosenka ,,Mistletoe" co za zbieg okoliczności. Od razu przypomniało mi się to gdy zawoziłem ją do domu a ona zaczęła śpiewać. Nagle Rose uśmiechnęła się i pokazała palcem na głośnik nad nami. 
-No śpiewaj Justin.-głośno się śmiała.
-Nie śmiej się ze mnie, jak możesz?-zapytał
-Przepraszam ale śpiewałeś to tak słodko że chcę to usłyszeć jeszcze raz.
Gdy spojrzała na mnie swoimi dużymi oczami nie mogłem jej odmówić. 

But I can’t stop staring at your face,
I should be playing in the winter snow,
But I’mma be under the mistletoe.

-Pięknie.
Wielki uśmiech znów pojawił się na jej twarzy. Powoli dopijaliśmy shake, więc musiałem wymyślić co dalej. Spojrzałem na godzinę w komórce. 17:00
-Już 17 Rose, a ja jeszcze o tobie nic nie wiem.-próbowałem zacząć rozmowę i podać jakiś temat.
-A więc-odłożyła picie na stolik-mam przyjaciółkę Violett. Ciocie Kath. Mam 17 lat. A urodziny mam 30 grudnia. Jestem osobą nieśmiałą-zamyśliła się-strasznie wrażliwą. 
-No to coś już wiem.-przerwałem jej- I jeszcze jesteś też osobą silną.
-Nie powiedziała bym...
Uniosłem jej twarz.
-Jesteś silna, bardzo silna. 


Proszę,  już jedenasty rozdział. Dziękuję za komentarze. Jeżeli ktoś chcę być informowany o nowych rozdziałach to proszę pisać mi na Twitterze lub w komentarzach. Dziękuję że czytasz <3
https://twitter.com/juliaforjulia

2 komentarze: